piątek, 21 marca 2014

W I O S N A jakiej nie pamiętam :))

20 okrągłych stopni we w cieniu :)) pszczoły latają, koty się wygrzewają, dziewczyny moje kwitną, kwiaty rosną,  pościel się wietrzy wszystkie okna pootwierane, szmaty się suszą i piorą, bezy się pieką, ogórkowa pyrka na gazie,   ja po mimo 3 godzin snu co dobę  mam chęć do życia jak nigdy choć przede mną wiele godzin pracy i znowu mało snu, jest pięknie, słonecznie, rześko,  wylazłam ze dresików bo za gorąco w nich  jak na dziś i kiecunię przywdziałam letnią , jest bossssskooo !!!

To lecę do pracy dalej, bo właśnie partia chlebka się ukręciła ;)))








 Mówiłam Wam już, że  w przyszłym życiu chciałabym być własnym kotem jak mawia mój Ślubny ;)) 
oj poleżałabym w pościelce z wielką chęcią nicnierobiąc jak mój sierściuszek :))) 

to pa pa ;))
i dziękuję za Wasze przemiłe odwiedziny !!

wtorek, 18 marca 2014

Mały film o wielkim Szczęściu i dlaczego lubimy gotować ;))

Ósmego marca nasza Łucja skończyła   latek  sporo bo 17, cóż mogę powiedzieć jako matka, że by nie zabrzmiało pretensjonalnie, jak zawsze słodko i nieobiektywnie?? , ano nie wiem, bo matki już tak maja, że dla nich ich własne dzieci to najlepsze co im się w życiu przytrafia / bo maż to już osobny temat w kwestii tej najlepszości ;)) bo to najlepszość innego rodzaju/  więc, zawsze będą nieobiektywne, bezgranicznie kochające i wiecznie wpatrzone w ten najdoskonalszy  z darów Bożych :))

Uwiłam więc krótki przegląd owych 17 latek Łucji pod jej aktualnie ulubioną piosenkę
jak ktoś ma ochotę to zapraszam do oglądania ;))



video

(rozdzielczość zdjęć  coś padła po publikacji... )

I o  gotowaniu słów kilka... 
My lubimy, nie po równo każdy , ale  razem   bardzo lubimy ;))










na zdjęciach moje dwie najstarsze órki z koleżanką , Łucji  nie było, ponieważ to było gotowanie na jej urodzinową kolację  a jubilatka w tym czasie szalała na łyżwach :))

...  gdyż jedni lubią, inni nie  jeszcze inni nieco mniej  a inni więcej, nie ma po równo ani daru, ani chęci ani talentu, ale ! warto w dziecięciu owe chociażby lekkie zamiłowanie do  gotowania  zaszczepić im wcześniej tym lepiej, a jest po temu wiele powodów ;))

Po pierwsze należy wyeliminować strach przed tym, że dziecię skaleczy się nożem
u siebie oczywiście ten strach nie u dziecka, ono jak raz nie ma jeszcze w sobie naszych lęków ;)), jeśli nie daj Boże raz się skaleczy to drugi raz zapamięta, to samo z piekarnikiem wrzątkiem i paroma innymi rzeczami, oczywiście można uniknąć drastycznych historii i przeważnie ich nie ma,bo po to się wkłada do łepetynki od małego ciągłe "uważaj"  więc z reguły zaowocuje w odpowiednim czasie :))

