Etykiety

kwiaty (25) wiosna (12) koty (11) prezenty (10) przepisy (9) zdjęcia (9) candy (7) chleb (5) dzieci (5) hafty (5) ogród (5) wymianki (5) rodzina (4) dom (3) szycie (3) wymianka (3) zabawa (3) zioła (3) Święta (3) Limoncello (2) Monique (2) Saskia (2) Wielkanoc (2) brzoskwinie (2) bułeczki (2) desery (2) domki (2) film (2) fryzury (2) haft (2) jedzenie (2) kawa (2) kocięta (2) kosmetyczka (2) kurki (2) lato (2) obrusy serwetki (2) poduszki (2) podziękowania za prezenty (2) rabarbar (2) spotkania (2) szarlotka (2) torba (2) urodziny (2) urodziny Sas (2) warkocze (2) wyniki candy (2) wyróznienie (2) wyróżnienia (2) Łucja (2) Babcia (1) Boże Ciało (1) Dalarna (1) Dziadek (1) Dzień Taty (1) GMO (1) Gdańsk (1) Gdynia (1) Gdynia Design Days (1) Julia (1) KSIĄŻKA MIMI I SEBASTIANA (1) Komunia (1) Marsz Niepodległości (1) Moja Przyjaciółka - pismo z dawnych lat (1) Moja Przyjaciółka - porady dla panny młodej (1) Nusnas (1) PRZEPIS NA CHLEB (1) Szwecja (1) Warszawa Design Festiwal (1) Złote Gody (1) adwent (1) akacja (1) anemon (1) anemony (1) anioły (1) blog Kalbara (1) bransoletka na drutach (1) bratki (1) chleb Duch oven bread (1) ciasta (1) ciasteczka (1) ciasteczka migdałowe (1) ciasto (1) ciasto drożdżowe (1) cissteczka (1) codziennośc (1) cukieras od Agnieszki (1) cukinia nadziewana (1) cykl o kolędach cz.2 (1) cytryny (1) dalahast (1) dieta optymalna (1) dla wszystkich Monik (1) domowa boulangerie (1) drożdżowe z owocami (1) działka (1) dziergadełka (1) dzień mamy (1) dzika róża (1) fioletowa jesień (1) gotowanie (1) grypa (1) gwiazdka (1) haft krzyżykowy (1) imieniny (1) impreza (1) info (1) jabłka (1) jesienne porządki (1) jesień (1) jesień w kolorze niebieskim (1) jesień w kolorze pomarańczy (1) jesień w kolorze zielonym (1) jesień w kolorze żółtym (1) kalafior (1) kalendarz adwentowy (1) karafki (1) kociak (1) kociątko (1) konfitury (1) konik dala (1) konkurs (1) koronki (1) kosmetyczki (1) kot (1) kotek (1) kotki (1) krajobrazy (1) krzesełko (1) krzesło (1) ksiaża (1) książki (1) lawenda (1) limit pecha (1) literki (1) lody (1) lody i ciastka bezcukrowe (1) magnolia (1) mama (1) marzenia (1) materiały (1) małe postanowienia (1) mikołaj (1) miseczki (1) moje pasje (1) monogramy (1) morze (1) motyle (1) muffiny (1) muffiny cytrynowe (1) nowa strona (1) nowy projekt (1) nowy rok (1) o żabie (1) obiecanki cacanki (1) obrazek (1) odwiedziny (1) ogródek (1) ogłoszenie (1) pantalony (1) paris brest (1) patchwork (1) pechowy dzień i dużo zdjęć ;) (1) pierwsze zbiory groszku (1) pizzeta z ziołami (1) placki (1) placki z jabłkami (1) placki z malinami (1) platki (1) początki wiosny (1) poduszka (1) poduszki serduszka kurki (1) podziękowania (1) pokrowiec do renowacji (1) pomidory (1) pomysły (1) poranek (1) prezeny (1) przepis na deser truskawkowy (1) przepisy ciasteczka (1) przepisy.chłodnik.pesto (1) przyjęcie (1) religia (1) rumiank (1) rzodkiewka (1) róża (1) sakiewka (1) salon (1) schyłek lata (1) serduszka (1) serduszko hand made (1) sosna (1) spotkanie z Konwalijką (1) storczyk (1) sylwester (1) szalik (1) szarlotka sypana (1) szron (1) słoje (1) słoneczko (1) słońce (1) targi ekologiczne (1) tarta szpinakowa (1) tilda (1) truskawki (1) trzecia rocznica bloga (1) uroczystość (1) urodziny - blog Łucja (1) wakacje (1) wełna (1) wiank (1) wies (1) winogrona (1) wiśnie (1) woreczki wymianki (1) worki (1) wspomnienia (1) wstążki (1) wygrane w candy (1) wyrożnienia (1) zabawa ogłoszenie wyników (1) zabawa w niedokończone zdania (1) zapowiedź candy (1) zaproszenie (1) zdjęcia Watykan (1) zima (1) zima 2009 (1) ziola suszenie ziół (1) znajomi (1) łąka (1) Święty WALENTY (1) śniadanie (1) świeto Łucji (1) święto Anek (1) święto Aniołów stróżów (1) życzenia (1) życzenia noworoczne (1)

