Zadacie zapewne pytanie dlaczego mózg -umysł - dla jasności _ swój_ nazywam idiotą. To pokrótce wyjaśnię... ;)
niedawno go znalazłam, a i temat tam poruszony był bliski temu który mnie pochłania od jakiegoś czasu.
"Są ludzie którzy myślą non stop.
I to ich gubi.
Myślenie to narzędzie.
Takie samo jak łopata.
A kiedy wykopie się dół,
łopatę należy odłożyć."
dr. Bartłomiej Dobroczyński
...
Od jakiś 2-3 miesięcy czytam i słucham na temat zachowań ludzkiego mózgu, nie za dużo nie za mało , ale na pewno za mało wiem by cokolwiek powiedzieć ze 100% pewnością i być jakimkolwiek znawcą tematu.
Natomiast przeprowadziłam kilka eksperymentów na sobie i bliskich i stwierdziłam kurcze, to działa, co polecają ci, którzy wiedzą więcej, tylko teraz trzeba trochę poćwiczyć ;)
A co działa zapytacie.
Ano na przykład postanowiłam nauczyć się nieco lepiej panować nad swoimi emocjami, tymi oczywiście negatywnymi, bo one rozrabiają w większości ludzkich główek w tym i mojej.
Te emocje dotyczą zarówno naszych reakcji na to co robi drugi człowiek względem nas, jak i naszego podświadomego zamartwiania się o wszystko, o te niezapłacone raty kredytu, rachunki, przyszłość, choroby, utraty, popsucia i inne życiowe sprawy.
Ludzki mózg jest tak skonstruowany, że miesza nam w główce, on wszystko usiłuje zobaczyć w gorszym świetle aniżeli dana rzecz wygląda, ciągle krytykuje, rozkminia, drąży i panikuje.
Po co? No tak ma i już.
Gada nam ,że czegoś nam brak,
że nie jesteśmy dość dobrzy,
że nie mamy środków na realizację swoich marzeń ani też szans by je mieć,
ciągle powoduje, że nie myślimy o tym kim jesteśmy tu i teraz,
tylko kim moglibyśmy być,
że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia,
bo nie mamy pracy, a rachunki pojawiają się regularnie w skrzynce jak bumerang.
Więc zaraz pojawia się wizja wyłączonego prądu, komornika licytującego dom, i inne kataklizmy.
On nas niejako więzi w tych naszych myślowych niemożnościach.
Natomiast my nie zdajemy sobie sprawy, że możemy ten tok natrętnych myśli zwyczajnie wyłączyć jak radio, w którym leci audycja, która nam się nie podoba.
I nie chodzi tu o to, by odganiać myśli jak natrętną poranną muchę i mieć wszystko gdzieś
i bujać nieustająco w obłokach czy innej nirwanie,
tylko chodzi o to by stanąć z boku siebie, odłączyć się na chwilę od swojego dominującego ego,
po to by móc z neutralnej pozycji ocenić daną sytuację.
Podam przykład.
Wczoraj dziecko moje stłukło przez przypadek moją ulubiona miseczkę.
Na pytanie co się stłukło, ona mówi, że "nie chcesz wiedzieć"
po czym mówi co się stłukło ;)
Mój mózg czyli ego zaczyna pod kopułą wrzeszczeć , że przecież mogłaś uważać, jak wyciągasz ze zmywarki, ile razy mówiłam, że wciągać należy po kolei a nie spod spodu... itd itd...
nie szczędząc mało kulturalnych słów.
A moja buzia milczy... i zaczynam wewnętrzną wymianę zdań z moim wielce urażonym ego:
- idioto, zamknij dziób, bo to moja miska i kij ci do tego,
idź się przewietrz na taras i nie mieszaj się w nie swoje sprawy...
po czym mówię do dziecka spokojnym tonem,
no trudno, nie ona pierwsza i nie ostatnia się stłukła
i tak powinniśmy mieć wszystko ze sklepu po 5 złoty, bo tłuczemy jak mało kto.
i koniec.
jakbym miała tak zareagować jeszcze miesiąc temu... o kochani
moja jadaka rozdarłaby się jak stąd na Wawel prosto jak strzelił trasą katowicką przy której mieszkam :)...