Tak więc jeśli nasza dziecina już umie owym nożem wywijać nad chlebem, to kanapki sobie zrobi a jakże, a może i rodzeństwu :)), u nas nasza dzisiejsza naczelna  kucharka jak była mała , to płaciła siostrze, tej co szczególnie dzisiaj nie przepada za gotowaniem, za robienie kanapek ;))), che che... jak to pozory mylą... 
tak więc nasze dziecko i nam może steranym pracą rodzicom podać kolację i herbatę, nawet jak ma te 4 latka raptem , bo to nie jest wielki  wyczyn, kanapka będzie niedoskonała, herbata lurowata, ale satysfakcja ze zrobienia jedzenia mamie czy tacie nieoceniona ;))
i tak, te moje laski do tej kuchni gonię odkąd dobrze stoją na nogach, i mam tą pewność, że jak zadzwonię i powiem zrób coś do jedzenia, to zrobią jak nie jedna to druga i ja od drzwi nie muszę pędzić do garów za każdym razem:))   i cokolwiek co jest ciepłym posiłkiem będzie gotowe i mam tą pewność, że jak gdzieś pojadę na 3-4 dni to dziecina z głodu nie padnie i sama sobie ugotuje i chałupy z dymem nie puści...
natomiast nasze wspólne gotowanie to jest już osobny temat, to jak po tym wygląda nasza  kuchnia długo by pisać...  ale zawsze - zawsze -  mam ochotę tam wrzucić  granat ... po wszystkim ;)))

 to tak pokrótce i nie na temat, bo miało być o czym innym :)) więc  ciąg dalszy rocznicowego posta może w sobotę, bo jak widzicie nie zawsze udaje mi się pójść zgodnie z planem ;))

Mocno Was ściskam ! 





sobota, 8 marca 2014

To już trzecie urodziny, długaśny post będzie :)) i zapowiedź candy

Czas zleciał, nie wiem kiedy  i jak, ale jestem z Wami już trzy lata ;), trzy bardzo mile, radosne, wzruszające i
pełne ciekawych spotkań, rozmów telefonicznych, długich maili i wzruszających chwil  trzy lata!

Od czasu kiedy zaczynałam nieśmiało blogować, wiele się zmieniło i w moim życiu, i w Waszym, bo cały czas jesteśmy razem i Was podczytuję.


Moja obecność w "błogiejsferze"  jak pieszczotliwie nazywam blogowanie,  w ubiegłym roku nieco osłabła, ale to w związku z pracą, którą  sobie wymyśliłam, okazała się ona  dość i absorbująca i  czasochłonna, może nie przynosząca kokosów, ale dająca mi wiele satysfakcji, obecnie nadal  karmię ludzi swoim chlebem, ale jest to  dla mnie  praca na tyle wyczerpująca, że muszę gdzieś znaleźć złoty środek pomiędzy zamiłowaniem do pieczenia chleba, a zamiłowaniem do własnego życia rodzinnego i swoich pasji. Obecnie jestem na dobrej drodze, gdyż ilość postów na blogu wzrosła, a ja mam jeszcze czas na małe chwile z haftem, drutami i książką ;), organizacja chaosu więc trwa, a ja cieszę się każdą wolną chwilą.

Przez te trzy lata udalo mi się poznać osobiście kilka z Was, pierwszą  poznaną przemiłą  blogerką była  Monique z http://abouthomeabout.blogspot.com/ 
 spotkaliśmy się rodzinnie już kilka razy, ale pierwszy raz  przy okazji wizyty w Łodzi na Łódź Design Festival gdzie mój mąż robił zdjęcia, a ja spędzałam miło czas  pośród domowych pieleszy Moniki i jej rodziny, Monika pokazała kilka zdjęć z naszego spotkania ;)) o  

TU,

 a tu nasze drugie  grudniowe spotkanie :))

tym razem u nas i min. na warszawskiej Starówce
było tak nieziemsko zimno, że mozna było zemdleć, ale jakoś wytrzymaliśmy :))


a tu marcowe spotkanie   u Moniki :))
takiej  pysznej pizzy   to w życiu nie jadłam  ;))
 a potem na zmianę to u nas to u niej, kilka razy i mam nadzieję , że nie raz jeszcze ;))

Kolejna przemiłą poznaną osóbka była Aleksandra Seghi która akurat gościła w Polsce przy okazji promocji swojej książki której z roztrzepania zapomniałam zabrać na spotkanie  i tym sposobem nie mam autografu autorki, a o naszym spotkaniu pisałam Tu