piątek, 31 października 2014

276 sztuk i zdejmowanie pajęczyny z bloga

276  sztuk -tyle spamu przyszło mi do jednego - ostatniego  posta, resztę poblokowałam, a tutaj chyba padł rekord... nie wiem co z tym począć, bo nie chcę u siebie  weryfikacji obrazkowej, która mnie sama irytuje, chociaz wiem, że jest w takich wypadkach jak ten  wręcz konieczna.  Może przeniesienie sie z blogspota  gdzie indziej dałoby pożądane efekty, ale jak znam siebie... za 100 lat to zrobię,

Z domostwa powoli już pajęczynę zdejmuje na tyle na ile mam na to wenę i czas,  każdy ma te napady, miewam i ja, ale z motywacją u mnie bywa  ciężko,zwłaszcza , kiedy tych kłód rozmaitych po  nogami więcej i więcej,  a światełko w tunelu tli się  słabo - ale się tli, i to jest TEN POWÓD -  który od czasu do czasu daje mi kopa w  zad i pcha do poczynań o które bym siebie nie podejrzewała, typu wypranie i  wyprasowanie  sterty pokrowców na krzesła, i  na kanapy ;) zasłonek,  bluzek i mężowych koszul -  bo  jak co poniektórzy wiedza prasować baaardzo  nie lubię, a prasowanie  koszul  to już jest szczyt wszystkiego dla mnie - ale ! wyprasowane rzeczy to lubię bardzo ale to bardzo ;))
 A wracając do kopa w zad  czy jak kto woli dosłownie :)) -  przenicowałam więc w stresie i pomiędzy zdjęciami i pieczeniem chleba cały garaż i pralnio- kotłownię, strych, garderobę i kilka newralgicznych kątów domowych, tych "niewidocznych" dla oczu po wejściu do naszego domostwa, a  przez ogród przeszedł istny tajfun złożony  z naszej niemalże całej rodziny , wymietliśmy go do tzw łysego - coby zacząć od nowa ;))
teraz wyglada  goło i nieciekawie, ale latem - kto wie co tam  w nim urośnie po tych moich przesadzaniach i wykopkach.
A wszystko przez sąsiadkę i brak czasu - wiem trochę to  dziwnie brzmi , ale  od początku, brak czasu u nas oznacza, że wreszcie trafiła się JEDNA  wolna sobota, a moja   sąsiadka osobista po " lewym płocie ", postanowiła zerwać z tego naszego wspólnego płotu -cały dorodny krzew kiwi i  kilka innych  mniej mi znanych acz lubianych krzaczorów,, więc po naszej stronie  zwisały z owego płotu smętnie kikuty owych roślin, które nie wiedzieć czemu po 10 latach przestała nagle kochać... no i ostał się po naszej stronie do kompletu przerośnięty winogron w ilości sztuk -2 - co to trzeba by do niego po drabce za tymi kiściami nielicznymi  się wspinać było na 10 piętro.
wszystko poszło pod sekator i piłę , wraz z bluszczem szkodnikiem, gałęziami drzew i wszystkim tym do  nie dało się wyrwać  żywcem czyli  "temi ręcami" :)

