Etykiety

kwiaty (25) wiosna (12) koty (10) prezenty (10) przepisy (9) zdjęcia (9) candy (7) chleb (5) dzieci (5) hafty (5) ogród (5) wymianki (5) rodzina (4) dom (3) szycie (3) wymianka (3) zabawa (3) zioła (3) Święta (3) Limoncello (2) Monique (2) Saskia (2) Wielkanoc (2) brzoskwinie (2) bułeczki (2) desery (2) domki (2) film (2) fryzury (2) haft (2) jedzenie (2) kawa (2) kocięta (2) kosmetyczka (2) kurki (2) lato (2) obrusy serwetki (2) poduszki (2) podziękowania za prezenty (2) rabarbar (2) spotkania (2) szarlotka (2) torba (2) urodziny (2) warkocze (2) wyniki candy (2) wyróznienie (2) wyróżnienia (2) Łucja (2) Babcia (1) Boże Ciało (1) Dalarna (1) Dziadek (1) Dzień Taty (1) GMO (1) Gdańsk (1) Gdynia (1) Julia (1) KSIĄŻKA MIMI I SEBASTIANA (1) Komunia (1) Marsz Niepodległości (1) Moja Przyjaciółka - pismo z dawnych lat (1) Moja Przyjaciółka - porady dla panny młodej (1) Nusnas (1) PRZEPIS NA CHLEB (1) Szwecja (1) Złote Gody (1) adwent (1) akacja (1) anemon (1) anemony (1) anioły (1) bransoletka na drutach (1) bratki (1) chleb Duch oven bread (1) ciasta (1) ciasteczka (1) ciasteczka migdałowe (1) ciasto (1) ciasto drożdżowe (1) cissteczka (1) codziennośc (1) cukieras od Agnieszki (1) cukinia nadziewana (1) cykl o kolędach cz.2 (1) cytryny (1) dalahast (1) dieta optymalna (1) dla wszystkich Monik (1) domowa boulangerie (1) drożdżowe z owocami (1) działka (1) dziergadełka (1) dzień mamy (1) dzika róża (1) fioletowa jesień (1) gotowanie (1) grypa (1) gwiazdka (1) haft krzyżykowy (1) imieniny (1) impreza (1) info (1) jabłka (1) jesienne porządki (1) jesień (1) jesień w kolorze niebieskim (1) jesień w kolorze pomarańczy (1) jesień w kolorze zielonym (1) jesień w kolorze żółtym (1) kalafior (1) kalendarz adwentowy (1) karafki (1) kociak (1) kociątko (1) konik dala (1) konkurs (1) koronki (1) kosmetyczki (1) kot (1) kotek (1) kotki (1) krajobrazy (1) krzesełko (1) krzesło (1) ksiaża (1) książki (1) lawenda (1) limit pecha (1) literki (1) lody (1) lody i ciastka bezcukrowe (1) magnolia (1) mama (1) marzenia (1) materiały (1) małe postanowienia (1) mikołaj (1) miseczki (1) moje pasje (1) monogramy (1) morze (1) motyle (1) muffiny (1) muffiny cytrynowe (1) nowa strona (1) nowy projekt (1) nowy rok (1) o żabie (1) obiecanki cacanki (1) obrazek (1) odwiedziny (1) ogródek (1) ogłoszenie (1) pantalony (1) paris brest (1) patchwork (1) pechowy dzień i dużo zdjęć ;) (1) pierwsze zbiory groszku (1) pizzeta z ziołami (1) placki (1) placki z jabłkami (1) placki z malinami (1) platki (1) początki wiosny (1) poduszka (1) poduszki serduszka kurki (1) podziękowania (1) pokrowiec do renowacji (1) pomidory (1) pomysły (1) poranek (1) prezeny (1) przepis na deser truskawkowy (1) przepisy ciasteczka (1) przepisy.chłodnik.pesto (1) przyjęcie (1) religia (1) rumiank (1) rzodkiewka (1) róża (1) sakiewka (1) salon (1) serduszka (1) serduszko hand made (1) sosna (1) spotkanie z Konwalijką (1) storczyk (1) sylwester (1) szalik (1) szarlotka sypana (1) szron (1) słoje (1) słoneczko (1) słońce (1) targi ekologiczne (1) tarta szpinakowa (1) tilda (1) truskawki (1) trzecia rocznica bloga (1) uroczystość (1) urodziny - blog Łucja (1) urodziny Sas (1) wakacje (1) wełna (1) wiank (1) wies (1) winogrona (1) wiśnie (1) woreczki wymianki (1) worki (1) wspomnienia (1) wstążki (1) wygrane w candy (1) wyrożnienia (1) zabawa ogłoszenie wyników (1) zabawa w niedokończone zdania (1) zapowiedź candy (1) zaproszenie (1) zdjęcia Watykan (1) zima (1) zima 2009 (1) ziola suszenie ziół (1) znajomi (1) łąka (1) Święty WALENTY (1) śniadanie (1) świeto Łucji (1) święto Anek (1) święto Aniołów stróżów (1) życzenia (1) życzenia noworoczne (1)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Placek drożdżowy z kruszonką i owocami

