wtorek, 11 czerwca 2013

Sądząc po objawach - czyli (nie)częstotliwości niepisania - u mnie bez zmian ;)

Ale, próbować warto, może kiedyś wyjdzie częściej i bardziej treściwie, u mnie nadal lekkie zawirowanie, ale przywykłam i nic nie zmieniam, zmieniają się z to  moje roślinki, to kwitną to owocują to przestają, inne zaczynają, jak to latem, jest wesoło zielono i kolorowo.
Ostatnio co prawda  grad mi położył na łopatki cały ogród, pada codziennie i nawet owe roślinki mają chyba deko  dosyć, bo kosaćcowe paczki wygniły, zakwitło tylko kilka, no szczypiorek się cieszy, pietruszka itp ale reszta zielonych ma po szyje wody jak np.bazylia.
Koty śpią po kanapach z łapami na pysku, czyli padać będzie jeszcze :))
a dla Was 400 ton fotek ogrodowych bo to jest coś co mnie relaksuje najbardziej, fotografowanie tych cudowności żeby mieć co zimą oglądać jak szaro i buro za oknem będzie.

A oto mój nowy  nabytek, clematis Innocent Blush już  niebawem pokaże swoje urocze kwiatki


Pierwsze poziomeczki miałam już  okazję spożywać, niewiele tego jeszcze ale cieszą oko i podniebienie


No a tu mój zielnik w pełnej krasie, kolendra tylko mi  zakwitła, ale "śmierdzi" nadal równie uroczo, na szczęście w ciepłych potrawach traci swój cudny mydlany smaczek tudzież zapach i rzeczywiście pasuje do dań, zwłaszcza hinduskich, ale  i tak jej nie lubię ;))


a na koniec kwiecie kwiecie i kwiecie raz jeszcze






i zachodzące słońce, które nieodmiennie zachwyca swym  ciepłym blaskiem i świetlnymi zabawami pomiędzy liśćmi


Witam tez moich nowych obserwatorów, cieszę się z każde pozostawione słówko, zobaczę ile mi dzisiaj się uda "obskoczyć" blogów :)

a na koniec link do kilku  moich zdjęć z imprezy zorganizowanej przez Le Targ i Fort Sokolnickiego 

 DZIEŃ DOBRYCH SMAKÓW
 byłam, fotki robiłam, potraw próbowałam,  choć nie na całej imprezie, jeśli chcecie popróbować, co poniektórych produktów lub je kupić, to jest szansa na Le Targu na Saskiej Kępie :))
miejsce pozytywnie zkręcone - slow foodowe  

 https://www.facebook.com/LeTargMarket/page_map

pozdrawiam cieplutko !!
ula



niedziela, 19 maja 2013

Do refleksji

Zadumałam się w niedzielny poranek, nad tym krótkim filmem -  polecam, obejrzyjcie :)
takie proste, a jednocześnie dla tak dla wielu...  takie trudne...
do zrobienia, do pojęcia
ale zawsze warto spróbować ;))


dobrej niedzieli :))
Ula

niedziela, 12 maja 2013

Wiosenne nowości z pęknietą wanną w tle :))



 Z nowości mijającego tygodnia:  pękła nam wanna... pękała sobie już w dwóch miejscach, raz pękła sobie około trzech lat temu , ale niegroźnie, małżonek szanowny polepił zamalował i wanienka nadal jak nowa była, z miesiąc temu pękła była w innym miejscu, więc znowu została zalepiona. ale od lat, odkąd objęliśmy w posiadanie nasz domek,  to właśnie wanna  była tym jedynym  słabym punktem, dziwnie się uginała po środku, więc powzięliśmy przekonanie iż wanienka owa została felernie posadowiona, i lada moment może się rozpęknąć, no i stało się, w środku ubiegłego tygodnia postanowiła rozpęc się na pół.... właśnie w owym zagłębieniu.


 Tak więc znowu została zlepiona, celem głównie powstrzymania wodospadu wody lejącej sie do kuchni, parę półmisków z wodą stało na półkach :)) po pechowej kąpieli :)),
obecnie korzystamy z niej w sposób mocno okrojony, a  mianowicie wyłącznie w tylnej jej części, trzeba opanować kąpielową ekwilibrystykę, gdyż stanie jedną namydlona stopą na śliskim wannowym pagórku podczas gdy namydlamy druga stopę   jest nie lada wyczynem :)).