Po tym całym ogrodowym szaleństwie ów zad o którym wspominałam wcześniej -  ten od kopania  - bolał mnie, tak, że poezja  ;)
Ale satysfakcja była i 16 worów odpadów zielonych czeka w kolejce na wywózkę.

piątek, 12 września 2014

Zapytanie - czy ktoś może mi polecić

Czy jest tu jakaś litościwa osóbka, wyznająca się hotelach, spaniach, hostelach , pensjonatach we Wrocławiu. Coś co nadaje się do wypoczynku godziwego ;)) najlepiej w kierunku wyjazdu  na Oławę.
Ostatnio miałam przyjemność być  na miłym wypadzie, ale sam hotel mnie nieco  rozczarował, owszem, było czysto i nawet 3 spośród oferowanych atrakcji pokoju były, czyli łazienka, tv/ choć to dla mnie zbędny gadżet/ i internet -  bo reszty  to już nie było ;)).

Pani z hotelu zapomniała  mnie poinformować iż:

- oferowany  pokój znajduje się na 4 piętrze bez windy... 

-że obiecany zestaw do robienia kawy i herbaty nie znajduje się w pokoju a w recepcji- 4 piętra niżej  również bez windy co daje 8 pieter w tę i z powrotem... 

-że oferowany pokój to nie normalny pokój z oknem na atrakcyjne widoki, jaki widniał na zdjęciu w ofercie, a pokój na poddaszu, od ulicy, gdzie od połowy owego pokoju trzeba chodzić na czworaka... a widok stanowi budowa na której panowie zaczynają  pracę od 6 rano młotami pneumatycznymi...

- że jest  jeden ręcznik na 2 osoby...  no bo skoro jedna kołdra to i jeden ręcznik - logiczne co nie ??? 

- że obiecany zestaw kosmetyków -  to pojemnik z niemydlącym się mydłem... 
- że suszarki do włosów  też nie ma i nie będzie,

- że parking płatny 20 zł !! za dobę - strzeżony hotelowy znajduje się bagatela 700 m od hotelu - w linii prostej oczywiście, ale , żeby do niego dojechać to jak rany ! - bez nawigacji nie da rady :)) no a potem znowu te 700 tyle, ze na piechotę... tymi uliczkami.

Gdyby nie to ze padałam na pysk, o pierwszej w nocy  po całym dniu pracy i 4 godzinach spędzonych w samochodzie z perspektywą odjechania samochodem na ów parking i nocnego nieplanowanego spaceru o owej pierwszej -  zamordowałabym panienkę w recepcji na 100 % i poszłabym siedzieć jak za człowieka... 

No i  jeszcze to 4 piętro z tobołami na deser ... uwierzcie mi,  mamy 21 wiek, baza hotelowa  gigantyczna i po przeczytaniu 3000 opinii, wybrać coś po 2 tygodniach szukania - co jako tako wygląda i nadziać się na takie atrakcje to trzeba mieć albo pecha, albo w każdym przybytku jest podobnie - straciłam nadzieję na  znalezienie czegoś co spełni chociaż w 80% moje oczekiwania. bo o 100%  nie śmiem nawet marzyć.
Dowiedziałam się również, że margaryna light to.... masło 
ja - smakosz masła samego w sobie... margarynę ???  niedoczekanie...

Także, jeśli ktoś zna coś i w miarę dobrze, był, sprawdził  -  i może polecić, to będę wdzięczna, a jak nie znacie, to trudno - następnym  razem będę po prostu dręczyła panią z recepcji przez telefon czy opis w ofercie  zgadza się ze stanem faktycznym ;))


Poznalismy Pana Kota  Ryśka  - bardzo futrzany - miałam okazję  wymiędrolić bo głowie bo po reszcie to się nie dał ;)
i był mocno zajęty oglądaniem ptaszków,  co tłumnie zebrały się na pobliskich drutach  -  na odlot pewnie czekały, a on czekał aż może jakiś podleci... do niego i zagada :)




 I lody jadłam,  te mocno reklamowane, że najlepsiejsze w całym mieście w Tralala - od Włocha rodowitego - były rzeczywiście baaaardzo dobre, no  nie tak dobre, jak te u Włochów  Zanoni & Zanoni w Wiedniu - tych nic nie pokona - nawet żadne rzymskie nie dały rady ;)), 
ale byłam nimi miło  zaskoczona ;)).