Zrobiłam, jestem nim urzeczona więc podaję źródło  z przepisem, zróbcie go koniecznie, równie dobre będzie z owocami sezonowymi, najlepiej je jeszcze pomieszać :)


przepis jest TU
BLOG PIEPRZ CZY WANILIA 

Moja modyfikacja, to mąka orkisz zamiast pszennej i drożdże świeże


Placek drożdżowy ze śliwkami i kruszonką

(proporcje na formę 25x35cm)



Ciasto drożdżowe:

500g mąki / ja dałam orkiszowa 700 /

100g cukru

10 g drożdży świeżych

szczypta soli

otarta skórka z 1 cytryny

ok. 220 ml mleka

150 g masła

4 duże jaja

ok. 700g śliwek

Kruszonka:

100g mąki

100g cukru

1 łyżeczka cynamonu

70g zimnego masła



Z ogólnej puli składników wziąć:

50 ml mleka lekko podgrzanego

2 łyżeczki cukru

1 op. drożdży

2-3 łyżki mąki

Wymieszać całość w dużym kubku i pozostawić zaczyn na ok. 15-20 min. aż podwoi swoją objętość.

Pozostałe mleko razem z masłem przełożyć do garnuszka i podgrzewać na małym ogniu, aż do rozpuszczenia masła. Wystudzić.

W dużej misie wymieszać mąkę z cukrem, szczyptą soli i utartą skórką cytryny. Dodać wyrośnięty zaczyn, a także lekko rozkłócone jajka i ostudzone mleko z masłem. Wyrabiać ciasto ręcznie lub robotem (będzie dość luźne).

Miskę z ciastem przykryć folią spożywczą i pozostawić na ok. 60-75 min. do wyrośnięcia.

W międzyczasie przygotować kruszonkę: przesianą mąkę z cynamonem posiekać z zimnym masłem, dodać cukier – zagnieść. Wstawić do lodówki na min. 30 min. do schłodzenia.

Umyć i osuszyć śliwki. Poprzekrawać na pół i wypestkować.

Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C.

Formę 25x35 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto przełożyć do formy. Porozkładać śliwki, lekko wciskając je w ciasto. Pozostawić do podrośnięcia (ok. 20 min.). Posypać kruszonką i wstawić do piekarnika.

