Moim niepisanym postanowieniem, jedynym o którym cicho i sza !! było i jest pisać częściej,
nie udaje się
mi to się na razie, ale próbuję jak widzicie :)), pierwszy post w tym roku a mamy 20 stycznia za pasem.
Kochani, zdjęć będzie sporo i moich wynurzeń też, niektóre przyprawią Was może o uśmiech, a niektóre o ... obrzydzenie... ;))) tak tak, bo nie wszyscy wiecie, ze kiedy byłam mała.. uwielbiałam jeść.... TADAM !!!! gotowanie świńskie uszy - wszystkich wege et consortes przepraszam , ale kiedyś nie było mody na wege ;)) kiedyś się jadło co było podane na stole do jedzenia bez wybrzydzania ;), a w moim przypadku ku zdrowotności, bo byłam wiecznym anemikiem, ale wesołym za to jak widać ;)
Lubicie ciepłe mleko, prosto od krowy, takie z pianką ??? dam sobie łeb urwać, że nie, a to kolejny mój wiejski przysmak z dzieciństwa, a jeszcze lepszy to podgrzane w rondelku i wyczekane, aż się kożuszek urobi, och to była frajda, mam tak do dzisiaj, nadal uwielbiam, choć uszka świnki bym już za chiny ludowe nie zjadła .... :))), natomiast mój Małżon, tylko te sklepowe mleko lubi i prosto z lodówki, podobno kontrasty mają się ku sobie, jak widać na naszym przykładzie.
Te mleko, to zawsze wieczorem dostawałam od Babci, po kąpieli, kiedy stałam w ręczniku na cieplej ławce przy kuchni i "grzałam piżamkę", najpierw była malinowa landrynka na języku, a potem sączyłam mleko i miało ono smak owej landrynki:) A landrynka była nagrodą za... ładnie wypitą fiolkę gęstego, brunatnego żelaza, które było O C H Y D N E ups błąd :) O H Y D N E , a które musiałam na tę swoją anemię wypijać. Może nie uwierzycie, ale do dzisiaj pamiętam jego smak.
Kolejnym moim hitem jedzeniowym był... chleb z cukrem pokropiony wodą lub chleb ze śmietaną i cukrem. Dzisiaj pewnie by mi tak łatwo z tym przysmakiem nie poszło jak kiedyś;)
Czwarty żelazny punkt programu, to chleb ze smalcem, cebulą i solą - lubię po dziś dzień ;))
Piąty przysmak, to zimna pieczona kaszanka - też nadal lubię, ale tylko tą ze wsi
a skórki jak zawsze dostają koty:)
Szósty ... to odgrzewany na patelni makaron własnej roboty, mocno przypieczony posypany cukrem... też nie pogardzę ... ewentualnie odgrzane ziemniaki z obiadu ale już bez cukru ;)))
a ze słodkości
rabarbar maczany w cukrze
porzeczki utarte z cukrem, poziomki, jagody,
jabłka - już bez cukru :)moje ulubione słodkie to oczywiście kosztele.
Ktoś sobie pomyśli, jaki to ubogi zestaw dań, ale to były moje tzw rarytasy, poza normalnym pożywieniem, które we mnie futrowała Babcia, a słodyczy na wsi nie kupowało się, oprócz landrynek i miętowych pastylek, więc owoce z cukrem zastępowały je doskonale.
Kogiel mogiel byl też żelaznym punktem programu codziennym,
lubilam go średnio, potem bardziej - z wiekiem, teraz lubię go dolać niekiedy do kawki
pychota, mówię Wam, spróbujcie ;)
Pamiętam też oranżadę, , tę dostawałam po wyjściu z kościoła w niedzielę i obwarzanki na sznurku. A ciAsto drożdżowe najlepiej smakowało przypieczone na kuchennych fajerkach.
na zdjęciach ja z kurami, na stercie cegieł - najlepsza zabawa to robienie domku z cegieł i ja z Dziadziem i ulubionym psem Burkiem.
Ja z moja Śp. Babcią Helenką
a to Śp. Dziadziuś Czesław :)
a to moja druga Śp. Babcia Marianna, no i ja oczywiście, piekna i młoda, a teraz juz tylko... piękna ;))
Spotkania rodzinne wspominam z rozrzewnieniem, , teraz już jesteśmy wszyscy dorośli, niektórzy odeszli, ale na szczęście zdjęcia i przemiłe wspomnienia pozwalają wiele pamiętać.
Tych wspomnień mam całą głowę, są moim skarbem, którym często się dzielę z dziećmi,
które na ową wieś również lubiły i nadal lubią jeździć, bo też mają co wspominać.
dla przypomnienia jedno z nowszych wspomnień z okazji wielkiego rodzinnego zjazdu z 2011 roku ;)
A post, taki nietypowy z okazji dnia Babci i Dziadka, bo dzięki nim w dużej mierze mam takie a nie inne wspomnienia, są one nadal żywe we mnie, miłe, ciepłe, pełne miłości, nauczyłam się pamiętać to co miłe, bo to naprawdę pomaga w życiu, niemiłe wspomnienia raczej w nim nie dominują , bo uważam, że są trucizną, która nie pozwala normalnie funkcjonować, nie mam ich wiele a te co mam, schowałam na samo dno studni mojej duszy i przykryłam tymi miłymi :))
Sławny wózek - najbardziej chyba znany i lubiany rodzinny pojazd na wsi, służył do wożenia koniczyny i kiedyś jeszcze, kiedy mleko woziło się do punktu odbioru we wsi, służył do wożenia baniek z mlekiem:))
żaden chyba nie był rónie czesto i z upodobaniem używany przez nasze dzieci :)))
To tyle na dziś, bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, postaram się odpisać na te które jeszcze są nie skomentowane przeze mnie pod ostatnim postem, witam tez serdecznie nowych obserwatorów ;))
ŚCISKAM WAS MOCNO!
♥