niedziela, 28 sierpnia 2016

{7} Trochę przepisów i codzienności

A witam szanownych co to mi uwierzyli ze codziennie będę pisała :),
niestetyż musiałam się bardziej poświęcić domowi, bo na rzecz  ratowania swojego zdrowia mocno go zaniedbałam, a że zjeżdża do nas rodzina z zagranicy, trzeba było zacząć go nieco ogarniać, bo lekko  zarósł - mówiąc oględnie... nieładem. 
 Ale w nagrodę mam dla Was kilka przepisów, prostych jak konstrukcja cepa, wiec każdy sobie z nimi poradzi ;).

TARTY

Tarty zagościły u nas w domu  kilka lat temu na dobre, pod postacią zarówno wytrawnych jak i słodkich, ciasto do nich jest proste w wykonaniu, ale  że ja bardzo lubię zmieniać i eksperymentować, to co i raz ma ono inny skład.
Jakiś czas temu wyeliminowałam z diety gluten to i tarty dostały bezglutenową podstawkę i okazuje się, że dla niepoinformowanych jedzących  zmiana ta  jest w zasadzie nierozpoznawalna, coś tam gawędzą, że bardziej kruche i takie tam ale  nigdy podejrzenie nie pada na brak glutenu :), a to chyba najlepiej świadczy i  o przepisie i o bezglucie.
 Bo panuje ogólne przekonanie, że potrawy i wypieki bezglutenowe są... niesmaczne albo gorsze w smaku, a to jest zwyczajnie nieprawda.  

I tak na pierwszy ogień idą tarty deserowe -  
pierwsza z mascarpone  i leśnymi owocami, 
druga rabarbarowa z granatem,
obie mają ten sam spód, można go zrobić  z mąki pszennej, orkiszowej lub bezglutenowej.

Przepis pochodzi z tego bloga reszta to już moje tam kręcenie wypadkowa przepisów znalezionych w sieci i udoskonalanych metodą prób i błędów. 


Składniki

Spód:

  • 175 g masła
  • 50 g żółtek (2-3 sztuki)
  • 1 łyżeczka miodu
  • 60 g cukru pudru
  • mała szczypta soli
  • 1/2 łyżeczki pasty waniliowej lub ziarenka z 1/2 laski wanilii
  • skórka z 1/2 pomarańczy i skórka z 1/2 cytryny
  • 250 g mąki pszennej lub orkiszowej
  • lub zamiast pszennej 125 g maki ryżowej, 125 g maki kukurydzianej 
Wykonanie spodu

Do misy miksera włożyć pokrojone na kawałki masło oraz resztę składników oprócz mąki. Zmiksować do uzyskania jednolitej masy, następnie dodać mąkę i zmiksować do połączenia się składników, połączyć w jednolitą kulę. 
Tu pomijam chłodzenie owej kuli ciasta i szarpanie się z nią po wyjęciu z lodówki, tylko od razu wykładam do formy i dopiero do lodówki. i wystarczy chłodzić max 0,5 godz.

 Także formę na tartę o średnicy około 24 - 28 cm* posmarować masłem. Ciasto rozwałkować na placek o grubości około 4 mm,  o średnicy formy.
Wyłożyć nim spód formy.  Spód podziurkować widelcem i wstawić do lodówki. Piekarnik nagrzać do 180 stopni C. Wstawić formę z ciastem i piec przez 18 minut- ja piekę do złotego koloru  Wyjąć z piekarnika i ostudzić. Nadzienie nakładać na całkowicie ostudzony spód, najlepiej nie wyjmować go z formy aby się nie pokruszył.

Nadzienie z mascarpone

200 ml śmietanki kremówki 30 lub 36% 
250 g serka mascarpone
wanilia
łyżka cukru pudru. 
2 łyżeczki żelatyny /zalać zimną wodą potem po stężeniu na kilka sekund wstawić do mikrofali do lekkiego rozpuszczenia/
Wszystkie składniki oprócz żelatyny ubić mikserem na najwyższych obrotach rózgą do ubijania białek, na koniec jak masa będzie sztywna wmiksować żelatynę. 
wyłożyć masę na wystudzony spód i udekorować dowolnymi leśnymi owocami, ale oczywiście  można wszystkim co Wam smakuje i  lubicie :) No i do lodówki.