Tego samego dnia spotkałam się również z moją imienniczką Ulą z bloga Ushiilandia
a jako, ze był to czas mocno przedświąteczny to i pojawiły się prezentowe  urocze drobiazgi  w tej tematyce :)


oj jak się świątecznie BN zrobiło w okolicach jajkowych Świąt ;))
Kolejny raz z Ulą miałam przyjemność spotkać się we wrześniu  2013 roku, wtedy Ula była blisko rozwiązania i urodziła za niebawem  prześliczną córeczkę, której ku swojemu zmartwieniu nie miałam okazji jeszcze odwiedzić, zwyczajnie z braku czasu, ponieważ bardzo rzadko bywam w Warszawie, a jak bywam to jestem zarobiona po uszy. nawet ostatnio  stwierdziłam, że swoja własną siostrę odwiedziłam JEDEN  raz w ubiegłym roku, a to już zakrawa na stan chorobowy...

To biegniemy dalej :)),
 ku znanej wielu z Was  Mimi   i Zorkiego
Miałam wielką przyjemność gościć u nich  z moim ślubnym  na wiosnę 2012 roku
na sesji zdjęciowej, ale też zwyczajnie towarzysko, no i przede wszystkim to była niezapomniana uczta dla oka i zmysłów smaku ;))


 
A potem pojechaliśmy nad nasze piękne polskie morze aby spędzić weekend ale taki dłuższy ;) u Marii vel Penelopy z bloga http://penelopia.blogspot.com/ i jej przesympatycznej rodziny, a że mieliśmy  sporo do zrobienia razem, to i sporo czasu ze sobą spędziliśmy, i  bardzo miło wspominam ten czas i wracam do fotografii, a  Penelopa pewnie dobrze pamięta mały incydent,  jak bita śmietana wylądowała na świeżo pomalowanej ... ścianie ;))
no ale, jaki potem był z owej śmietanki  deserek - truskawkowy -  ale nie z tej zeskrobanej ze ściany tylko z tej co została :)) /  no  maomazja :))
a o !


 a to my w całej krasie i miłym towarzystwie :)



I  poznajcie  Maggie :), która wtedy jeszcze  bloga prowadziła, ale chwilowo nie ma na to czasu ani głowy, z Maggie spotkałam się dwa razy, po raz pierwszy w Warszawie, króciutko bo było to około 3 godzin, a jakiś tydzień temu, jeszcze krócej, bo tylko około dwóch godzinek szybkim przejazdem przez Poznań byłam, chyba więcej wystałam się w korkach aniżeli  było całego spotkania ;))) , więc cierpimy na notoryczny niedosyt rozmowy zwyczajnie, obiecujemy sobie, że jak się dorwiemy kiedyś w wolnej chwili to przynajmniej na 2-3 dni, może wtedy będzie wystarczająco :))



uff, wygrzbywanie zdjęć z czeluści przepastnych dysków komputera i do tego z własnej  pamięci, czy to dat czy opisów, to mozolna praca :)), ale jakoś się udało :)).

A pod koniec roku też przez krótki moment, bo też  czasu nic a nic nie było,  miałam okazję spotkać się i poznać Iwonkę z bloga  http://onamasilee.blogspot.com/
która przyleciała  do Polski na galę Blog Roku, odebrać przyznane  wyróżnienie, a że wcześniej już wyraziła chęć spróbowania mojego chleba, więc nadarzyła sie okazja by  ją nim obdarować i przy okazji  się uścisnąć  a chociażby na jednej nodze i w dzikim pośpiechu  ;))
to naprawdę malutka kobietka z wielka wewnętrzną siłą ;))

