niedziela, 1 listopada 2015

Coś w miarę bieżącego i domek dla kota.

Kolejna odsłona naszej rodzinnej wiosny u progu lata jeszcze nie okiełznana - zdjęć było tyle, że jeszcze kolejna 500-setka czeka na wstępną obróbkę, więc muszę na razie popisać o sprawach bieżących. 

Minęło kolejne nasze wspólne z mężem przebywanie - 27 lat nam stuknęło razem we wspólnej męce i radościach. bo jak wiadomo, raz jest różowo-pudrowo jak o zachodzie słońca, a raz granatowo-czarno jak przed wielka burzą - dwa z nas zakapiory okrutne - co albo się kochają albo nienawidzą, albo gdy osobno, żyć bez siebie nie mogą, a w miedzy locie chałupa się trzęsie albo od śmiechu albo od dzikich wrzasków jak nie kocich to naszych. 
Czyli klasyka westernu jak to się mówi i tak pewnie pozostanie po kres dni  o ile któreś z nas głosu nie straci albo wzroku i słuchu :)
Póki co daliśmy radę wichrom losu jako tako, czego i Wam moi mili czytelnicy w związkach zawartych życzę,  chociaż wiem, że nie bywa łatwo w tej małżeńskiej "bajce".

  Ostatnio wciągnęły mnie dwie nietypowe rzeczy  - jak na mnie.Ci co mnie znają to wiedza, że ani seriale ani współczesna beletrystyka to coś z czym mi  nieczęsto drodze, raczej tkwię w książkach politycznych, historycznych i  opartych na faktach z czasów współczesnych, oraz filmach ciężkiego kalibru, lub dla wspólnego rodzinnego relaksu w komediach romantycznych i filmach chrześcijańskich, ale skoro powszechnie wiadomo, że 
La donna è mobile
tak i mnie dopadło... zaczęło się niewinnie kiedyś kiedyś...  od książki "Powrót do Nałęczowa" Wandy Bancarzewskiej, potem pojawiła się kontynuacja losów bohaterów  w "Powrót do Annopola",  a obecnie już oczywiście wyczytana do cna trzecia  z kolei "Noc nad Samborzewem".
Co mnie tak tam zaciekawiło? ano nic wielkiego, chyba ciekawa historia opowiedziana bardzo sprawnym językiem i do tego z czasów, które mnie zawsze interesowały  - międzywojnia, z odrobiną fantazji i miłosnej historii :)
Ostatnią część udało mi się kupić przy okazji zakupów książek  które poleciła na blogu Iza 
http://domowyzakatek.blogspot.com/2015/09/wrzesniowe-kadry.html

 W Naszej Księgarni można kupić w dobrej cenie różne pozycje w dziale książki uszkodzone - okazuje się, że one wcale nie są  uszkodzone,  a radość jest wielka bo ceny małe więc zakupiłam pokaźną górkę radując się  bardzo, bo uwielbiam książki :)
 


Kolejna książka, z gatunku lekkich i przyjemnych, która mnie wciągnęła bez reszty  to "Powrót na Staromiejską" Anny Mulczyńskiej. i tutaj też okazało się, że jest  część kolejna , "Przyjaciółki ze Staromiejskiej",  którą to sprezentowała mi właśnie moja  Przyjaciółka z okazji moich imienin, właśnie ją czytam ;)



Kolejna moja nietypowa pasja to serial, niepozorny, w sumie  dość powolny i może nawet  lekko naiwny i słodkopierdzący, a jednak jak widać potrzeba mi było takiego nietypowego  odskoku od codzienności na 2 godziny dzienne,  od tych kłopotów i  ciężkich spraw, które chcąc nie chcąc  siedzą  we mnie, bo stanowią  część mojego życia czy tego chcę czy nie... 
Ów serial to 
"The Paradise" 


o którym można poczytać Tu :)
Polecam jak ktoś lubi filmy, które nie broczą krwią  zawiłymi intrygami i nie epatują seksem...
są spokojne, miłe oku i nieskomplikowane . W zasadzie nabrałam chęci na zakupienie i przeczytanie książki.
 Obecnie mam na tapecie kolejny serial,  ale po 1 odcinku nie umiem jeszcze wyrobić sobie o nim zdania, w każdym razie jest  z czasów "Dumy i uprzedzenia", co już jest dla mnie dużym plusem, jak go zmęczę to napiszę czy warto ;)