Piec ok. 40 min. Studzić na kratce.

pozdrawiam!!
 ♥ 

Po deszczu

jest chłodno


  i całkiem... ładnie :)

miłego wieczorku :)

piątek, 8 sierpnia 2014

Zapiski z Annopola i Podróz na sto stóp :)

Witam witam na 5 sekund, kochani, bo donieść muszę,  jak ja czekałam na tą książkę ;))  "Zapiski z Annopola" Wiesławy Bancarzewskiej, poprzednią "Powrót do Nałęczowa"  pożarłam z apetytem, i już mnie   korci pędzić do księgarni po drugą część  przygód głównej bohaterki. A wiedzieć musicie, że ja na filmy polskie przestałam chadzać już dość dawno  i bo w latach 80-tych, a i książki obecnych  rodzimych autorów mnie średnio porywają,  więc jak już polecam coś takiego to znaczy , że warto :). A poprzednia porwała mnie bez reszty. 
Zaraz pędzę do Warszawki :))
zdjęcie pochodzi z FB ze strony Dobre Książki

byłam tez na przedpremierowym pokazie filmu 
"Podróż na 100 stóp"

 zdjęcie pochodzi z internetu 


trafiło się jak ślepej kurce, darmowe zaproszenie ;)), to pobiegłam i nie zawiodłam się , polecam mocno, mocno  :))
zapraszam na trailer :)


do miłego, wiem wiem,  nic nie pisze, nie komentuje, ale czytam i jestem !!
Kocham was ;)
♥ 

ps. post nie jest ani reklamą ani niczym podobnym
ja po prostu jestem chwilowo mocno rozemocjonowana tyloma przyjemnościami na raz :)) i musiałam to wyrazić.




piątek, 25 lipca 2014

Tarta ze szpinakiem i ricottą

Dzisiaj szybko i smacznie dla miłośników szpinaku,czosnku i ricotty
tarta to oczywiście nic odkrywczego, ale ta jest moją ulubioną wiec się dzielę przepisem.
 


Tarta szpinakowa

 na ciasto potrzebujemy:

250 g mąki - ja daję 125 g orkiszowej 700 i 125 g żytniej 2000
ale może być sama żytnia
*
125 g miękkiego masła
*
 1 jajo
*
szczypta soli i cukru

Składniki należy zagnieść i podzielić ciasto na pół
ja piekę z tej ilości dwie blaszki tarty o średnicy dna 24 cm.
Z tej ilości składników wychodzi około 400 g ciasta.
*
blaszkę należy posmarować masłem i posypać mąką semoliną lub krupczatką.
Samo ciasto rozprowadzam po dnie małym wałkiem, jest ono dość miękkie więc przy wałkowaniu należy podsypywać mąką, wałkuję je bardzo cienko tak, ze ledwie starcza na boki, chodzi o to by ciasto nie dominowało  ilością i smakiem nad nadzieniem ;)
A następnie na pół godziny wkładamy do zamrażalnika.

Farsz:

2 opakowania serka ricotta po 250 g
ok 300 ml śmietany 18%
2 jaja całe 
sól
szpinak około 150 g
4-5 ząbków czosnku
ok 5 cm pora  - cz. biała
masło
 sporo tłuczonego czarnego pieprzu
tłuczony pieprz daje niepowtarzalny smak jakiego nie uzyskamy sypiąc drobno mielony. 

Na patelni rozgrzewamy masło i od razy kładziemy drobno posiekany czosnek i por i krótko smażymy potem wrzucamy szpinak na chwile i lekko podgrzewamy całość mieszając.
Serek mieszamy ze śmietaną i jajami dodajemy szpinak i przyprawy, pieprzu nie należy żałować :)))

Rozgrzewamy piekarnik do 180  stopni
podpiekamy spody tarty przez ok 5-10 min
po czym wykładamy na podpieczony spód  naszą mieszaninę
dekorujemy liśćmi szpinaku i pieczemy aż do ścięcia się nadzienia, ok 20 min.  
Po czym bardzo szybko zjadamy ;))

No to zapraszam szanownych czytelników  do  kuchni do pichcenia  ;))) 



buziaki !!
ula






poniedziałek, 21 lipca 2014

A może tak krócej, a cześciej - sama nie wiem :)