 fot. Julia Rozumek

 Nie udało mi się spotkać w ubiegłym roku z Izą,  z Domowego Zakątka ale przynajmniej pogawędziłyśmy przez telefon, ale do spotkania było bliziutko ;)) ponieważ Iza wraz z rodzinką przyjechała w wakacje  do Warszawy, tyle, że ja byłam zapracowana a tego dnia był niemiłosierny upał na dokładkę, więc nie było już się co spinać na siłę, ale   mam nadzieję, że owe niedoszłe  spotkanie niebawem nastąpi w dogodnej letniej porze:)).
  długie godzinki też przegadałam i przemailowałam  Asią  z bloga Green Canoe - która  była pierwszą
osobą  do której trafiłam w blogowym świecie ;)) 
ale tych maili rozmaitych i  małych rozmów to było bez liku przez te trzy lata :))
wystarczy tylko sam fakt że moja mailowa baza liczy... około 600 adresów ;))

 potem moje kroki powędrowały do Elisee z bloga http://utkanezmarzen.blogspot.com/,
obecnie Eliza nie pisze, ale zawsze mam nadzieję , ze kiedyś wróci do blogowania, a ja polecam jej wspaniałe radosne wpisy, które  cały czas są na blogu ;),

potem... potem  był blog  Penelopy o której wspominałam ;)) i jej http://penelopia.blogspot.com/.
jej przepisy na świąteczne ciasteczka są corocznym hitem na naszym bożonarodzeniowym stole ;))) 
a potem...
pojawiła się u mnie :)
Paula,
 Ika http://wedrowaniemoniki.blogspot.com/ 
u której wygrałam pierwsze Candy  a było to 31 marca :))
 Sabik http://malachitowa-laka.blogspot.com/
 Basja http://basja.blogspot.com/
ma serce w Bogu zanurzone :)
 Hannah http://pohnke.blogspot.com/
szalona kobieta  na belgijskim wygnaniu, matkująca synowi i zwierzyńcowi, mężująca mężowi  ciągle coś remontuje :)))
 Koronka http://m-koronka.blogspot.com/
Koronka ślicznie szyje i kolekcjonuje  maleństwa :)
Ushii http://ushiilandia.blogspot.com/
ula ma przepięknie urządzone mieszkanko, talent do robienia pięknych scrapków, 
a jakie wypieka smakołyki, mmm, do dzisiaj czuję ich smak ;))
Madeline http://maedlein.blogspot.com/
studentka architektury ;)
Ola-83http://mojemiejcenaziemi.blogspot.com/ 
szalona pożeraczka książek i amatorka biegania 
  Agea http://agea-happiness.blogspot.com/ 
Agea pieknie szyje, to co robi niezmiennie mnie zachwyca :))
aagaa  http://aga-oaza.blogspot.com/
Dag-eSz http://podnorweskimniebem.blogspot.com/ 
z Dagmarą mamy niekończące się maile i może... miłą perspektywe spotkania się na zimnej norweskiej ziemi ;)))
 Mammamisia http://domowyzakatek.blogspot.com/
zawsze znajdziecie  tu wspaniałe smakowite przepisy, radosne kolory, miłości radość :) 
Marzycielka http://uspione-marzenia.blogspot.com/
 Mimi http://bomimi.decostyl.pl/
cóz... Mimi pozostawiła nam pięknego bloga, nadzieję, że kiedys może w pełni do niego wróci i co i raz podrzuca nam swoje nowe Przewodniki po przyjemnościach ;))
 Monique  http://abouthomeabout.blogspot.com/
wiadomo :))
Ineska http://eyesfullofsoul.blogspot.com/ 
pasjonatka fotografii i pięknej biżuterii, która sama robi   
Jagoda z http://chatamagoda.blogspot.com/
u której  w chacie mój ślubny robił sesję zdjęciową a ja od samego początku marze o spędzeniu choć 2-3 dni w tym pięknym miejscu :)
  DagiMara http://myhouseofideas.blogspot.com/miłośniczka czerni i bieli, z pasją  wielkim smakiem urządza swoje cztery katy :) 

 i...
kochani ciąg dalszy nastąpi, bo jest Was tyle.... :)))
że aż mi się wierzyć nie chce ;)) a nie chciałabym nikogo pominąć
więc na razie tylko osóbki z początków mojego blogowania, może niektórzy nowi podczytywacze dzięki temu trafią  w nowe miejsca.:))