Wiedeń - Zanoni & Zanoni  

Donoszę też uroczyście, ze dzidziula siostry mej się urodziła 8-go września,  zdrowa jak ryba
i ma na imię Jagoda :))





 To tyle na razie, czekam z utęsknieniem na jakieś ewentualne Wasze hotelowe  propozycje:)

miłego dnia

ula

sobota, 6 września 2014

Spodziewamy się :)

Parę naszych artyzmów :)
 ale czasu nie ma ogarnąć to tylko parę
siostra ma cioteczna wraz z oprzyrządowaniem czyli dziecię w drodze kolejne  więc rodzina się powiększy, plus mała Anka i szanowny Małżon
ja cykałam plan, maż foty główne ta poniżej to  jego ;)










już chyba 10-go września :) będzie kolejna dziewczyna
miłego dnia !
a ja biegnę spotkać może niektóre z Was :)
u




















czwartek, 4 września 2014

Dzieje się u nas, dzieje

Nie ma się człowiek czasu podrapać, u nas raz wesoło a raz mniej dziecię moje średnie postanowiło zaatakować schody ale w wyniku tego ataku złamała sobie szczękę, więc mieliśmy wesoło przed 2 tygodnie, najpierw szpital potem w domu, wiecie, zupki przecierane, soczki, płynne jogurty bez pesteczek itd, coby z głodu nie skonało, w szpitalu to dość śmiesznie było bo wchodzi pani i  proponuje ziemniaczki z bigosikiem komuś kto ma raz, że połamaną szczękę, dwa, że zadrutowaną a trzy, że na te druty jeszcze założone gumy coby dziobem nie klapało za bardzo,  więc ten bigosik to w sam raz ;))), potem się kapnęli i zaczęli przynosić zupki przecierane, ale były tak geste, ze żadna rurka tego nie dała rady przeciągnąć, no i były kompletnie pozbawione smaku... ale było minęło, szczęka się zrasta, dziecko pracuje, karawana idzie dalej:)

po wyjściu ze szpitala wypadły zaraz urodziny szanownej
poniżej szybki przegląd jubilatki  od małego do dużego ;))


 z racji niezbyt  atrakcyjnego wyglądu, sama rodzina gościła ;))






 Jak widzicie u nas mocno malinowo , maliny są wszędzie, nawet pod łóżkiem można znaleźć,   bo je uwielbiamy i właśnie jest sezon więc mrozimy, jemy, przetwarzamy i fotografujemy przy okazji ;))


 Tarta oreo z mascarpone i malinami,niebo w gębie to mało powiedziane, to jest coś pomiędzy ambrozją a maomazją ;))



TARTA Z CIASTECZKAMI OREO
Skład:
(forma do pieczenia o średnicy 24 cm)
2 opakowania ciasteczek OREO (1 opakowanie ok.150 g)
2 łyżki masła (opcjonalnie)
2 serki mascarpone
1 biała czekolada
ja nie miałam więc połączyłam z bita śmietaną i odrobina żelatyny
1 kobiałka malin
garść świeżych jagód
oto jak to zrobić:

1. Ciasteczka OREO kruszymy na miazgę (najlepiej za pomocą blendera, ale można również użyć tłuczka do ziemniaków). Formę do pieczenia tarty smarujemy masłem i wykładamy pokruszonymi ciasteczkami. Spód schładzamy w lodówce.
2. Białą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Czekamy aż ostygnie, a następnie łączymy z serkiem mascarpone i delikatnie mieszamy mikserem (lub ręcznie) do uzyskania jednolitej masy. Krem przekładamy na schłodzony spód z ciasteczek OREO. Dekorujemy owocami i ponownie umieszczamy do lodówki. Tarta najlepiej smakuje schłodzona lub zmrożona.