W każdym razie, jestem, zalatana nieco ale  zdjęcia powstają,   z pasji uwieczniania  chwil które minuta po minucie  uciekają bezpowrotnie, nie ma siły, te zrobię zawsze, nawet jak nie mam  wolnej chwili, siły,  czy natchnienia, wystarczy mały bodziec w postaci "tego"  światła i wystarczy  więc łapię w tych  półchwilach, a i  plany pisaniowe też są , a potem stwierdzam, że bez sensu, że nie ciekawe, że o niczym co ważne, pisać nie pisać??  Kto to wie.
 I czas zamykania w słoiki  coś mi nie wychodzi, zamówione truskawki się nie pojawiły na czas, więc nie mam, poczekam na te późne może kilka się zamrozi. Wiśnie już się mrożą ;))  Bo konfitura jeszcze u mnie zeszłoroczna jest, póki co.


Teraz jakiś  mam, moment  na zmiany,
 mam co pewien czas przesyt robienia wciąż tego samego,
jeśli nie widzę efektów  spodziewanych,
nie widzę szansy na poprawę czegoś co jest za długo w miejscu,
nie przynosi spodziewanych zysków,
mam ochotę to rzucić w diabły i zająć się  czymś nowym. 


Co jak na mnie jest dość dziwne, bo  ja to do niedawna - klasyczne  korporacyjne dziecię, z mentalnością niewolnika przez większość swojego życia, z pracą od - do  narzucaną z góry...  od lat kilku  usiłuję coś sama, coś co bym bezwarunkowo lubiła.
Ale bezwarunkowo.
I tu klops, ciągle bezwarunkowo lubię tylko  robić zdjęcia,  wybierać, cieszyć się nimi, malować je,  lub zostawiać  takimi jakie są  i nic poza tym tak bardzo mnie nie kręci.
Drugie w kolejce jest szycie i dzierganie czy to dla domu, czy dla siebie. czy dla kogoś. nie ma to znaczenia, lubię
to co twórcze jest , coś co po mnie zostanie - dla potomności.
Zawsze miałam problem z pracą, z której nic  nie ma, czegoś w rodzaju  wartości dodanej,  ja robię- a raczej porządkuję chaos,  dostaję forsę i nic po mnie nie ma... 
 -  N I C   N I E  P O W S T A J E -
 koszmar  który mnie dręczył w poprzednich pracach ;)


Na trzecim, miejscu jest robienie chleba...  ale w tej chwili po  dwóch latach zmagań, to już mi zdrowia brak i siły, bo to robota dla tęgiego chłopa, a nie nawet tak tęgiej  baby  jak ja...więc na razie stopuję.
I tak robię co umiem i mogę, ale nie da się tylu prac na raz i wszystko dobrze i na tip top, a ja lubię jednakowoż  na tip top,   więc teraz stoję sobie rozkrokiem kolejnym nad swoim  życiem i dumam co robić  najlepiej.
miało być krótko... 


to zmykam i zostawiam Wam moje letnie  chwile 


 A rozterki niech sobie idą szukać miejsca gdzie indziej, bo ja  nie lubię gościć takich stanów u siebie zbyt długo:))
Miłego tygodnia !

czwartek, 3 lipca 2014

Spotkanie w Gdyni informacja dla tych duszyczek co FB nie mają :)

 Za Moim Mieszkaniem ...
W ten weekend serdecznie Was zapraszamy do Gdyni. W sobotę (5.07) w godz. 12-16 organizujemy na Gdynia Design Days dzień otwarty Mojego Mieszkania. Będziemy w Obserwatorium Zmian przy ul. Świętojańskiej 30. Jesteśmy do Waszej dyspozycji - odpowiemy na pytania dotyczące urządzania wnętrz, profesjonalny fotograf podpowie, jak robić świetne zdjęcia, a stylistka pokaże tajniki aranżacji. Przyjmiemy zgłoszenia do klubu Kobiet z Pasją, wsłuchamy się w Wasze uwagi na temat MM...