To na koniec jeszcze krótka opowiastka o domku dla kota. 
mamy my kota, jednego z 16-stu, który zawsze i  od zawsze był dość płochliwy, ale przeważnie pod koniec lata, kiedy zimne noce nastawały, wracał  nocować do domu. Tym razem jednak przekroczenie progu domostwa nie bardzo mu wychodzi , wiec zamieszkał jak klasyczny żul, w kartonie, który stał jakiś czas na ganku.
Potem do tego kartonu włożyliśmy mu kocyk, żeby miał mięcej i cieplej,
a w piątek, mąż uwił mu domek i to nie byle jaki bo z "bali drewnianych" :) w środku wyłożony styropianem, kocyk oczywiście też jest i kot wyrodny co ma nas za nic, mieszka teraz jak król jakiś, a   my zastanawiamy się, kiedy mu na tyle kuper zmrozi, że wróci jednak mieszkać na domowych kanapach :).
na zdjęciach pozuje inny kot, bo jak wiadomo tamten wraca tylko wieczorami na kolacje i nocleg, ale inne koty są bardzo zainteresowane owa nową budowlą:)
teraz debatujemy na jaki kolor go pomalować.




A na koniec kilka kotów które jednak bardzo cenią sobie domowe ciepłe  pielesze ;)


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję pięknie za wszystkie komentarze i postaram się kolejna naszą wiosnę pokazać już w następnym poście :)

♥



 

sobota, 10 października 2015

Pierwsze mrozy za płotem i wiosny ciąg dalszy

 Oj zamroziło dzisiaj w nocy ogrody, poranny widok za oknem nie napawał optymizmem, pomimo pięknego słońca. U mnie takim pierwszym  charakterystycznym objawem jest  jasna... kuchnia.
Przez całe lato okno w kuchni przesłania krzak kiwi, który ma dość duże liście i  kiedy są w pełnym rozkwicie - w kuchni panuje półcień - nieraz już koło 15 trzeba zapalać światło. A dzisiaj było .... jasno - to znak, ze kiwi zrzuciło większość liści po mocnym przymrozku. 
 A jeszcze niedawno cieszyłam oczy takim pięknym widokiem za oknem 


Zmarniały i winogrona i winobluszcz jeszcze chwilę temu pięknie się czerwienił, a teraz zwisa smętnie, tak jak i winogrona i nasturcje i dalie. tak bardzo szkoda, bo jednak takie późne bujne rośliny pięknie się wpisują w krajobraz naszej polskiej złotej i ją barwią kolorami ;)



Pocięliśmy więźbę dachową po wymianie dachu na garażu, pójdzie na spalenie w kominku w  zimne jesienne wieczory, już parę razy kominek nas ogrzewał, bo na włączanie pieca nieco za wcześnie ale do wieczornej herbaty najlepiej smakuje... oprócz ciastka  - kominek  jak wiadomo ;)



Tak jak obiecałam powrócę jeszcze nie raz do naszej wiosny i lata, niechże te wspomnienia przedłużą nam  chwile w tych porach roku które najbardziej  lubimy, bo kojarzą się i z odradzaniem i energią, rozkwitem i obfitością.
Kolejne nasze rodzinne spotkanie odbyło się w domku letnim  jednej z moich sióstr,  w okolicach Grójca, gdzie wszędzie jak okiem sięgnąć kwitły obficie jabłonie.

To naprawdę jeden z piękniejszych wiosennych widoków, całe połacie  drzew obsypane bladoróżowym kwieciem, do tego ciepło i ta  wytęskniona świeżość  wiosennego powietrza, naprawdę niczego więcej nie potrzeba  do szczęścia ;)
Spędzanie czasu wśród takiej przyrody w otoczeniu najbliższych naszemu sercu osób, jest lepsze od najbardziej wypasionych wakacji w jakimś rajskim zakątku na końcu świata. 
A jak jeszcze do tego jest dobre jedzenie i dobry humor to... to wiadomo  jest podwójnie dobrze.

 Rodzina, nawet ta najmniejsza, niepełna -  to siła, rodzina to nadzieja, opoka to miejsce gdzie zawsze wracamy, nawet z najdłuższej i pokręconej drogi... dlatego dbajmy o nią i cieszmy się, że ją mamy, nawet jeśli nie jest doskonała i idealna -  bo nigdzie nie ma doskonałej jest taka jaka jest 
- po prostu  nasza  ;)
a teraz milion zdjęć :) jak ktoś dotrwa do końca niech już teraz przyjmie ode mnie
 specjalne gratulacje 
za cierpliwość, 
\wybaczcie ale ie mam czasu na sklejanie wszystkich zdjęć ;)





























































pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za komentarze
a następny wpis będzie już z początków lata
z mini sesją zdjęciową małej Jagody :)
♥
Ula






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...