Tak więc chciałabym, a chociażby za to, że jesteście ze mną tyle czasu, odwdzięczyć się  i postanowiłam, po roku zaniedbywania i bloga i Was, ogłosić za niebawem candy
takie rocznicowe i  takie wyrażające wdzięczność.
Jeszcze nie wiem, czy będzie to coś co sama zrobię, bo na to  nie miewam prawie czasu, czy coś co będzie kupione, w każdym razie jest mi niezmiernie miło, że wiele z Was nadal do mnie zagląda i pozwala mnie zaglądać do siebie, bo blogi to takie nasze małe domki do których pozwalamy zaglądać innym :)

buziaki wielkie i do.... jutra ;))

środa, 5 marca 2014

PATCHWORK - ale jeszcze nie mój..

Otóż, patchwork nieodmiennie od lat wielu mnie zachwyca, wszelkie techniki i kompozycje, pozostają dla mnie jak na razie wielka tajemnicą do odkrycia  i marzeniem  jakiejś odległej przyszłości. 
Wzdycham sobie oglądając je na innych blogach i stronach a chociażby TU u  większości znanej nam Renaty, której szycie podziwiam ;))  po blogi zagraniczne gdzie trudność zrozumienia czegokolwiek jest  podwójna bo po niemiecku to ja parlałam wiele lat temu a francuski dla mnie jest  nieosiągalny jako te patchworki póki co, angielski jako tako ze słownikiem, no ale  dalej jest to męczarnia ;))) 

Maszynę do szycia mam, ale  jedynie 25 letniego Singera, i jeszcze starszego Singera wiecie takiego żeliwnego czarnego / cały czas działa !/, więc mogę pomarzyć o locie trzmiela czy innych ściegach  patchworkowych, że o miejscu do pracy nie wspomnę, jedyny 3 metrowy stół stoi w salonie ale na nim wiedziemy swe doczesne życie, więc rozkładanie się na nim  z szyciem na długie wieczory  to lekka przesada. 

Ale jak znam siebie i swój ośli wręcz upór, to i tak  kiedyś uszyję jakąś narzutkę :))
A do czego zmierzam , a pokazać Wam chcę coś mnie kiedyś do tego patchworku skłoniło uczuciowo i że o nim tak nieustająco marzę :)).

Tak misternych i pracochłonnych kompozycji zaiste dawno nie widziałam,  garbię się i chylę czoła nad pomysłowością i pracowitością owej osoby, które to wymyśliła i zrobiła, chociaż wiem, że na pewno istnieją równie ładne i pracochłonne dzieła.
To zapraszam na ucztę w takim razie :))

Zdjęcia pochodzą z tej oto książki
której fragmenty znalazłam w sieci , bo od razu uprzedzam że ku mej rozpaczy jej nie mam, a jest też już część druga... buuu...  obie są na japońskim amazonie ale weź tu człowieku zrozum coś z tych japońskich robaczków...

















Jest tego tonę więcej ale tyle wystarczy dla zobrazowania i  to podzielenia się z Wami moim bólem i mam nadzieję, że podzielacie mój zachwyt nad tymi cudownościami :))
jakby ktoś miał i chciał odsprzedać  ta publikację albo wiedział gdzie kupić  i po w miarę czytelnemu było  jak to uczynić to będę  bardzo wdzięczna ;))
a na koniec okładka z drugiej części 




Miłego dnia  życzę wszystkim !!!



sobota, 1 marca 2014

Zapach lata czyli truskawki;) i post o tzw. d... e marynie bo jest sobota

A ja zamiast na tej kanapie ze tymi drutami albo igłą i haftem  ewentualnie z czytadłem, to zasuwam jak mały samochód w przepaść, a haftować  to mi sie chce ze zmęczenia głównie... więc wytchnę sobie przy tej klawiaturze bazgrząc o niczym, czyli o czymś, co jest przyjemne i smakowite jak na koniec tygodnia przystało ;)), no niech przynajmniej tyle ;))