Nadzienie z rabarbaru 
1 kg upieczonego rabarbaru - pokrojony rabarbar, jak najbardziej czerwony posypać cukrem i upiec w blasze przykrytą folią, do miękkości ok 0,5 godziny, wystudzić , po wystudzeniu wymieszać.
200 ml  kremówki 30 lub 36% ubić z łyżką cukru pudru i wanilią , dodać żelatynę jak w poprzednim przepisie i wymieszać z 3/4 porcji  rabarbaru. 
Na upieczony spód  wyłożyć 1/4 porcji rabarbaru, następnie masę rabarbarową i posypać grubo dojrzałym granatem, jest on bardziej fotogeniczny  aniżeli ciapraka z rabarbaru stąd to połączenie, ale też dlatego, że  smakowo do siebie pasują. Włożyć oczywiście do lodówki


 
Tarty wytrawne  zawsze robię w ten sam sposób, zmieniają się jedynie dodatki do masy głównej, a tu już jest pełna dowolność w temacie :), prezentowane poniżej tarty to tarta  z kurkami, a druga ze szpinakiem i szynką, internet ma setki przepisów, można sobie dobrać wedle upodobania :)
Przepis na moją  tartę szpinakową  podawałam Wam  tutaj


I jeszcze  przepis na
  "coś"  :))
z ciasta francuskiego.

Ciasto francuskie pokroić na spore kwadraty i wyłoźyć nimi  formę na muffiny
uprzednie wysmarować otwory masłem.
Podpiec w piekarniku  w temp. 200 stopni
 Na patelni usmażyć plastry boczku, które po usmażeniu pokroić na kawałki.

Jajka rozbełtać w kubku dodać sól i pieprz, można też dać pokrojonej natki pietruszki i szczypiorek
do podpieczonych foremek wkładać boczek i zalewać jajkiem, można posypać startym żółtym serem i zapiekać dalej do mocnego zezłocenia.
Polecam jako przystawkę, bo smakują obłędnie ;)


Także przyjemnego gotowania i kilka naszych codzienności na koniec.

pranie się suszy, poduchy już odświeżone i wyprasowanie ;)




Mąż upolował  w SH oldschoolową ceramiczną kawiarkę, więc ważymy sobie od czasu do czasu  kawkę klasycznie :)


Chyba jesień już zagląda latu w oczy bo pajęczyny się pojawiają coraz częściej... ;)
taka dorodną uwił jegomość u naszej sąsiadki pod dachem



a mniejsze nici snuja się pomiędzy liśćmi winogron


To uścisk mocny, powodzenia w pieczeniu i do następnego wpisu ;)





czwartek, 18 sierpnia 2016

{6} Ćwiczenie czyni...

Ćwiczenie czyni mistrza

 Tak mądrość powiada, w wielu aspektach mojego życia to nawet i prawda, ale jeszcze z tym mistrzem to bym poczekała, na razie jakoś idzie.
Tyczy to się miedzy innymi obiecanego pisania codziennie, na razie wychodzi  na to, że piszę częściej,  jak zacznę codziennie, to Wam już współczuję ;)
Natomiast muszę się pochwalić, że od 18 lipca- codziennie z wyjątkiem niedzieli -  nieustannie i nietrudzenie maszeruję wraz z Małżem  czyli rano i wieczorem, i zdarza się że dołącza do nas  któraś z  córek jak ma ochotę.

I tak przemaszerowaliśmy już  bez mała ponad 130 km.



Jak na nas kanapowców zatwardziałych to spory wysiłek ale jakoś się nie zniechęcamy, bo już widzimy wymierne efekty tej aktywności
Oprócz spadku wagi,  nastąpiła poprawa oddychania, mnie mocno się zwiększyła ruchomość kolan, wreszcie mogę przyklęknąć i powstać bez eskorty, a co nieskończenie dobre to to , że nie pamiętam kiedy ostatnio bolał mnie kręgosłup, ten sam który uprzykrzał mi życie od wielu wielu długich lat.
Moja waga od 1 kwietnia poszła w dól o  około 9 kg. Z początku to była zmiana diety, teraz dorzuciłam te marsze, i znowu ruszyło w dól.

A poniżej  nasze ścieżki które przebywamy 
zdjęcia mało "magiczne" bo z telefonu ale klimat okolicy oddają ;)






Jakbym siedziała dalej na tej swojej kanapie to nawet nie wiedziałabym, że mamy takie bogactwo wokoło siebie ;)

 Czy warto?

Czy warto czy nie warto tak się wysiłkować??  , na razie nie oceniam, grunt , że jakość życia nam się poprawiła, co w naszym wieku jest dość ważne, żeby móc wydajniej i sprawniej pracować,
czyli trochę było warto:) pomimo tych bolących nóg, zakwasów i innych towarzyszących przypadłości.

