sobota, 25 stycznia 2014

Tak pod wpływem chwili, bo zagrało...

 A poczytajcie, bo serce rośnie ;)

Zagrało coś w mojej  duszy, ciekawe, ile z Was może się podpisać po tym postem Iwonki, nie ważne ile tych dzieci, tylko te uczucia,  a jakie było moje pierwsze...? :)))

No o mnie napisałaś,czy jak czy co, ??? skąd wiesz....aaa wiesz, bo masz tak jak ja 3 piękne kobiety w domu :)))))))))) tylko, że ja mam już duże... a niekiedy te problemy z nimi są tak duże jak one same - te studia po 3 razy zmieniane, szkoła nie taka, chłopak nie taki, włosy wychodzą, skóra się łuszczy,  majtki ktoś podebrał i tusz do rzęs, książkę wodą zalał i wrzaski i kłótnie,  i zaraz się kochają na powrót , a że trzecie słuchawki zepsute do telefonu i ten telefon przedwczoraj kupiony już się potłukł lub w Wiśle utopił...  w pracy szef opieprzył. a koleżanka coś powiedziała nie tak, a nauczyciel niesprawiedliwy, a testy na kolokwium beznadziejne... a my siwiejemy i siwiejemy :))) i końca nie widać tylko tę nieskończoność wszelakich zdarzeń na które niekiedy nie mamy wpływu... cóż ... Iwonko masz siłę, macie ją oboje, jakoś poradzicie, bo dzieci czy to duże czy małe to sól tej ziemi, skarb największy, radość o poranku i nocne łzy, złoto i brylanty, nieocenione skarby ;)))
Cel jedyny i sam w sobie, praca przeminie, uroda, lata, dni i noce... samochody, domy, dywany, meble, wszystko to nicość nad to co mamy i wspominać po grób będziemy... nasze dzieci :)) potem wnuki i jak Bóg dobry da to może i jeszcze prawnuki ;))

a tą trzecią to też tak rodziłam jak TY .. że lekarz gały wybałuszał, że to trzecia a tak ciężko idzie... no  kolosik był 4500 :)))
No i tylko nie płakaliśmy  przy pierwszym, bo to anioł był  po prostu taki śpiąco-jedzący i wiecznie uśmiechnięty :))no i nie rzygałam... przy żadnym ;)))
ech książkę można by napisać  o tym całym dzieciowaniu :))
A teraz 700 spośród 40 miliardów zdjęć przypadkowo wybranych































































poniedziałek, 20 stycznia 2014

Wspomnień czar, czyli o bardzo bliskich memu sercu Dziadkach i miejscu w którym spedziłam dzieciństwo


Moim niepisanym postanowieniem, jedynym o którym cicho i sza !! było i jest pisać częściej, 
nie udaje się 
mi to się  na razie, ale próbuję jak widzicie :)), pierwszy post w tym roku a mamy 20 stycznia za pasem.

Kochani, zdjęć będzie sporo i moich wynurzeń też, niektóre przyprawią Was może o uśmiech, a niektóre o ... obrzydzenie... ;))) tak tak, bo nie wszyscy wiecie, ze kiedy byłam mała.. uwielbiałam jeść.... TADAM !!!!  gotowanie świńskie uszy - wszystkich wege et consortes przepraszam , ale kiedyś nie było  mody na wege ;)) kiedyś się jadło co było podane na stole do jedzenia bez wybrzydzania ;), a w moim przypadku ku zdrowotności, bo byłam wiecznym anemikiem, ale wesołym za to jak widać ;)



 Lubicie ciepłe mleko, prosto od krowy, takie z pianką ??? dam sobie łeb urwać, że nie, a to kolejny mój wiejski przysmak z dzieciństwa, a jeszcze lepszy to podgrzane w rondelku i wyczekane, aż się kożuszek urobi, och to była frajda, mam tak do dzisiaj, nadal uwielbiam, choć uszka świnki bym już za chiny ludowe nie zjadła ....  :))), natomiast mój Małżon, tylko te sklepowe mleko lubi i prosto z lodówki, podobno kontrasty mają się ku sobie,  jak widać na naszym przykładzie. 