Tym razem dałam radę, chodzi o to by sobie uświadomić, jaką moc sprawczą mamy my, a jaką ma mózg, on przeważnie nie da za wygraną, bo latami praktykował w naszej głowie swoje zwycięstwa,
będzie kombinował i mamił, a my musimy ćwiczyć, by się dalej nie dawać tak zwodzić.
i drugi
Maż, siedzi rozkminia, kombinuje , gada do siebie
wreszcie wypala , nie no ja tego nie umiem, nie dam rady...
no to ja do niego
kochanie powiedz swojemu idiocie, niech idzie odgarnie śnieg przed domem bo nawaliło a Ty się jak widzę nie palisz do łopaty
a my tu ogarniemy czego to Ty znowu nie możesz :)
na co on, a wiesz, że to jest pomysł ;)
no i w pewnym momencie wilk był syty, owca cała a i śnieg odgarnięty...
Tak wiele osób pisze na swoich blogach o tym, że czegoś nie mogą, że się boją, że depresje, chandry, cuda bajki, przerażająca wizja przyszłości, traumatyczna przeszłość, noszenie urazów, ja też tak mam, miałam, pewnie nie raz jeszcze moje ego mi nogę podstawi, ale chodzi o to uświadomienie sobie na tak prostym przykładzie jak to działa i jak wiele od nas zależy, by nie wybuchnąć z byle powodu, by nie dręczyć się destrukcyjnymi myślami, by nie krzywdzić innych swoim złym humorem, słowem, spojrzeniem, a przede wszystkim nie zamęczać tym samego siebie.
po prostu powiedzieć swojemu idiocie, czy jak go tam pieszczotliwie mniej lub bardziej dosadnie nazwiecie
spadaj z mojej głowy, idź grab liście, ulep bałwana, odśnież podjazd, poleć na Filipiny, albo na koniec świata najlepiej... daj mi wreszcie swoje sprawy po prostu załatwiać.
Zastanawialiście się, dlaczego po przebiegnięciu wielu kilometrów, czy po wspinaczce na górę, po przepłynięciu kilku basenów, czy zjechaniu 15 razy z góry na nartach, lub wysprzątaniu hurtem całego mieszkania tak wspaniale się czujecie? chodzi o psychikę oczywiście, nie o fizis,
bo nie myśli się w trakcie tych czynności o tych wszystkich kłopotach które mamy, tylko robi to co robi tu i teraz, :)
Moja jedna z wielu szefowych w byłej korporacji mawiała, że
Niewprawionym myślenie szkodzi.
Tak to znany zabawny slogan, który oprócz tego, że do tej pory wydawał mi się jedynie zabawnym i nieco uroczo złośliwym, to teraz nabrał dla mnie nowego znaczenia
w świetle cytatu, który zamieściłam na początku ;)
Ciekawa jestem jak Wy sobie radzicie ze swoimi negatywnymi myślami, bo mnie jak do tej pory wszystko pomagało na parę chwil, czy to batonik czekoladowy, czy fajna muzyka czy dobry film i książka i chwila rozmowy z przyjaciółką, to owszem pomaga, ale myślę, że nam ze wszech miar potrzeba tego oderwania się od wszędobylskiego mózgu i jego chorych niejednokrotnie projekcji.
Nigdy bym nie przypuszczała że w całej swojej genialności może być aż tak wielkim dla nas samych szkodnikiem.
To się wygadałam, ale temat mnie ostatnio pociąga, to pomyślałam sobie, że się podzielę spostrzeżeniami.
a może komuś się to przyda i na początek poćwiczy tak jak ja ;)
to na koniec focisze
8.02.2017
039/365
Cola
9.02.2017
040/365
Sroka na wysokościach
i nasza Bida kot jak wspominałam klozetowy
Mój Małżon fot strzelił, przekaz jest prosty, daj mi spokój, zrób sobie kawę :))
I nieszczęsny ptaszeł, co nieświadom tylu krwiożerczych paszczy za oknem na niego spogląda i codziennie przylatuje i objada niewzruszenie winobluszcz :)
Serdeczności!