Mój osobisty będzie mówił o fotografowaniu,  a ja mam nadzieję Was spotkać :) i trochę fotek popstrykać :)
 pozdrawiam !!!
ula


Zdjęcie: W ten weekend serdecznie Was zapraszamy do Gdyni. W sobotę  (5.07) w godz. 12-16 organizujemy na Gdynia Design Days dzień otwarty Mojego Mieszkania. Będziemy w Obserwatorium Zmian przy ul. Świętojańskiej 30. Jesteśmy do Waszej dyspozycji - odpowiemy na pytania dotyczące urządzania wnętrz, profesjonalny fotograf podpowie, jak robić świetne zdjęcia, a stylistka pokaże tajniki aranżacji. Przyjmiemy zgłoszenia do klubu Kobiet z Pasją, wsłuchamy się w Wasze uwagi na temat MM...

środa, 4 czerwca 2014

The best day of my life - :))) cobytoniemiałooznaczać

Tak moi drodzy, ten jeden magiczny dzień nicnierobienia był tak wyjątkowy, ze następny chyba mi przypadnie za 1000 lat, mam takie wrażenie, ale nic to,  pies to ekhm ganiał, nie to nie, ja się tam prosiła nie będę, niema to niema ;))
A na czym to polegał mój wspaniały dzień
Ano miał być slow, i w ogóle,  różniący się od innych tylko tym, że miast pracować od bladego do ciemnego 20/24 udałam się do stosownego pana doktora po recepty na mój wiecznie nieustająco młodzieńczy trądzik ;)) tudzież po drobne niezbędne zakupy. uprzednio oczywiście  ukręciłam chleby na jutrzejszy catering, i oczywiscie nie zdążyłam na autobusik do najbliższej metropolii, z której mogłabym się udać do nieco większej metropolii , bo jak wiadomo mieszkam na zadupiu gdzie pojawia się pojazd co dwie godziny .
a ja matoł nie powoduję żadnym  pojazdem / legalnie oczywista  bo nielegalnie to jak najbardziej i nawet mi to nieźle idzie ;))/  po dziś dzień sama już nie wiem czy większa jest moja ślepota dalekowidza + 5,5 czy głupota całkiem niewymierzalna w tym przypadku ;))
To potem postanowiłam pojechać kolejnym pojazdem tym razem autobusem podmiejskim, wybiegłam ochoczo z domu na 5 minut przed odjazdem i w połowie drogi skonstatowałam, ze owszem mam torbę ale nie mam w niej ani bileciku ani forsy, a niemanie ani jednego ani drugiego to raczej dość słabo wiec musiałam się wrócić, a autobusik, tak nieliczny o tej porze odjechał  w siną dal i na pusto.
Ok, to dalej, jak mawiają do trzech razy, a sie uda, za trzecim razem dotarłam do Warszawki bez przeszkód ale za towarzystwie mamy z dzieckiem które przez 35 minut twierdziło ze jakby pociąg jechał na energię pochodzącą z jego gadania to by szybciej i dalej  jechał i tu nie mogłam sie nie zgodzić, bo dziecię trajlowało niemiłosiernie przez całe te dłużące się w tym wypadku 35 minut...nie to żebym  się oburzała, ale to było ciągle  to samo o tym pociągu ;)) cudem nie znaleźliśmy się w Zakopanem albo gdzieś dalej ;))