Te mleko, to zawsze wieczorem dostawałam od Babci, po kąpieli, kiedy stałam w ręczniku na cieplej ławce przy kuchni i "grzałam piżamkę", najpierw była malinowa landrynka na języku, a potem sączyłam mleko i miało ono smak owej landrynki:) A landrynka była nagrodą za... ładnie wypitą fiolkę  gęstego, brunatnego żelaza, które było  O C H Y D N E  ups błąd :) O H Y D N E , a które musiałam na tę swoją anemię wypijać. Może nie uwierzycie, ale do dzisiaj pamiętam jego smak.

Kolejnym moim hitem jedzeniowym był...  chleb z cukrem pokropiony wodą lub chleb ze śmietaną i cukrem. Dzisiaj pewnie by mi tak łatwo z tym przysmakiem nie poszło jak kiedyś;)

Czwarty żelazny punkt programu, to chleb ze smalcem, cebulą i solą - lubię po dziś dzień ;))

 Piąty przysmak, to zimna pieczona kaszanka - też nadal  lubię, ale tylko tą ze wsi
a skórki  jak zawsze dostają koty:)

Szósty ... to  odgrzewany na patelni makaron własnej roboty, mocno przypieczony  posypany cukrem... też nie pogardzę ... ewentualnie odgrzane ziemniaki z obiadu ale już bez cukru ;)))
a ze słodkości
 rabarbar maczany w cukrze
porzeczki utarte z cukrem, poziomki, jagody, 
jabłka - już bez cukru :)moje ulubione słodkie to oczywiście kosztele.

Ktoś sobie pomyśli, jaki to ubogi zestaw dań, ale to  były moje tzw rarytasy, poza normalnym pożywieniem, które we mnie futrowała Babcia, a słodyczy na wsi nie kupowało się,  oprócz landrynek i miętowych pastylek, więc owoce z cukrem  zastępowały je doskonale.

Kogiel mogiel byl też żelaznym punktem programu codziennym,
lubilam go średnio, potem bardziej -  z wiekiem, teraz lubię go dolać niekiedy do kawki
pychota, mówię Wam, spróbujcie ;)

Pamiętam też oranżadę, , tę dostawałam po wyjściu z kościoła w niedzielę i obwarzanki na sznurku. A ciAsto drożdżowe najlepiej smakowało przypieczone na kuchennych fajerkach.





na zdjęciach ja z kurami, na stercie cegieł - najlepsza zabawa to robienie domku z cegieł i ja z Dziadziem i ulubionym psem Burkiem.


Ja z moja Śp.  Babcią Helenką 

  a to Śp. Dziadziuś Czesław :)


a to moja druga  Śp. Babcia Marianna,  no i ja oczywiście, piekna i młoda, a teraz juz tylko... piękna ;))

Spotkania rodzinne wspominam  z rozrzewnieniem, , teraz już jesteśmy wszyscy dorośli,  niektórzy odeszli, ale na szczęście zdjęcia  i przemiłe wspomnienia pozwalają wiele pamiętać.











Tych wspomnień mam całą głowę, są moim skarbem, którym często się dzielę z dziećmi, 
które na ową wieś również lubiły i nadal lubią jeździć, bo też mają co wspominać.




















dla przypomnienia jedno z nowszych wspomnień z okazji wielkiego rodzinnego zjazdu z 2011 roku ;)
 
A post, taki nietypowy z okazji dnia Babci i Dziadka, bo dzięki nim  w dużej mierze mam takie a nie inne wspomnienia, są one  nadal żywe we mnie, miłe, ciepłe, pełne miłości, nauczyłam się pamiętać to co miłe, bo to naprawdę pomaga w życiu,  niemiłe wspomnienia raczej w nim nie dominują , bo uważam, że są trucizną, która nie pozwala normalnie funkcjonować, nie mam ich wiele a te co mam, schowałam na samo dno studni mojej duszy i  przykryłam tymi miłymi :))

 Sławny wózek -  najbardziej chyba znany i lubiany rodzinny pojazd na wsi, służył  do wożenia koniczyny i kiedyś jeszcze, kiedy mleko woziło się do punktu odbioru  we wsi, służył do wożenia baniek z mlekiem:))
żaden chyba nie był rónie czesto i z upodobaniem używany  przez nasze dzieci :)))




To tyle na dziś, bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, postaram się odpisać na te które jeszcze są nie skomentowane przeze mnie  pod ostatnim postem, witam tez serdecznie  nowych obserwatorów ;))

ŚCISKAM WAS MOCNO!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...