środa, 4 czerwca 2014

The best day of my life - :))) cobytoniemiałooznaczać

Tak moi drodzy, ten jeden magiczny dzień nicnierobienia był tak wyjątkowy, ze następny chyba mi przypadnie za 1000 lat, mam takie wrażenie, ale nic to,  pies to ekhm ganiał, nie to nie, ja się tam prosiła nie będę, niema to niema ;))
A na czym to polegał mój wspaniały dzień
Ano miał być slow, i w ogóle,  różniący się od innych tylko tym, że miast pracować od bladego do ciemnego 20/24 udałam się do stosownego pana doktora po recepty na mój wiecznie nieustająco młodzieńczy trądzik ;)) tudzież po drobne niezbędne zakupy. uprzednio oczywiście  ukręciłam chleby na jutrzejszy catering, i oczywiscie nie zdążyłam na autobusik do najbliższej metropolii, z której mogłabym się udać do nieco większej metropolii , bo jak wiadomo mieszkam na zadupiu gdzie pojawia się pojazd co dwie godziny .
a ja matoł nie powoduję żadnym  pojazdem / legalnie oczywista  bo nielegalnie to jak najbardziej i nawet mi to nieźle idzie ;))/  po dziś dzień sama już nie wiem czy większa jest moja ślepota dalekowidza + 5,5 czy głupota całkiem niewymierzalna w tym przypadku ;))
To potem postanowiłam pojechać kolejnym pojazdem tym razem autobusem podmiejskim, wybiegłam ochoczo z domu na 5 minut przed odjazdem i w połowie drogi skonstatowałam, ze owszem mam torbę ale nie mam w niej ani bileciku ani forsy, a niemanie ani jednego ani drugiego to raczej dość słabo wiec musiałam się wrócić, a autobusik, tak nieliczny o tej porze odjechał  w siną dal i na pusto.
Ok, to dalej, jak mawiają do trzech razy, a sie uda, za trzecim razem dotarłam do Warszawki bez przeszkód ale za towarzystwie mamy z dzieckiem które przez 35 minut twierdziło ze jakby pociąg jechał na energię pochodzącą z jego gadania to by szybciej i dalej  jechał i tu nie mogłam sie nie zgodzić, bo dziecię trajlowało niemiłosiernie przez całe te dłużące się w tym wypadku 35 minut...nie to żebym  się oburzała, ale to było ciągle  to samo o tym pociągu ;)) cudem nie znaleźliśmy się w Zakopanem albo gdzieś dalej ;))



Dotarłam kupiłam i poszłam gdzie musiałam  nastał powrót do domu, gdzie okazało się, ze nastawiony chleb nie raczył drgnąć z miejsca nawet o milimetr, po czym mój wzrok zawisł na pełnym po brzegi słoju z zakwasem  i tu  juz wiadomo, co dalej, całe lepkie  ciasto poszło do gara z powrotem z 8 blach , kolejne mieszanie, i pakowanie do blach... i 7 godzin w plecy z wyrastaniem i kolejna zarwana noc...
Ale, żebym przypadkiem za dobrze nie miała, to około 23   przez kompletny przypadek zamordowałam 100 litrowy gar chłodnika, który to gar wyjechał w niekontrolowany sposób z lodówki i rozbryzł się malowniczo  po całej kuchni i ścianach... że o lodówce nie wspomnę,  mówię wam, poezja śpiewana, nie chcielibyście za nic słyszeć co sobie pomyślałam, ot rączka od gara zawadziła o półkę od drzwi, lodówki, tylko tyle i AŻ TYLE !!! Niech żyje bal i wielkie sprzątanie, bo teraz to po łebkach wszak noc mamy i nie tak zaplanowałam spędzenie tego wieczoru, a dla nie wtajemniczonych, nawet skurczybyka nie zdążyłam polizać... szlag ! i jeszcze kilka innych nieładnych słów mi się ciśnie... jak to przy wycieraniu czegoś co jest jednocześnie zimne i tłuste... naprawdę sama sobie nie zazdroszczę wyjątkowo :)

Ja tu piszę / 00 z minutami za zegarze było/ chlebek się piecze,  no tak jeszcze z godzinkę, a miało być tak pięknie a ja w łóżeczku wypachniona  o 23.... taaaaaa, opowiedz Panu Bogu o swoich planach - będzie miał niezły ubaw :))
To chyba wszystkie atrakcje tego jedynego w tygodniu podobno "wolnego" dnia , następny poproszę  w takim razie mniej umajony.
poniżej przegląd jakis całkiem przypadkowy ostatnich tygodni  ;) 

zdjęcie  z cyklu
GDZIE JEST BOBAS!
TU JEST !!


A to córka naszych Przyjaciół Zosia
miałam przyjemność fotek popstrykać nieco na tej pięknej uroczystości







 KOTEŁY NASZE WSZELAKIE



Wielkanocne leniuchowanie :))


Niedawno moje dziecię grało swój pierwszy mecz futbolu amerykańskiego  z drużyną z Francji

więcej zdjęć

a najmłodsza najwyraźniej złapała bakcyla i od 25 maja biega na treningi :))


To na razie tyle,  nie wiem kiedy będzie następny  raz bo wolny weekend .... taaa... che che "planuję " w lipcu !
ściskam Was mocno !!!!!!!!!!!!