Wiem, wiem, że sztuczne, napakowane e- czymś tam i w ogóle, ale te kilka sztuk przyprawiły mnie swoim wyglądem, smakiem i zapachem o letni zawrót głowy, miałam przyjemność takową skosztować i zamknąć na chwilę oczy i wyobrazić sobie, że to czerwiec , pełnia lata, ciepła i tego co lubię, czyli poranki przy kawcie na ławce  w ogródku, wietrzyk, zapach poranka i takie tam drobnostki .... ech... ;))

Słodkości czyli zakazany owoc dla mnie  w tłusty czwartek -  tego dnia jeden wylądował w mojej paszczy ulgowo i mogę  powiedzieć,  że to kolejny jadalny  produkt, wynaleziony w sieci, który mogę zaliczyć do tych
mega pysznych  z gatunku takich co nie często mnie zachwycają aż tak ;)

MUFFINY CYTRYNOWE


z taką ilością otartej skórki, że aż w nosie kreci :)) a dłonie pachną jeszcze z pół dnia po tej przyjemnej czynności, nie wiem jam Wy, ale ja mrożę każdą  wyciśniętą skórę od cytryny / takie połówki/ one po wyjęciu z zamrażarki, świetnie się ocierają na tarce, wręcz idealnie i bez albedo
przepis pochodzi ze znanej wam zapewne stronki 
 polecam, bardzo bardzo, wypróbujcie, na ostatki  bo warte są  nawet przytycia ;))

Te z gwiazdką robiłam ja a te z różowym serduszkiem Saskia. ja do pożarcia a ona na zamówienie.

To jedziemy dalej z tematem ciasteczek, potorturuję Was i siebie przy okazji, bo jak zjeść nie mogę to przynajmniej sobie pooglądam ;)) chociaż ! te właśnie są dozwolone w ramach mojego odżywiania optymalnego, no ale może nie o 23... :)
i nie za często

CIASTECZKA MIGDAŁOWE 


 przepis mój autorski
bo dziecię najmłodsze nalegało , najadło się na targu ze zdrową żywnością i kazało podobne urobić
to mieszałam, kombinowałam aż zrobiłam identyczne
ale dzisiaj proporcje tak daje na oko :) bo dawno nie robiłam.

250 g maki migdałowej czyli mielonych migdałów
150 g miękkiego prawdziwego  masła /w żadnym wypadku nie margaryny!/
1 całe jajo 1 żółtko 
odrobina miodu lub ksylitolu
wanilia
szczypta soli
szczypta cynamonu lub korzennej mieszanki /tyle ile  lubicie/

WYKONANIE
jaja rozbełtać  miodem lub ksylitolem
wlać do mąki z solą i wanilią i cynamonem
dodać miękkie masło
urobić ciasto, krótko,  będzie bardzo  kruche,
wysmarować foremkę do płaskich ciasteczek,/muffinów/  ja mam taką na 12 sztuk
wysypać  mąką razową 2000  lub razową orkiszową 3000
wylepić ciastem, tak na grubość 3-4 mm z małym rantem
na środek pacnąć własnej roboty powidła malinowe - bez cukru / najlepiej się komponują smakowo /
lub śliwkowe, morelowe ,  co kto lubi
piec do zarumienienia

Ciastka są bez mąki tradycyjnej ,  mąka migdałowa jest sama w sobie tłustawa, jest w nich sporo masła no i nie ma białego cukru a ilość miodu jest znikoma
co nie znaczy że można wtrząchnąć kilogram :)) ale parę sztuk bezkarnie można ;))
no i posypać na koniec dla tych potrzebujących  słodyczy kurzem ze sproszkowanych cukierników :)))


To idę popracować :))
miłej niedzieli !!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...