niedziela, 12 stycznia 2020

{1} Od czego by tu zacząć ten nowy rok :)

Czas coś skrobnąć  w temacie haftów na ten rok ale  jeszcze decyzja do końca nie podjęta, czasu trochę mam,  do 20 stycznia 2020.
Jest  już wzór zakupiony jeszcze w ub. roku, ale jest tak duży i pracochłonny, że nie wiem czy podołam  go pokonać w tym roku. 

Na dokładkę oddałam w prezencie przyjaciółce jedną z moich wyhaftowanych choinek, zatem muszę ją wyhaftować raz jeszcze.  Także jest tam trochę do zrobienia w tym temacie, do tego jeszcze zawieszki na choinkę, kolejna edycja, metryczka dla Wnusi, metryczka dla  córeczki mojej siostry, dokończenie Sleep Parade  - ech...  byleby zdrowia i życia starczyło :)

Wiem, że teraz modne jest to planowanie,  ale ja tego nie lubię, próbowałam wiele razy, no nie idzie mi z tym i już,  jestem jednak wyznawczynią  modelu robienia maksymalnie  3 rzeczy dziennie, które mnie przybliżają do większych celów,  i musi mi to wystarczyć, planowanie mnie stresuje, zniechęca,  działa opresyjnie wręcz. 

A już zapisywanie tego w specjalnych notesach i ozdabianie tego jakimiś malunkami,  to już kompletna mogiła - zanim bym skończyła  pisać to planowanie  już by mi się odechciało cokolwiek robić :)
Cały ten biznes  o planowaniu i zapisywaniu mnie wyłącznie irytuje, widocznie jestem z jakiejś innej bajki, wolę myśleć co robić -  na bieżąco i  działać, niż myśleć o tym, że będę działać wg. jakiś zapisków  i tracić czas na ich  pisanie. 

 Nie raz owszem, z powodu  sklerozy muszę coś tam naskrobać jakiegoś dnia  kiedy się więcej rzeczy skumuluje że by  nie zapomnieć o ważnych sprawach doczesnych, ale to są takie wiecie, klasyczne bazgroły  w podręcznym notesie i nic więcej, 
że do lekarza się  zapisać, że paczkę odebrać, że kurier przyjedzie, że  ktoś tam prosi o coś.

To swoje  życie przeżyłam w  większości czasu bez telefonu, internetu, tysięcy tzw. niezbędnych  modnych obecnie cudowności i o ile teraz te gadżety typu internet obecnie się przydają ku inspiracji, czy wręcz do pracy,  to jednak wolę poćwiczyć umysł nie zapisywaniem  tego wszystkiego co chcę zrobić.

I wiadomo, plany planami, a rzeczywistość nam pokazuje, że niekiedy te plany... 

także mina naszej Wnusi mówi sama za siebie :)




To póki co  czas zacząć robić  co jest do zrobienia, a  co będzie to będzie, żeby nie wyszło jak z naszym precyzyjnie zaplanowanym remontem, życie to szybko zweryfikowało, i  remont jeszcze nie skończony, a miał być skończony do września, a co mamy? Styczeń :)

Zatem rok ten miło nam się zaczął spokojnymi spotkaniami z rodziną i przyjaciółmi, i myślę, że jednak  najważniejsze rzeczy to jednak duchowe sprawy, by nie  stracić z oczu właściwej  drogi,  praca by mieć co jeść,  a bliskość i czas poświęcony innym to jednak kapitał najcenniejszy, tego czego nie przeżyjemy  z najbliższymi, nic nam ani im -  nie zastąpi.




Serdeczności dla  Was, 
dobrego tego roku
dobrej drogi
 dziękuję, za  to, że wpadacie do mnie
i zostawiacie ślad w postaci komentarzy :)





8 komentarzy:

  1. W 100% zgadzam się z Tobą. Żadnych planów na nowy rok nie robię a zapisuję tylko po to by nie zapomnieć. Czasem i czasu braknie na to co ważne a co tu planować więcej. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje starsze dziecko zwykło mawiać "najpierw dojdźmy do tego mostu, a gdy już dojdziemy, to się zastanawiać, jak przez niego przejść...". Nigdy nie wiadomo, co wyskoczy po drodze... I tyle byłoby w temacie planowania. Nie ma niczego piękniejszego i wartościowszego niż czas spędzony z najbliższymi. To dobro niewymierne i niepowtarzalne!
    Pozdrawiam wiosennie (choć to niby jeszcze zima...)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie planuję, bo lubię spontaniczność w działaniu i poddaję się nastrojowi chwili w wyborze tego, nad czym mam ochotę popracować. Zdjęcia absolutnie przepiękne! Cudowne dwie Istoty na nich :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem poruszona Twoimi słowami, a zdjęcia potęgują wszystko. Ja piszę sobie, ale nie codziennie. Piszę, co tam muszę zrobić, tylko najistotniejsze i wiem, że to tylko plan, a jak będzie, to się zobaczy. No bo masz rację, często los pokazuje, że plan to ma nieco, bądź zupełnie inny. Kiedyś pisałam plany jak szalona, ale to stresuje i mąci. Wcale nie musiałam aż tyle robić, tak się stresować własną głupotą. Nawet jeśli mam w planie coś do zrobienia i wiem, że nic się nie stanie, kiedy zrobię to potem, to jak koleżanka zapyta, czy idę na ciastko, to idę. Nie żałuję, bo to ciastko z bliską mi osobą jest bezcenne, a 'plan' dokańczam potem, albo następnego dnia, jeśli mogę. Nie pozwalam, by cokolwiek przeszkadzało mi w spędzeniu czasu z bliskimi, bo oni są najważniejsi! Dziękuję za Twoje słowa. Niech dużo dobra Cię i Twoich bliskich spotyka, piękne masz serce. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ula, rób zatem, co Ci w duszy gra, co sprawia, że czujesz się dobrze :-)
    Zdjęcia niesamowite - podziwiam :-)
    Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego na ten rok Ci życzę 😃

    OdpowiedzUsuń
  6. I u mnie plany swoje, a życie swoje także ten.. popieram :) Ale lubię spisać na karteczce wszystkie "must do" bo inaczej ginę w bałaganie codzienności. Ściskam mocno całą rodzinkę w Nowym Roku !

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznaję bez bicia, notesów również nie lubię.
    Zawsze kupuję różne planery ,kalendarze...które później leżą odłogiem
    i kończą swój żywot w szufladzie.
    Planowanie, to co innego...mimo, że czasem wiele z nich nie wypala
    to jednak sama ta czynność strasznie mnie pobudza do działania ;)
    Jak sobie coś zaplanuję i umyślę...to dostaję szału, żeby to zrealizować.
    Nie zawsze wychodzi ale daje mi kopa energetycznego..mam na czym skupić myśli :P
    Ulcia...ale ile ludzi tyle zachować, nie lubisz...to miej to w nosie
    i idż w śady wnusi :D
    Uściski
    K.


    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ładny wpis:) i inspirujący - dziękuję:)
    Śliczne zdjęcia i wnusia cudna:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Miło mi będzie jak zostawisz swój komentarz :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...