Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 września 2012

Mocna kawa jako szybka terapia na chęć do czegokolwiek

Ciekawa jestem jak podziała, na razie wypiłam i ... nic, dalej nic mi nie idzie jak iść powinno
jak sobie zaplanowałam,, o tak w planowaniu to ja jestem dobra, gorzej z wykonaniem
ale ! póki co, jakiś półmetek się na horyzoncie szykuje ;))


Kaffka jest  dobra, coś w rodzaju espresso, ale zaprawione  30% śmietanką,  ze szczyptą muscovado
Mnie smakuje najlepiej z takiej odpustowej złotej filiżanki, naprawdę potrafi zachęcić do działania, ale póki co, to  wolałabym ten dzień spędzić na kanapie, co jest absolutnie niemożliwe gdyż :

- w  ubiegły piątek zaczęliśmy  odnawiać pokój naszej Łucji
   wcześniej już pomalowaliśmy biurko i łóżko
- do wtorku pomalowaliśmy pokój, a ja korzystając z  chwilowej wolności dobrałam się do rozmaitych
   "kątów" w domu  co poskutkowało niebywałym nawet jak na nasze możliwości bałaganem
    postanowiłam wyprowadzić z domu wszystko to co leży nieużywane od lat, nieodwracalnie,
- do tego nasza Julka usłała całe połacie domu swoimi projektami na egzamin, na 3 metrowym stole
   oprócz stert "przydasiów" w tylu muszelki, pióra, skrzydła, wata silikonowa , wycinanki z gazet 
   tasiemki,   materiały i odzież zalegały farby, kleje, taśmy i tysiące rzeczy z maszyną do szycia, 
   komputerem i książkami łącznie - sama codziennie patrząc na ten stół
   uwierzyć nie mogłam że to dzieje się naprawdę.
- Łucja jak już się wprowadziła do swojego pokoju, również skorzystała z pojemności schodów i          
   przedpokoju i wystawiła uprzejmie 1000 paczuszek z  rzeczami których "nie chce"
- do tego tata nawiózł mi skrzynkę jabłek i wiadro śliwek do "przerobienia"
-a, w tzw miedzy robieniu różnych rzeczy, piorę , gotuję i piekę chleby , toruje sobie drogę przez przedmioty zalegające wszędzie.

Tak więc moi drodzy, zaczynam mieć po kokardkę tej sytuacji i mój organizm domaga się   ot zwyczajnego lenistwa, które póki co szans zaistnieć nie ma ;))

 To idę przetapiać te jabłka i śliwki mrozić,  tłuc schabowe ;))) , karmić moje 700 kotów i grzebać w rzeczach niepotrzebnych
zauważyłam, że na niektórych blogach występuje coś takiego jak jesienne porządki,  
cha! może jednak  nie jestem odosobniona :)) ani dziwoląg ;)).
A przerywnik w postaci nabazgrania posta dość przyjemny :))



To do miłego następnego
 Wasza chwilowo -  nie w anielskim nastroju
/no nie tak źle to nie jest/ 
:)))

♥


środa, 7 września 2011

Codzienność

Ano mnie dopadła :)) ,  nie wiem co robić najpierw, podczytuje Was, nieraz komentuje, ale jeszcze trochę czasu minie zanim się obrobię z tym co postanowiłam zrobić i wzięłam sobie na głowę, a potem...  będę mogła poświęcić się samym przyjemnościom, he he - taaak, wiadomo, że to jest niemożliwe - ale chociaż tutaj sobie  trochę pomarzę. Oprócz tego że robię to co robię codziennie, szyje zamówione torby, dziergam małe wymianki  i prezenty :))- oj jak ja je lubię, suszę zioła razem z praniem, wietrznie u mnie ostatnio i ciepło to suszę co się da,
smażę konfitury - co ranek  mam świeżą dostawę brzoskwiń z mojego brzoskwiniowego drzewa, które obrodziło wyjątkowo obficie tego roku,  pełno w trawie włochatych czerwonych kulek :)) to popatrzcie sobie, pachną równie mocno jak pięknie wyglądają,
a za niebawem  pokażę zdjęcia z urodzin Saskii.



wczoraj nie mogłam się im oprzeć i pożarłam sporą  ich ilość z bitą śmietaną, był to przepyszny deser, słodko-kwaśne aromatyczne brzoskwinie z prawie niesłodką śmietaną- dla mnie  super zestawienie,
potem w tym samym kubku przepyszna kawa z ekspresu, coby sobie osłodzić robienie kolejnych kwiatków do torby którą szyję i tak po tej ilości  pyszności i kalorii humor poprawił mi się znaczne ;))


potem powiesiłam pranie i zioła na suszenie , które też mrożę, lubię mieć i takie i takie,  najbardziej lubię jednak świeże, ale niebawem ta przyjemność z racji pory roku będzie niedostępna... 
i tak na sznurek powędrowały, szałwia, tymianek, oregano i estragon.