Mamy też swoje, ogrodowe, drugi rzut, ale te do mrożenia dostałam od koleżanki ze wsi, naszych jeszcze mamy za mało :)


W ogrodzie czuć już schyłek lata, rudbekie się panoszą i mimoza, przekwitły magnolie  i wytworzyły nasiona,
powoli zaczyna tu i ówdzie w kątach  czerwienić się winobluszcz 
dojrzewają winogrona, warzą się soki i konfitury :)






No już Was nie męczę tymi fotami,  biegnę popracować tak na odmianę ;))
 dobrego końca tygodnia !!

Dziś, najdalej jutro nowy wpis na blogu Kalbara, kto nie był to zapraszam

 KALBAR

SERDECZNOŚCI !


ula


niedziela, 31 sierpnia 2014

Ogłoszenie !! mam nadzieję że ucieszy co poniektórych :)


 Panie i Panowie - świat się kończy, mój szanowny Małżon  -  bloga postanowił poprowadzić, coby służyć Wam  radą i pomocą na zawiłej wydawać by się mogło drodze do  sukcesów fotograficznych ;))
Mamy nadzieję, że  wiele/wielu spośród Was  chętnie zasugeruje  tematykę  najbardziej obecnie interesującą, zarówno w temacie samej fotografii jak i sprzętu i rozmaitych pomocnych w fotografowaniu gadżetów.

Niebawem, bo już  6.09.2014 roku, zorganizowane zostanie kolejne spotkanie pod patronatem Mojego Mieszkania w ramach Warszawa Design Festiwal, z wszystkimi  chętnymi do poznania tajników stylizacji i fotografowania, które poprowadzi od strony stylizacji -  Eliza Mrozińska a od strony fotograficznej - Kalbar


podobne spotkanie miało miejsce w Gdyni na Gdynia Design Days 
podczas którego miałam przyjemność popstrykać trochę fotek i poznać kilka  zakręconych dziewczyn, więcej zdjęć możecie obejrzeć w najnowszym - wrześniowym numerze Mojego Mieszkania.







Także zachęcam  Was serdecznie do odwiedzenie strony Kalbara  czy to w celu poczytania li tylko, czy chęci dowiedzenie się co w trawie  fotograficznej piszczy, czy to do zadawania interesujących Was pytań, które beda stanowiły  pomocną kanwę na bazie której powstaną kolejne posty na blogu.

 A chętnych jeszcze raz zapraszam na Wawa  Design Festiwal
i do... ewentualnego zobaczenia ;))

serdeczności !
ula 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Placek drożdżowy z kruszonką i owocami

Zrobiłam, jestem nim urzeczona więc podaję źródło  z przepisem, zróbcie go koniecznie, równie dobre będzie z owocami sezonowymi, najlepiej je jeszcze pomieszać :)


przepis jest TU
BLOG PIEPRZ CZY WANILIA 

Moja modyfikacja, to mąka orkisz zamiast pszennej i drożdże świeże


Placek drożdżowy ze śliwkami i kruszonką

(proporcje na formę 25x35cm)



Ciasto drożdżowe:

500g mąki / ja dałam orkiszowa 700 /

100g cukru

10 g drożdży świeżych

szczypta soli

otarta skórka z 1 cytryny

ok. 220 ml mleka

150 g masła

4 duże jaja

ok. 700g śliwek

Kruszonka:

100g mąki

100g cukru

1 łyżeczka cynamonu

70g zimnego masła



Z ogólnej puli składników wziąć:

50 ml mleka lekko podgrzanego

2 łyżeczki cukru

1 op. drożdży

2-3 łyżki mąki

Wymieszać całość w dużym kubku i pozostawić zaczyn na ok. 15-20 min. aż podwoi swoją objętość.

Pozostałe mleko razem z masłem przełożyć do garnuszka i podgrzewać na małym ogniu, aż do rozpuszczenia masła. Wystudzić.

W dużej misie wymieszać mąkę z cukrem, szczyptą soli i utartą skórką cytryny. Dodać wyrośnięty zaczyn, a także lekko rozkłócone jajka i ostudzone mleko z masłem. Wyrabiać ciasto ręcznie lub robotem (będzie dość luźne).