Ponadto polewanie się prysznicem w taki sposób by woda nie lała się poza wannę gdy płuczemy swoje steranie pracą plecy też wymaga  nabycia nowych nawyków, kto nie przyzwyczajony, po wyjściu z wanny może zażyć jeszcze przechadzki w kałuży wody  pod wanną ;)) w drodze po ręcznik :)).


 Tak więc ekstra wydatek nas czeka,  a ja raczej w obecnych czasach nie zawiaduję środkami  na przypadkowe remonty łazienki... więc  zamiast  nakładów na ogródek inwestujemy tym razem  w wannę, lub kabinę,  więc będziecie ją mogli do znoju podziwiać , bo roślinki muszą poczekać, che che... żartuję oczywiście :)) zamiast konterfektów  ogrodowych będą łazienkowe  z wanną  jako kwiatek w  roli głównej :)) a swoją drogą to ta woda pod obecną wanną na pewno przyczyni się do rozkwitu jakiś  tajemniczych organizmów pod nią, aż mi się marszczy nie powiem co jak sobie to wyobrażę :)))


No dość  tych łazienkowych wynurzeń, ogródek kwitnie, magnolia też, w  zasadzie już przekwita bo ja ten post pisze od tygodnia... nawet już zrzuca niektóre płatki,  bączki latają,  koty się wygrzewają, a ja pielę w wolnych chwilach bo zielsko to rośnie jak oszalałe... i wreszcie mam swoje roślinki z powrotem :) jedyne co nie powróciło po zimie 2011/2012 to brzoskwinia, ta bezpowrotnie uschła i będzie stanowiła podporę pod dwa nowe clematisy.


Z dotychczasowych nowości, mamy krzak czerwonej porzeczki, maliny, truskawki, poziomki, dwie  malwy, trzy naparstnice i piwonię, odbiły też irysy, które wsadziłam w ubiegłym  roku z działki od mojej mamy, jedyne co planuję jeszcze to anemony i jaskry, może też  jakieś czosnki.
Ale konterfekty onych w poście następnym :))


Na jesieni posadzimy jakieś drzewa owocowe, o których czytałam na blogu http://blog-o-poranku.blogspot.com/2013/05/things-that-make-me-smile-today.html 
A na koniec zdjęcia roślinek rankiem i wieczorem -  niesamowita gra kolorów.


I   moje ostatnie uwielbienie kulinarne na śniadanie - kanapka z żytniego razowca własnej roboty z kozim serem i sycylijskim pomidorem i szczypiorem z  własnego kuchennego parapetu + tłuczony czarny pieprz i sól
mówię Wam - gęba w niebie jak nic :))


Buziaki !!!  I DZIĘKUJĘ ZA WASZE KOMENTARZE NAJPIĘKNIEJ JAK UMIEM

środa, 1 maja 2013

Tytuł miał być "19 stopni" :)) ale to już nie aktualne

Post też miał być  z 19-go kwietnia, z dnia gdzie termometr na moim okienku wskazał tą  przyjemną temperaturę,  ale nie dałam rady napisać go do końca , jednak zmiana trybu życia daje mi w kość, i nie umiem się zorganizować na tyle, by pisać częściej, do tego przesilenie wiosenne, niedospanie, ogródek,  jakieś ciągle  niedokończone robotki i  z 1-2 godziny do "mojej"  doby mi brakuje. Dzisiaj spróbuję jednak  co nieco pobazgrolić :)


Dzień był jak marzenie... bączki  i pszczółki  fruwały, koty się wylegiwały gromadnie na trawce, która już przyoblekła się w zielone kolory, kwiecie wczesnowiosenne kwitnie, obecnie już doczekałam się rozkwitu magnolii, nawet mięta na grządce  ziołowej ruszyła i oregano i majeranek.