Teraz między innymi  haftuję korony, czerwone na białym gęstym lnie, jedną nitką, to moje ostatnio ulubione zajęcie :)) będzie to "abażur - tuba " na lampę, takie brzydactwo , które przez lata było systematycznie rujnowanie przez stado kotów które mam w domu i teraz jest już w tak opłakanym stanie, że wzbudza wyłącznie niesmak, więc postanowiłam dać jej drugie życie, trochę to jednak jeszcze potrwa zanim obhaftuję materię o wymiarach 70/120 cm,na razie mała odsłona, wzory koron pobrałam ze strony  Penelopis, polecam, robi piękne, proste i delikatne wzory.



To tyle na dzisiaj, na razie zmykam do swoich codzienności :))

 I uściski ślę  dla wszystkich odwiedzających :)))


poniedziałek, 18 lipca 2011

Zbiory pierwszych jabłek

Ponownie odwiedziłam swoją rodzinę na wsi i trafiła się nie lada gratka, a mianowicie zbiory pierwszych spadów papierówek i  innych jabłek o nieznanej mi nazwie, kwaśnych jak piorun, ale po wysmażeniu, nadających się wyśmienicie na szarlotkę:))


Moja siostra zbierała papierówki, a ja te kwaśne urodziwe jabłuszka :))


Z całego zbioru ugotowałam trzy słoje jabłek na szarlotkę, z obierek z dodatkiem czarnej porzeczki wydobytej z zamrażalnika,  urobiły się dwa dzbanki wyśmienitego kompotu,  a z pozostałej ilości kompotu i przetartych obierek jeszcze  4 miseczki kisielu. Jak widać  nawet obierki są pożyteczne, resztę ich  zamroziłam na następny raz, nie wyrzucajcie  ich, to naprawdę można wykorzystać do "cna" :))

Tata podrzucił mi też sporo wisienek, niestety nie mam drylownicy, więc drylowałam ręcznie, miałam łapska ja lady Makbet, a kuchnia  była cała obryzgana  sokiem, ale musiałam wypróbować przepis na 
z bloga Kamili, dzisiaj już było trzecie gotowanie, wszystko wygląda nader smakowicie tylko obawiam się, że piątego dnia zabraknie wiśni do tego syropu, bo smak mają o b ł ę d n y  :))


kisielek z wiśni też był ma się rozumieć ;)))

pozdrawiam i polecam :))


poniedziałek, 4 lipca 2011

W czasie deszczu, nie nie, nie nudziliśmy się ;)), poza tym znajdziecie dzisiaj u mnie malutki konkurs ;))

 Można uprzyjemnić sobie czas, czytaniem, gotowaniem, oglądaniem ulubionych filmów czy...  blogowaniem :)) wiadomo, że wiele jest sposobów na zagospodarowanie czasu
kiedy pogoda nie zachęca
do wyjścia, co też uczyniliśmy,  gotując zupę kalafiorową tym razem użyliśmy wszystkich części kalafiora i różyczek  i tych zielonych, czyli liści i głąbków. Polecam,  zupa naprawdę zyskała na smaku bardzo wiele.

Upiekłam też rabarbar, który jakimś  cudem jeszcze znalazłam na targu, więc moje zapasy mrożonego rabarbaru  do robienia  deseru rabarbarowego w czasie zimy  się powiększyły do zadowalających stanów

A jako że leje już kolejny dzień, pojawiające się  zastępy wielgachnych winniczków   postanowiły wrąbać moją rzodkiewkę, więc ja wyrywam  taką malutką i jem, bo wolę jednak się z nimi nie dzielić :)))



Śimaki  są gigantyczne...