Miskę z ciastem przykryć folią spożywczą i pozostawić na ok. 60-75 min. do wyrośnięcia.

W międzyczasie przygotować kruszonkę: przesianą mąkę z cynamonem posiekać z zimnym masłem, dodać cukier – zagnieść. Wstawić do lodówki na min. 30 min. do schłodzenia.

Umyć i osuszyć śliwki. Poprzekrawać na pół i wypestkować.

Piekarnik rozgrzać do temp. 180 st.C.

Formę 25x35 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto przełożyć do formy. Porozkładać śliwki, lekko wciskając je w ciasto. Pozostawić do podrośnięcia (ok. 20 min.). Posypać kruszonką i wstawić do piekarnika.

Piec ok. 40 min. Studzić na kratce.

pozdrawiam!!
 ♥ 

Po deszczu

jest chłodno


  i całkiem... ładnie :)

miłego wieczorku :)

piątek, 8 sierpnia 2014

Zapiski z Annopola i Podróz na sto stóp :)

Witam witam na 5 sekund, kochani, bo donieść muszę,  jak ja czekałam na tą książkę ;))  "Zapiski z Annopola" Wiesławy Bancarzewskiej, poprzednią "Powrót do Nałęczowa"  pożarłam z apetytem, i już mnie   korci pędzić do księgarni po drugą część  przygód głównej bohaterki. A wiedzieć musicie, że ja na filmy polskie przestałam chadzać już dość dawno  i bo w latach 80-tych, a i książki obecnych  rodzimych autorów mnie średnio porywają,  więc jak już polecam coś takiego to znaczy , że warto :). A poprzednia porwała mnie bez reszty. 
Zaraz pędzę do Warszawki :))
zdjęcie pochodzi z FB ze strony Dobre Książki

byłam tez na przedpremierowym pokazie filmu 
"Podróż na 100 stóp"

 zdjęcie pochodzi z internetu 


trafiło się jak ślepej kurce, darmowe zaproszenie ;)), to pobiegłam i nie zawiodłam się , polecam mocno, mocno  :))
zapraszam na trailer :)


do miłego, wiem wiem,  nic nie pisze, nie komentuje, ale czytam i jestem !!
Kocham was ;)
♥ 

ps. post nie jest ani reklamą ani niczym podobnym
ja po prostu jestem chwilowo mocno rozemocjonowana tyloma przyjemnościami na raz :)) i musiałam to wyrazić.




piątek, 25 lipca 2014

Tarta ze szpinakiem i ricottą

Dzisiaj szybko i smacznie dla miłośników szpinaku,czosnku i ricotty
tarta to oczywiście nic odkrywczego, ale ta jest moją ulubioną wiec się dzielę przepisem.
 


Tarta szpinakowa

 na ciasto potrzebujemy:

250 g mąki - ja daję 125 g orkiszowej 700 i 125 g żytniej 2000
ale może być sama żytnia
*
125 g miękkiego masła
*
 1 jajo
*
szczypta soli i cukru

Składniki należy zagnieść i podzielić ciasto na pół
ja piekę z tej ilości dwie blaszki tarty o średnicy dna 24 cm.
Z tej ilości składników wychodzi około 400 g ciasta.
*
blaszkę należy posmarować masłem i posypać mąką semoliną lub krupczatką.
Samo ciasto rozprowadzam po dnie małym wałkiem, jest ono dość miękkie więc przy wałkowaniu należy podsypywać mąką, wałkuję je bardzo cienko tak, ze ledwie starcza na boki, chodzi o to by ciasto nie dominowało  ilością i smakiem nad nadzieniem ;)
A następnie na pół godziny wkładamy do zamrażalnika.

Farsz:

2 opakowania serka ricotta po 250 g
ok 300 ml śmietany 18%
2 jaja całe 
sól
szpinak około 150 g
4-5 ząbków czosnku
ok 5 cm pora  - cz. biała
masło
 sporo tłuczonego czarnego pieprzu
tłuczony pieprz daje niepowtarzalny smak jakiego nie uzyskamy sypiąc drobno mielony. 