 widać  też  już  czubki irysów i liliowca oraz listki orlików i zawiązki kwiatów, powojnik również pokazuje coraz więcej zielonych liści a samosieja nasza  zmieniła kolor swoich baziek na zielone, swoją drogą może ktoś wie co to za drzewo nam się wysiało, a było to  3 lata temu, teraz wielkie jest  bardzo i zupełnie nie wiemy co to za gatunek, najpierw ma klasyczne baźki, takie jak te nasze wierzbowe, potem toto zamienia je w  w takie puchate zielone , a na koniec ma same liście... koty nasze lubią bardzo po nim biegać :))

a teraz wygląda tak :


 



No i !!! tadam!!! powojnik któren to rok temu wymarzł ku mej rozpaczy w tym roku odbił i ma już co najmniej 30 cm wysokości, no to teraz to ja rozumiem, w takim ogródku to chce się cokolwiek robić :))

Owego dnia tez urobiłam  pomiędzy pracą swą "torcik" urodzinowy dla mego Małżona, bo był skończył kolejny roczek swego wspaniałego życia przy mym  wspaniałym boku ;)))
Torcik jest absolutnie z głowy, więc trudno będzie o bardzo dokładne proporcje, ale tak na oko podam, ot, co znalazłam w lodówce to w nim  wylądowało;)). 
W zasadzie to nie tort a coś w rodzaju sernika na zimno.

to na  tortownicę potrzeba
 na pierwszą warstwę :
150 g masła
4 żółtka
5 łyżek cukru
16 g cukru wanilinowego lub łyżeczka pasty waniliowej
1 serek waniliowy  rolmlecz / taki polski klasik/
400-500 g serka na sernik
2,5  łyżeczki żelatyny

na drugą warstwę: 
200 ml śmietanki 30%
2 łyżeczki żelatyny
150 ml musu truskawkowego
cukier wanilinowy

oraz galaretkę truskawakową
i mus truskawkowy 500-600 ml. 
ew. zmiksowanie mrożone truskawki
Masło, żółtka i  cukry ucieramy na "białą" masę a gdy już jest utarta dodajemy serek na sernik oraz 1 serek waniliowy, żelatynę zalewamy odrobina zimnej wody, jak napęcznieje , to naczynie z żelatyną wkładamy do lekko gotującej się gorącej wody i czekamy, aż się rozpuści, potem należy ją lekko  przestudzić i podczas miksowania serka z masą jajeczno-maślaną wlewać i nadal mieszać.

Tortownicę  wysmarować  masłem ja posypałam wiórkami kokosowymi, ale można też posypać utartymi herbatnikami lub mielonymi orzechami, czym kto lubi, wylać masę serową i wstawić do lodówki, ja wstawiałam do zamrażalnika, bo zależało mi na szybkim tężeniu
Galaretkę truskawkową rozpuścić w 400 ml  gorącej wody
ja użyłam do kolejnych warstw -  musu truskawkowego, który miałam zamrożony na zimę, rozmroziłam go uzyskałam ok 600 ml masy,  do połowy porcji  przestudzonej galaretki wlałam mus ok  250 ml,  i po zaztygnięciu pierwszej warstwy serka wlałam ową galaretkę z musem i znowu do zamrażalnika, żeby szybciej  zastygło.
200 ml śmietanki 30% ubiłam z odrobiną cukru wanilinowego, dodałam odrobinę żelatyny rozpuszczonej. ok 2 łyżeczki na 1/4 szkl.  wody, po czym wlałam ok 150 ml musu truskawkowego i wylałam na zastygniętą już warstwę galaretki z musem i z powrotem do zamrażalnika, 
potem zmieszałam resztę galaretki i musu, , ułożyłam na ostatniej warstwie truskawki i zwieńczyłam ową galaretką. Wyszło coś niesamowicie aromatycznego i delikatnego w smaku,
nie za słodkie, z mocną nutą truskawkową, myślę, że w wersji z malinami będzie jeszcze bardziej smakowite :)


i pomysleć, że jeszcze miesiąc temu.... było tak :))



na dzisiaj to wszystko :)
mocno Was pozdrawiam ;))


środa, 10 kwietnia 2013

Trochę sentymentalnie dzisiaj, o książce mojego dzieciństwa i o wiośnie... i o...