Dotarłam kupiłam i poszłam gdzie musiałam  nastał powrót do domu, gdzie okazało się, ze nastawiony chleb nie raczył drgnąć z miejsca nawet o milimetr, po czym mój wzrok zawisł na pełnym po brzegi słoju z zakwasem  i tu  juz wiadomo, co dalej, całe lepkie  ciasto poszło do gara z powrotem z 8 blach , kolejne mieszanie, i pakowanie do blach... i 7 godzin w plecy z wyrastaniem i kolejna zarwana noc...
Ale, żebym przypadkiem za dobrze nie miała, to około 23   przez kompletny przypadek zamordowałam 100 litrowy gar chłodnika, który to gar wyjechał w niekontrolowany sposób z lodówki i rozbryzł się malowniczo  po całej kuchni i ścianach... że o lodówce nie wspomnę,  mówię wam, poezja śpiewana, nie chcielibyście za nic słyszeć co sobie pomyślałam, ot rączka od gara zawadziła o półkę od drzwi, lodówki, tylko tyle i AŻ TYLE !!! Niech żyje bal i wielkie sprzątanie, bo teraz to po łebkach wszak noc mamy i nie tak zaplanowałam spędzenie tego wieczoru, a dla nie wtajemniczonych, nawet skurczybyka nie zdążyłam polizać... szlag ! i jeszcze kilka innych nieładnych słów mi się ciśnie... jak to przy wycieraniu czegoś co jest jednocześnie zimne i tłuste... naprawdę sama sobie nie zazdroszczę wyjątkowo :)

Ja tu piszę / 00 z minutami za zegarze było/ chlebek się piecze,  no tak jeszcze z godzinkę, a miało być tak pięknie a ja w łóżeczku wypachniona  o 23.... taaaaaa, opowiedz Panu Bogu o swoich planach - będzie miał niezły ubaw :))
To chyba wszystkie atrakcje tego jedynego w tygodniu podobno "wolnego" dnia , następny poproszę  w takim razie mniej umajony.
poniżej przegląd jakis całkiem przypadkowy ostatnich tygodni  ;) 

zdjęcie  z cyklu
GDZIE JEST BOBAS!
TU JEST !!


A to córka naszych Przyjaciół Zosia
miałam przyjemność fotek popstrykać nieco na tej pięknej uroczystości





 KOTEŁY NASZE WSZELAKIE



Wielkanocne leniuchowanie :))


Niedawno moje dziecię grało swój pierwszy mecz futbolu amerykańskiego  z drużyną z Francji

więcej zdjeć

a najmłodsza najwyraźniej złapała bakcyla i od 25 maja biega na treningi :))


To na razie tyle,  nie wiem kiedy będzie następny  raz bo wolny weekend .... taaa... che che "planuję " w lipcu !
ściskam Was mocno !!!!!!!!!!!!

środa, 30 kwietnia 2014

O marzeniach słów kilka

Znowu nie było mnie wieczność, nawet nie miałam kiedy poskładać Wam życzeń na blogach, ale myślami jestem zawsze z Wami i jak zawsze życzę Wam wszystkiego co najlepsze :)

I BARDZO PIĘKNIE DZIĘKUJĘ  ZA WSZYSTKIE ŻYCZENIA Z OKAZJI ŚWIĄT !!

A dzisiaj,  będzie o... hmmm  chyba o moich marzeniach , tzw post od ręki, a dlaczego o marzeniach, bo  skoro marzeń spełnić nie mam jak to przynajmniej o nich napiszę, bo po pierwsze są cokolwiek dziwne, jak na  nasze czasy, a po drugie,   że jak napiszę to mi ulży zwyczajnie ;).
Co mnie natchnęło, a zdjęcia na jakimś blogu,  zdjęcia z wakacji,  takich jakie mi się właśnie marzą, we Włoszech, to tak na pierwszy ogień,  bo marzeniem moim wielkim jak nie największym po spłaceniu hipoteki,  od lat takim naj  jest pojechać do tej przereklamowanej Toskanii  czy innego miejsca, w owym regionie, i spędzenie co najmniej trzech pełnych tygodni bez potrzeby martwienia się o to czy kurek od gazu  zakręcony, czy mam mąkę na chleb, i kasę na rachunki,  czy koty nakarmione a dziecko bezpieczne... a matka własna stara zdrowa, a  sto innych rzeczy ,   bez tej codzienności co siedzi z tyłu głowy i  skrzydeł nie daje rozpiąć do lotu, by lekkości życiu przydać pomimo wieku,  nie żeby mi to przeszkadzało, to moje życie  ja tylko chciałabym troszkę 
TEJ
CODZIENNOŚCI 
DAĆ 
OD SIEBIE 
ODPOCZĄĆ  :))) 
 że ujmę rzecz od tylnej... strony