Na patelni rozgrzewamy masło i od razy kładziemy drobno posiekany czosnek i por i krótko smażymy potem wrzucamy szpinak na chwile i lekko podgrzewamy całość mieszając.
Serek mieszamy ze śmietaną i jajami dodajemy szpinak i przyprawy, pieprzu nie należy żałować :)))

Rozgrzewamy piekarnik do 180  stopni
podpiekamy spody tarty przez ok 5-10 min
po czym wykładamy na podpieczony spód  naszą mieszaninę
dekorujemy liśćmi szpinaku i pieczemy aż do ścięcia się nadzienia, ok 20 min.  
Po czym bardzo szybko zjadamy ;))

No to zapraszam szanownych czytelników  do  kuchni do pichcenia  ;))) 



buziaki !!
ula






poniedziałek, 21 lipca 2014

A może tak krócej, a cześciej - sama nie wiem :)

W każdym razie, jestem, zalatana nieco ale  zdjęcia powstają,   z pasji uwieczniania  chwil które minuta po minucie  uciekają bezpowrotnie, nie ma siły, te zrobię zawsze, nawet jak nie mam  wolnej chwili, siły,  czy natchnienia, wystarczy mały bodziec w postaci "tego"  światła i wystarczy  więc łapię w tych  półchwilach, a i  plany pisaniowe też są , a potem stwierdzam, że bez sensu, że nie ciekawe, że o niczym co ważne, pisać nie pisać??  Kto to wie.
 I czas zamykania w słoiki  coś mi nie wychodzi, zamówione truskawki się nie pojawiły na czas, więc nie mam, poczekam na te późne może kilka się zamrozi. Wiśnie już się mrożą ;))  Bo konfitura jeszcze u mnie zeszłoroczna jest, póki co.


Teraz jakiś  mam, moment  na zmiany,
 mam co pewien czas przesyt robienia wciąż tego samego,
jeśli nie widzę efektów  spodziewanych,
nie widzę szansy na poprawę czegoś co jest za długo w miejscu,
nie przynosi spodziewanych zysków,
mam ochotę to rzucić w diabły i zająć się  czymś nowym. 


Co jak na mnie jest dość dziwne, bo  ja to do niedawna - klasyczne  korporacyjne dziecię, z mentalnością niewolnika przez większość swojego życia, z pracą od - do  narzucaną z góry...  od lat kilku  usiłuję coś sama, coś co bym bezwarunkowo lubiła.
Ale bezwarunkowo.
I tu klops, ciągle bezwarunkowo lubię tylko  robić zdjęcia,  wybierać, cieszyć się nimi, malować je,  lub zostawiać  takimi jakie są  i nic poza tym tak bardzo mnie nie kręci.
Drugie w kolejce jest szycie i dzierganie czy to dla domu, czy dla siebie. czy dla kogoś. nie ma to znaczenia, lubię
to co twórcze jest , coś co po mnie zostanie - dla potomności.
Zawsze miałam problem z pracą, z której nic  nie ma, czegoś w rodzaju  wartości dodanej,  ja robię- a raczej porządkuję chaos,  dostaję forsę i nic po mnie nie ma... 
 -  N I C   N I E  P O W S T A J E -
 koszmar  który mnie dręczył w poprzednich pracach ;)


Na trzecim, miejscu jest robienie chleba...  ale w tej chwili po  dwóch latach zmagań, to już mi zdrowia brak i siły, bo to robota dla tęgiego chłopa, a nie nawet tak tęgiej  baby  jak ja...więc na razie stopuję.
I tak robię co umiem i mogę, ale nie da się tylu prac na raz i wszystko dobrze i na tip top, a ja lubię jednakowoż  na tip top,   więc teraz stoję sobie rozkrokiem kolejnym nad swoim  życiem i dumam co robić  najlepiej.
miało być krótko... 


to zmykam i zostawiam Wam moje letnie  chwile 


 A rozterki niech sobie idą szukać miejsca gdzie indziej, bo ja  nie lubię gościć takich stanów u siebie zbyt długo:))
Miłego tygodnia !

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...