Z mojej strony taki mały przykład, sprzątanie szafek w kuchni - wcześniej czarny koszmar, nie dość, że ten kręgosłup bolący to jeszcze do tego  sztywne kolana, teraz to ja mogę  działać jak się patrzy :)
Czyli warto było wstać z kanapy :)

także tego...;)
zachęcam mocno ;)

uściski!
podziękowania za odwiedziny




 

piątek, 12 sierpnia 2016

{5} Wiedeń 2015 - dzień 1


 Dialog

- Wiem co by Ci pomogło na twoje dolegliwości oświadczyła moja przyjaciółka Ania

- no co - zapytałam lekko zaciekawiona

- kawa po wiedeńsku... i  zawiesiła głos... we Wiedniu ;)

- o w rzeczy samej odpowiedziałam 
 bo uwielbiam odwiedzać Wiedeń i pić tamtejszą kawę
i jeść lody - bo lody po kawie to moja kolejna słabość.
ale nie mogę tego czynić dostatecznie często z racji odległości i kosztowności wyprawy ;))) 

- to ja mam propozycję, pojedziemy do Wiednia - na 3 dni naszym samochodem, po waszej stronie  stoi tylko zorganizowanie sobie noclegu, reszta po naszej ;)

Nie muszę Wam mówić jakiego spida dostałam , wiecie, motyle w brzuchu i inne atrakcje związane z niespodziewana wycieczką ;), z noclegiem to też nie był problem, bo mieszkają tam nasi drudzy dobrzy Przyjaciele co zawsze chętnie przenocują i ugoszczą ;)

Wiedeń

I tak oto znaleźliśmy się  niemalże z dnia na dzień w tej pięknej metropolii
której nigdy nie jestem w stanie   zwiedzić dostatecznie dobrze, ale za każdym razem mnie niezmiennie zachwyca i cieszy.

Pogoda dopisała, nawet było gorąco, tylko ostatniego dnia lekko pokropił deszczyk, ale też nie za wiele

Pierwszy jak zawsze był najbardziej oblegany i popularny Stephansplatz - czyli Plac Świętego Szczepana a nie Stefana jak to nieraz się niektórym myli.
Tyle tylko, że tam jest zawsze mocno ciasno, multum ludzi, fiakrzy, wycieczki, samochody,  wszyscy te katedrę tymi telefonami pstrykają
 ja nie lepsza bo swoją lufą 70/200



ale!! najpierw były lody w mojej ulubionej lodziarni :)


Trzeba chwilę postać na Szczepanowym placu, popatrzeć na wielki świat i się udać w nieco mniej zaludnione zakamarki, a że był już zmierzch, to i pośpiech był wskazany.




 na głównej ulicy - placu Graben natrafiliśmy na demonstrację muslich...


dama na reklamie  w tle dodaje pikanterii tej demonstracji :))


Ominęliśmy co prędzej  demonstrantów by pokazać naszym współwycieczkowiczom  inne atrakcje
między innymi  pięknie oświetlony o tej porze  barokowy kościół Św. Piotra.
 Był on ulubioną świątynią cesarzowej  Elżbiety zwanej Sissi, małżonki Franciszka Józefa I.



Po lewej  widać pięknie podświetloną Kolumnę Morową -jest to barokowa Kolumna Trójcy Świętej
wzniesiona przez Leopolda I na pamiątkę ocalenia go od epidemii dżumy w 1679 r.

Po drodze spotkaliśmy takie instalacje artystyczne :)

W tle widać sklep kawy austriackiej firmy Julius Meinl
 
Potem pobiegliśmy w okolice  pałacu cesarskiego Hofburg
no wiem  klasyka, ale to raczej normalne, że się ogląda te najbardziej znane zabytki ;)
popatrzcie na te piękne koronkowe zwieńczenie bramy. 
To serce dynastii Habsburgów jest siedzibą prezydenta Austrii, centrum kongresowym, znajduje się tu biblioteka narodowa, odbywają się  bale i koncerty.


 No i oczywiście  punktem kulminacyjnym wieczoru była kawa w Cafe Central
 moja ulubiona kawa we Wiedniu


Na przełomie XIX i XX wieku owa kawiarnia była  miejscem spotkań wiedeńskich intelektualistów. Prowadził w niej swoje koło literackie Peter Altenberg , a nawet odbierał tu pocztę.  Figura  upamiętniająca go siedzi przy stoliku przy wejściu do kawiarni .




na dzisiaj to tyle, bo zdjęć sporo i w jednym poście się nie zmieszczą ;)
następnym razem zabiorę Was  na dziedziniec i do parku koło zamku  Schonbrunn i w inne zakątki Wiednia

uściski!





czwartek, 11 sierpnia 2016

{4} Post smutnawy, ale jutro obiecuję poprawę...