Potem przyszedł czas na deser, czyli lody  waniliowo-śmietankowe własnej roboty z polewą 
truskawkową,  przepyszne :)


 Na koniec dnia powstała kolejna kosmetyczka która pofrunie do.... ciekawe kto zgadnie :))
podpowiedź jest w monogramie i  w komentarzach  przy tym  poście ;))),
Kto zgadnie pierwszy dostanie taką samą ;))), tym razem do zabawy zapraszam osoby mające bloga.


Poza tym, że nadal leje nic się nie zanosi na zmianę, czas  więc na  zrobienie paru słoików 
ogórków przynajmniej pogody nie szkoda.


Pozdrawiam serdecznie z nadzieją na jakieś małe słoneczko niebawem :))


środa, 15 czerwca 2011

Robię Limoncello - czyli słonecznie dziś u mnie, cytrynowo i po włosku - część pierwsza

Limoncello , Lemoncello, Limoncini, Limonce 

  różnie się nazywa ten wspaniały włoski likier cytrynowy pochodzący z Kampanii. Oczywiście robi się go w samych Włoszech ze specjalnych odmian cytryn zalecana odmiana  podobno to Sorrento,
ale tutaj na miejscu, mamy dostęp tylko do tych sklepowych, ja przy wyborze zwracam jedynie uwagę na to by skórka była w jednolitym kolorze, a cytryna dobrze dojrzała i jędrna bo wtedy lepiej schodzi z niej skórka. Obieramy jedynie tę żółtą część  bez albedo.



Do sporządzenia sporej ilości likieru potrzebujemy
cienko obraną skórkę z 5-ciu dużych  cytryn
400 ml. spirytusu 90%

a po 20-30 dniach maceracji
600 ml. wody
0,5 kg cukru

Tak jak wspomniałam wyżej, cytryny myjemy bardzo dokładnie,  skórkę obieramy cieniutko, samą żółtą część, jeśli trafi się malutki  kawałek albedo, to nie szkodzi, aby nie za wiele,
skórki zalewamy  spirytusem  i zamykamy szczelnie na 20-30 dni,  ja nieraz trzymam 40 dni, zależy od tego jak bardzo jest mi potrzebne :)) 
Następna część przepisu za dni 20-30.

Limoncello uwielbiam, ma niezwykły smak i aromat, można go dodawać do deserów, drinków, napojów, lodów lub pić samo. Jego moc po rozcieńczeniu  wodą zależy od tego ile wody wlejemy,
ja robię średnio mocne - 30-35%, pierwszą wersję zrobiłam bardzo mocną ale smakowała wyśmienicie czyli pół na pół - 45% :)),  ale nieco lżejsza wersja jest w sam raz, kupne Limoncello ma średnio 23-25 % alkoholu.


Tak więc powracamy z tematem Limoncello  za 20-30 dni :))


Dzisiaj pozdrawiam cytrynowo :)))


wtorek, 17 maja 2011

Rabarbarowe szaleństwo, czyli niebo w ...

Rabarbar - można go lubić lub nie lubić, ja lubię i jeszcze do niedawna niewiele z niego umiałam zrobić,
ot kompot chyba tylko :)), ale 3-4 lata temu  przeglądając książki i przepisy uznałam, że świetnie nadaje się do ciast i deserów. mało tego, można go mrozić i mieć w zimę to cudowne wiosenne no właśnie co? bo tego nie wiem - owoc czy warzywo ;))
Przepis na deser z pieczonego rabarbaru pochodzi z programu kulinarnego Nigelli Lowson.
W życiu bym nie pomyślała, że z tak prostego czegoś można wyczarować deser o iście niebiańskich walorach smakowych ;), ja piekę go zawsze więcej, bo pulpę rabarbarową można mrozić, a  syrop powstały z pieczenia można wekować i mieć ten  wiosenny wspaniały przysmak w środku zimy ;).