http://turismo-toscana.blogspot.com.es/2011/12/la-val-dorcia-classica.html
a co dalej?

chciałabym móc spać dłużej niż standardowe 3,5-5 godzin,  bo o ile wystarczało mi to jeszcze  pół roku temu, tak teraz zdaje się już nie za bardzo starcza, 
no i wiecie,  poszyć bym chciała, podrutować chociaż troszkę po jednym rządku dziennie mi sie nieraz udaje ;))


i pohaftować bez wyrzutów sumienia, że w tym czasie trzeba co innego, bo  ważniejsze są rzeczy, bo ja to niestety  z tych  z tego powiedzenia, że głupiego to zawsze robota lubi itepe...
i na spacery codziennie  bym chciała, dla zdrowotności, 

zdjęcie z sieci

ale to by było zamiast zerknięcia w komp, albo mieszania w garach, albo tego drutowania, co czas wykradam z wyrzutem sumienia wielkim jak wybuchający wulkan Etna, hehehh, szlag! co wybrać, jak wybrać, czego chcę bardziej,  czego mniej, czego mocniej.
I z rok - jeden okrąglutki  bez martwienia sie o te rachunki, w ogóle bym ich nie chciala wyciągać ze skrzynki, oglądać tych kwot zawyżonych, potrójnych  a niekiedy poczwornych, no tak zwyczajnie po ludzku nienawidzę rachunków, na które większość kasy z  naszej pracy ciężkiej  idzie... 
i żeby nie było już  tej pani z banku dzwoniącej 50 razy dziennie o spóźnione między 350 a 35  zł, dopłaty do kredytu...
 i bezawaryjnego samochodziku   i coby tego paliwa tak nie chlał bez opamiętania :))

i czas rozciągliwy mi się marzy jak stara guma od majtek rozciagliwy, 
nawet te gacie mogą z tyłka  spaść w centrum miasta o 12 w południe , żeby tylko czasu było więcej na wszystko co sobie człowiek wybzdura we łbie, ze poczyni...że zrobi, że przyjaciół poodwiedza i do rodziców zastuka cześciej...

I marzy mi się dzień całyyyyyy  Boży dzień,  z nicnierobieniem, w domku wymuskanym na błysk,
smakołykami i książką/filmem i żeby w głowie kołatała  wiadomość, że jutro po tym błogostanie będzie bardzo łagodne przejście do rzeczywistości :)
 raz w tygodniu poproszę o takie coś.

 Kochani !!  i tu mi sie dzisiaj spełniło - prawie , z tym błyskiem w chałupce to niekoniecznie, ale cały dzionek miałam dla siebie,  wreszcie po nie wiem jak nieskończenie długim czasie  bez owego czasu dla siebie
 oczywiście łamiąc wszelkie zasady,  postanowienia i co tylko mogłam, żeby  dać sobie wreszcie chwilę kompletnego bezstresu.
na pierwszy ogień poszedł makaron z cukinią duszoną  w śmietanie z ziołami
tak z lekka po włosku.

 dla zainteresowanych przepis na oko

na oliwie z masłem klarowanym poddusić cebulkę z czosnkiem
dodac pokrojoną w kostkę cukinię i dalej dusić 
dodac na koniec pokrojonego pomidora, melisy cytrynowej, natkę, szałwii nieco
otartej skórki z cytryny, doprawić mocno utłuczonym pieprzem czarnym solą i odrobiną cukru i zalać śmietaną 18% i dusić jeszcze z 5 minut
no i makaronik tymże potraktować i jeść do pęknięcia