Najbardziej niezmiennym i ważnym pytaniem życia jest: Co robisz dla innych?

M.L.King

Natrafiłam na ten cytat całkiem niedawno
 Jakże ważne w życiu każdego człowieka jest to pytanie mogłam się niedawno przekonać, kiedy spotkała mnie zupełnie niespodziewana przykrość, kłopot i wstyd w sumie na koniec...
gdyby nie to, że  odchorowałam tą sytuację / objawy jak przy ciężkiej grypie żołądkowej ze wszystkimi przyległościami.../
pewnie bym nic nie napisała bo raczej w samotności swoje porażki trawię, ale potrzebuję oczyszczenia i  może Waszego oglądu, bo  tkwię w kłopocie, czy dobrze rozumiem to co mnie spotkało.
 Kiedyś jakiś czas temu zrobiłam zdjęcia u jednej z blogerek, ktoś kto śledzi mojego bloga, pewnie się domyśli gdzie, a ja w sumie nie mam interesu imiennie tej osoby powoływać.
Zdjęcia miały się ukazać w znanym Wam piśmie wnętrzarskim, , ale nie było naszej  zgody co do ceny za zdjęcia i tak sobie leżały czekając na  dobry czas.

Cud

Ten czas niedawno nastał, i to  było  dla mnie jak  ten cud z nieba,
ktoś mi bliski - zaproponował, że kupi te zdjęcia, bo właśnie takich poszukuje :)
 Bo ostatnio nie bardzo się nam wiedzie w życiu za różowo, mój mąż wraz z kolegami  stracił pracę fotografa w wydawnictwie, które po 16 latach zlikwidowało studio w którym pracował.
Owszem praca się trafia, ale nie regularnie, są jakieś znajomości, ale wiadomo  jak się ma 
hipotekę, dzieci na utrzymaniu i psujący się ciągle  samochód, a do tego zdrowie szwankuje, dziecko ma operację przepukliny między kręgowej  i potrzebna rehabilitacja to koszty życia rosną w zastraszającym tempie i ten każdy grosz to właśnie  cud z nieba :)

Brak zgody

Poprosiłam grzecznościowo  w sumie o zgodę tej osoby na publikację, chociaż już tą zgodę miałam pierwotnie,  gdyż ktoś kto wpuszcza mnie do swojego domu i wie, że zdjęcia będą opublikowane, już tą zgodę wyraził i w rozmowie i mailach...


 I tu  właśnie zaczyna się problem, materiał został złamany, składał się jedynie z 6 zdjęć, producent zachwycony, wydawca też, my też i  klops.
Żadne argumenty, prośby, tłumaczenia nie pomogły, nawet zaproponowałam część swojego wynagrodzenia 
i że anonimowo będzie
i historia zmyślona...
zero informacji
jej argument był tylko jeden
"mieliśmy straszliwe nieprzyjemności po poprzednich publikacjach
i od wielu lat nie zgadzamy się na nie"
 no ja nie znam straszliwych nieprzyjemności  po publikacjach, a w prasie siedzę już lat ładnych kilka... 

i zwątpiłam w człowieka
co niezwykle rzadko mi się zdarza

 bo czegoś tu nie rozumiem
oba blogi funkcjonują
zdjęć tam trylion  
i ich twarzy i mieszkania
i na instagramie
i sklep
i wydawane są publikacje
i internet pełen informacji
co robią, gdzie robią, co jedzą 
nawet o której piją kawę
i jaką na dodatek...

to  nawet ja się z takimi detalami  nie wystawiam
na widok publiczny 
czym różni się bębnienie o sobie w każdym zakątku internetu 
od publikacji w niszowym piśmie które dotrze do góra  2000 osób :)

kurcze...

BO LUDZIE TO SWOJE NERKI INNYM, ODDAJĄ
I SZPIK I KREW I WĄTROBY
ŻYCIE ODDAJĄ...
OSTATNIE PIENIADZE Z KONTA NA SIEPOMAGA

 a tu tylko potrzebna była zgoda
chociaż już ją miałam... 
tylko grzecznościowo zapytałam
i to był pewnie błąd
nie mam złości w sobie bo ją wypłakałam
 nawet żalu
tylko mi smutno, że człowie człowiekowi tak
bokiem   i z kijem w szprychy. Nie wiem jak mam to ocenić
czy warto
czy trzeba
czy olać
i iść dalej
wiec ja idę dalej
bo się wygadałam, lżej mi,  a niebawem, może już dzisiaj- jutro
zabiorę Was w podróż do ...Wiednia!  :) 
bo wreszcie po roku  obrobiłam zdjęcia :)





uściski!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...