 Bita śmietana z pieczonym rabarbarem 

1 kg rabarbaru lub więcej jeśli resztę chcemy zamrozić, lub mamy sporo gości
cukier - tu w zależności jak bardzo lubimy słodko, ja sypałam na "oko"
może z 300-400 g,

rabarbar kroimy, wkładamy do blaszki , posypujemy obficie cukrem, przykrywamy folią aluminiową i pieczemy ok 1 godziny w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

Po upieczeniu czekamy aż rabarbar wystygnie. sok przelewamy do słoiczka, a resztę przecieramy przez sito, tyle o ile, powstały z tego przecierania sok, też wlewamy do słoiczka, można ten syrop nieco dosłodzić i odparować żeby był gęstszy i bardziej aromatyczny, ale  ja zwykle tego nie robię, wolę mieć go więcej ;)



Następnie ubijamy śmietanę 30%,  należy pamiętać, że zarówno śmietana jak i naczynie w którym ubijamy musi być  mocno schłodzone, ja na 200 ml śmietanki - czyli 3 porcje deseru,  daje małą łyżeczkę cukru i 2 płaskie  łyżeczki  cukru wanilinowego,
 i na koniec czynność najprzyjemniejsza, czyli mieszanie rabarbaru ze śmietaną, proporcje w zalezności od gustu, na tę ilość śmietanki  daję około 3-4 łyżek przetartej pulpy rabarbarowej,

nie mieszamy zbyt dokładnie, chodzi o to by powstał   przyjemny dla oka melanż kolorów ;), wstawiamy do lodówki na 3-4 godziny a tuz przed podaniem polewamy deser syropem .


A jako, że rabarbaru miałam sporo, a piekarnik nadal rozbuchany,  to trzeba to było  to wykorzystać więc powstało proste ciasto sezonowe, czyli zwykle ucierane , można je robić z dowolnymi owocami ;)

Przepis na proste ciasto sezonowe

4 jajka
1 szklanka cukru
2 łyżeczki cukru wanilinowego
1 kostka masła /200 g/
2 szklanki mąki
1 i 1/2 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
dowolne sezonowe owoce

Masło należy rozpuścić na małym ogniu i ostudzić, jaja z cukrami  utrzeć na "białą" masę, czyli dość długo ucierać, potem podczas ucierania dolewać powoli wystudzone masło, następnie łyżką wsypywać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, potem chwilę jeszcze zostawić mikser włączony, żeby się połączyło, ale nie za długo.
Blachę smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą lub maką krupczatką, wlewamy cisto i bardzo obficie posypujemy rabarbarem lub innymi owocami, ja najbardziej lubię to ciasto  z rabarbarem i truskawkami.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do ok 180-200 stopni, czas pieczenia zależy od piekarnika, należy sprawdzać patyczkiem.


a na koniec z pozostałego rabarbaru upiekłam muffiny z przepisu Agi


to by było na tyle, w kwestii rabarbaru, kompocik też był :))))
pozdrawiam  wszystkich lubiących rabarbar !






poniedziałek, 16 maja 2011

Zioła, konwalie, brzoskwinie, pomidory - wszystko rośnie :)

I mam nadzieje, że będą jakieś konkretne plony :), w tamtym roku nie było u nas w ogródku  nic a nic oprócz łanu mięty, kilku kwiatków co to same rosną i chwastów, ale zdrowie niestety  nie pozwoliło mi na ogrodowe prace,  brzoskwinię mąż dwa lata temu dość mocno  podstrzygł, ze względu na to, że miała bardzo dużo owoców i łamały jej się gałęzie pod ich ciężarem, dopiero w ubiegłym roku wypuściła nowe gałązki a w tym roku  miała już kwiatki, ale zawiązki owoców  już są, więc mam nadzieję na obfite zbiory :), mięta też wysunęła już swoje pieknoziolone  główki, ale tej to akurat do rośnięcia nie trzeba szczególnie zachęcać :)


pomidor urobił się na razie jeden malutki ale mam nadzieje, że parę sztuk takich czerwoniutkich doczekam  i wszamię prosto z krzaka :)


bazylia wzeszła we wszystkich trzech doniczkach więc będę niedługo rozsadzać, planujemy spore zapasy pesto na zimę zrobić więc hodowla będzie duża, swoją zimową "staruszkę" planuję porozsadzać  za radą 
Dagi , i będzie jej jeszcze więcej ;)), idzie lato więc kuchnia włoska rusza u nas pełną parą, potem jeszcze inne zioła też zawitają w ogródku, przede wszystkim rozmaryn i tymianek i mięta cytrynowa

 no a na koniec  to już  z dedykacją dla  Iki,  nieszczęsna konwalia po wczorajszym obfitym deszczu rozwinęła dla Ciebie  wreszcie swoje kwiatki, a że jest malutka, to też nie za dużo ale za to  pachnie nieziemsko :))



 pozdrawiam  konwaliowo wszystkich zaglądających  do mnie :))

 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...