Witajcie,
 dziękuję gorąco  na wstępie za pięknie i liczne życzenia  od Was na  minione Święta, moje do Was  ślę stąd, cokolwiek  mocno spóźnione, w Wielką Sobotę wieczorem mój organizm zastrajkował, i powalił mnie chorobą, więc Święta spędziłam cudnie pociągająco- kaszląca, w zasadzie jeszcze tego przeziębienia resztki mam w sobie i pozbyć się nie mogę.
Dzisiaj chcę Wam pokazać fragmenty jednej z moich ulubionych książek z dzieciństwa, temat jest mocno na czasie, bo o tej przez wszystkich z utęsknieniem wyczekiwanej  Wiośnie :)).

"PRZYGODY TRZECH URWISÓW" Jadwigi Kozieradzkiej 


  Pierwsze jej wydanie ukazało  się na rynku w 1970 roku, nakładem Wydawnictwa Lubelskiego potem były jeszcze wznowienia. 


Książka ta towarzyszy mi odkąd pamiętam, potem czytałam ją moim dzieciom :)). Podoba mi się jej szata graficzna, chociaż jest dość prosta, sposób  w jaki jest napisana, bardzo przyjemnie się ja czyta :)) no i oczywiście treść i szczęśliwe zakończenie historii o małym chłopcu, który postanowił uwolnić Wiosnę



Jeśli Was zachęciłam do poznania jej treści to spróbujcie ja zdobyć, może jeszcze gdzieś można kupić, a może któraś z  Was zna i lubi, chętnie się dowiem :))
U mnie w ogródku znalazłam kilka  zwiastunów wiosenki, mały fioletowy kwiatuszek i zielone listki na powojniku, drzewko -  samosiejka wypuściło już swoje "kotki", a magnolia ma puchate pąki :))
więc jest nadzieja !!

A na koniec zdjęcie dokładnie sprzed roku, jechaliśmy do Mimi i zatrzymaliśmy się w przydrożnym  lasku na herbatę, jego poszycie całe było pokryte białym kwieciem, widok był urzekający :))

 oby już niebawem takie widoki  były wszędzie :))

pozdrawiam Was mocno i dziękuję za każde miłe słowo 



Dzisiaj rzecia rocznica wielkiej tragedii naszego narodu
pamiętajmy... bo
Naród, który traci pamięć, traci sumienie./Herbert/

 Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej.
Naród nasz ma w sobie dużo uczuciowych popędów i odruchów. Niekiedy za nimi idzie. Powstają z nich dzieła sztuki, wielkie i wzniosłe porywy, potężne zwycięstwa. Są one kwiatami naszych dziejów i kultury narodowej, ale aby te kwiaty mogły wyrosnąć, ziemia musi być owładnięta, opanowana i wypracowana. Musimy czuwać nad nią i trzymać ją „obiema dłońmi” w swej spokojnej, trzeźwej myśli, woli i sercu.[...] I naszym narodowym być albo nie być jest nakaz władania sobą, spokój, równowaga, trzeźwość, umiejętność rządzenia wszystkimi swymi porywami, odruchami, namiętnościami, skłonnościami i uczuciami. W obliczu szczytów, które dziurawią niebo i wyciągają swe ramiona w bezkresy, można niekiedy ulec nieładowi uczuć. Tymczasem kto chce wejść na szczyt musi zaczynać od dołu, a potem iść krok za krokiem, nie przyspieszając go. Zły to taternik czy alpinista, który zaczyna wspinaczkę w góry od zrywu i wielkiego wysiłku. Dobry – idzie krok za krokiem, powoli, spokojnie. Możemy się tutaj uczyć jak kierować sobą, rodziną swoją, narodem i państwem. To musi być cierpliwy, spokojny krok za krokiem. Wypadnie niejednego się wyrzec, niejednego sobie odmówić, niejedno w sobie opanować. Trzeba będzie zdobyć się na cierpliwość i umiejętność koordynowania wszystkich swoich porywów. Za tę cenę przeprowadza się spokojnie łódź wśród burzy, aby uratować wszystko, co w niej jest. Wymaga to wiele cierpliwości, spokoju i umiejętności władania sobą. Każdy, kto chce władać państwem, narodem, Kościołem czy rodziną musi naprzód nauczyć się władać sobą.” 
 /kard. Stefan Wyszyński/
 ♥



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...