Potem na deser  zeberka. Zeberka to takie śmieszne ciasto z gatunku boa dusiciel, coś jak magdalenki, jak się za dużo do paszczy naładuje to można życie stracić z uduszenia ;)))
bo pomimo swej świeżości suchawe jest tak czy owak, wiec przez mojego męża zostało nazwane Zebra Dusiciel bo też sie nim zatchnął był ostatnio na sesji zdjęciowej ;))

sporo duszenia w tych kulinariach ale jeszcze jak widać żyję i mam się dobrze :))


 a na koniec końców wtrąbiłam miskę lodów takich wiecie sklepowych słodziuchnych jak marzenie i popiłam szklanką coli z lodem


Kochani moi, i poczulam sie jak w przysłowiowym NIEBIE
nieważne że mój przewód pokarmowy nienawykły do takich mieszanek prawdopodobnie wybuchnie za moment jak bomba atomowa, ważne, ze mój mózg jest zachwycony tym zestawem i podniebienie takoż, czyli było cudownie, smacznie i fantastycznie niezdrowo :)))
Teraz tylko wyłożyć zezwłok na trawie i leżeć grzejąc się w promieniach słońca jak moje kotesie :)


 No to juz wiedzie co mi sie w d...pie przewraca na całego, problem w tym, ja bym tak mogła wymieniać  do znoju   a i tak pewnie znalazło by się coś jeszcze :)) 

A to jedyny kwiatek jaki urobiła moja magnolia w tym roku...
cheh... niech jej będzie

z zaległości to mam dla Was :

ciąg dalszy postu rocznicowego
ogłoszenie candy z okzaji owej rocznicy
nasze ostatnie uroczystości rodzinne
Wielkanoc
o  jedzeniu slow food i targach zdrowej żywności gdzie jesteśmy z chlebkiem
hafty i drutowanie 
spotkanie z dziewczynami na zaproszenie Mojego Mieszkania
i parę innych , pytanie tylko, kiedy ja to ogarnę bo moje wolne kończy się już jutro:))
a pojutrze od nowa to samo

ale jeszcze troszkę Was poodwiedzam dzisiaj ;))

i tym optymistycznym akcentem
do następnego wpisu.






sobota, 19 kwietnia 2014

Świąt czas nastał

Nareszcie, praca zakończona, można zacząć świętowanie, a u nas zaczynamy je od przygotowania  koszyka z pokarmem do święcenia, a potem to co tam  damy radę to robimy, nie wszystko jest równie  ważne i warte czasu, więc małe niedociągnięcia zawsze są, zwłaszcza te sprzątaniowe :)), ale  najważniejsza dla nas  część soboty po Wielkim Piątku  to Wigilia Paschalna, która w naszym kościele rozpoczyna się o 21 a kończy około 24. tak więc   do 21 mamy czas na przygotowania domu i śniadania wielkanocnego.

 Moi kochani  podczytywacze, wierni , przypadkowi,anonimowi i całkiem nowi , życzę Wam  Świąt bogatych w przeżycia i te duchowe i te rodzinne i ciepełka za oknem i nacieszenia się zielenią i bliskimi, niech nigdy w Waszych domach nie zabraknie ciepła i uśmiechu i strawy.

środa, 16 kwietnia 2014

Na okoliczność... szybko, krótko i na temat

Skompletowania  zbroi do gry powstała bransoletka  szybko wydziergana z bawełenki, jako że gra amerykańska w polskim wydaniu i do tego żeńskim, więc musiał powstać team flagowy  :))


 a tu córcia z kotem zamiast piłki ;))

 to pędzę dalej 
uściski
ula


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...