22 komentarze:

  1. Wybacz Ula ale trochę się pośmiałam z perypetii Twych w czasie wolnego dnia...czasem się tak dziwnie plecie ;-). Kociszony to ja ubóstwiam w każdej ilosći...a córki masz prześliczne. Pozdrawiam serdecznie i dobrego dnia dla Ciebie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och! Rozpłynęłam się patrząc na te zdjęcia :) Miałaś fantastyczny dzień, pełen przygód i nieoczekiwanych zwrotów akcji :D - potem jest co wspominać i z czego się śmiać ...chociaż w danym momencie wcale nie jest do śmiechu:P Pozdrawiam i życzę w takim razie mniej umajonych dni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia boskie, dziewczyny jeszcze bardziej boskie, a historia przyjemnie mnie rozbawiła :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Przygody miałaś rewelacyjne;)Jak z kreskówki;)Twoje dziewczęta śliczne;)a kociaki miodzio;)Pozdrawiam serdecznie ;)Super fotki;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczny wolny dzień- ja się boje ile czytania byłoby z opisu Twojego normalnego dnia pracy ;-) a ja jeszcze z innej gruszki. A powiedz mi kochana, gdzie te twoje sierściuchy chodzą za potrzeba? ty im wymieniasz kuwetę codziennie, czy to jest kilka kuwet czy jak opanowujesz ta cześć życia?
    buziolam
    h

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Uleńko... uwielbiam Cie :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Koty sa boskie..zdjecia sliczne, cora urocza sielskie klimaty u Ciebie.)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdjęcia świetne:))a ja z tego samego założenia wychodzę "powiedz P.Bogu o swoich planach,będzie miał niezły ubaw":)))też miałam niezły tydzień i emocje których nie chciałam:))))pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Wybacz, lecz i mnie poprawiłaś humor, nie żebym miała w zwyczaju cieszyć gdy ktoś jest w tarapatach, ale tak lekko i z usmiechem to opisałaś, że powstrzymać się nie mogłam.... Hehe...
    I z pełnym podziwem patrzę na Twoje dziewczyny na zdjęciach...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ula grunt ,że Cię humor nie opuścił :))))) u mnie nie tak dawno, przed świętami ,pękła półka w lodówce i też miałam pozamiatane :)))))) też byś nie chciała słyszeć ,co wygadywałam pod nosem :))))))))) dziewczyny to po po prostu majstersztyk w Waszym wykonaniu :)))))))) ładniejszych już się nie dało stworzyć :))))buziole

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeju! Ja od samego czytania o twoich wyczynach dostałam zadyszki. Ty jesteś petarda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) raz jestem raz nie, ale bywa, że jak dwie petardy nieraz ;)))
      buziaki!

      Usuń
  12. uluś - nom się uśmiałam a co :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudownie piszesz o niekoniecznie cudownych przygodach! ;) Wiesz, z tym chłodnikiem o 23.00, bym się chyba załamała - jak nic obraziłabym się na gar.
    A poza tym sliczne zdjęcia dzieci i kociaków (gdzie jest bobas - extra!). Ech, takim kotem u Ciebie być....
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie zazdroszczę Ci tego "wolnego" dnia!
    Przypomniałaś mi tym wylanym garem z chłodnikiem, jak u moich Rodziców w dzień przed uroczystym przyjęciem, "wybuchł" gąsior z winem - ściany, sufit i podłoga zalana była kwaśnym moszczem! Posprzątanie zajęło cały dzień, wietrzenie nie pomogło - zapach kwasu było czuć przez kilka dni.
    Super fotki dzieci i kociaczków!
    Życzę Ci tego prawdziwego wolnego dnia i serdecznie pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  15. zazwyczaj,kiedy planujemy wolny dzień jest on bardziej wyczerpujący,niż wtedy gdy mamy pełne ręce roboty.
    świetne zdjęcia.
    pozdrawiam
    lena

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie ma to jak wolny dzień :) Kociaki są prześliczne, takie słodziaszne, że przytuliłabym każdego :)
    Zapraszam przy okazji na mój nowy blog kulinarny: http://leniuszkowesmaki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. no tak. Jak się wali, to się wali! jeju, jakie te Twoje dziewczyny sa piekne!!!!!!!!!!!!! Ale chyba piszę Ci to za kazdym razem :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Choć dzień co najmniej niezbyt szczęśliwy, to przepraszam ale spłakałam się ze śmiechu tak cudnie w słowa ubrałaś całą tę historię.

    Pozdrawiam serdecznie...fotki przecudne :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Tyle szczęścia i radości jest w tym wpisie, że po przeczytaniu go aż chce się żyć :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Pełen życia wpis nie ma co tego wątpliwości. Zdziwiły mnie jednak fotki dziewczyn grających w futball amerykański taki brutalny sport i dziewczyny w nim grające dla mnie coś niespotykanego i dziwnego.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi będzie jak zostawisz swój komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...