wtorek, 8 stycznia 2019

{2} O chlebie moim (naszym) powszednim cz.I

Dzisiaj będzie o chlebie.
 Już było kilka razy na  blogu , moim i innych, ale teraz będzie o  tym, jak pisałam o chlebie.
 I   przy  tej okazji odkłamywałam mity, które o pieczeniu chleba na zakwasie promują zapamiętale opasłe knigi o nim traktujące.

W ubiegłym roku poproszono mnie o zrobienie zdjęć  i  napisanie artykułu o pieczeniu chleba,
 do  nowego pisma które promował Twój Styl pod tytułem " Projekt Szczęście".
Takie tam  opowieści o życiu w  wolniejszym tempie, celebrowaniu chwil,  czyli hygge po polsku.



 Wiadomo  obecnie oprócz mody na pieczenie swojego chleba,
  jest też  dobrze poznać proste tajniki pieczenia pieczywa 
by go móc piec zwyczajnie  w trosce o swoje zdrowie. 

Nie ma się co rozwodzić nad szkodliwością w ogóle pieczywa jako takiego,
chleb jest, był i będzie podstawą żywienia wielu ludzi. 

 To długi i osobny temat czy szkodzi  czy też nie. 
Jedni jedzą drudzy nie jedzą,  
 każdy wybiera co lubi, natomiast warto po prostu,  szkodzić sobie mniej
i piec  czy to na zakwasie  czy na drożdżu.
Byleby swój :)


To może o tych mitach napiszę, bo one głównie zniechęcają potencjalnych zachęconych :)

 OBALAM MITY O PIECZENIU CHLEBA NA ZAKWASIE.

1.
Trudność wytworzenia własnego zakwasu. Sama padłam jego ofiarą obawiając się zrobienia zakwasu na chleb orkiszowy i bezglutenowy. Okazało się, że nie taki diabeł straszny,  wyhodowałam go bez większych trudności, korzystając z instrukcji w internecie i własnej intuicji.  Należy pamiętać, aby określonych zakwasów używać do konkretnego rodzaju mąki z której ma powstać chleb.

2.
Zakwas nie może być posolony. Mój zakwas jest słony od samego początku, sól nie stanowi problemu, jak zakwas jest do soli przyzwyczajony to tego nie zmieniamy.

3.
Przechowywanie i dokarmianie zakwasu. Wyrośnięty zakwas gotowy do użycia, możemy trzymać w lodówce  bez dodawania świeżej mąki i wody. Często używany i dokarmiany pracuje wydajniej, ale w dobrej chłodziarce w temp. pomiędzy 1-2 stopnie C wytrzymuje nawet do dwóch tygodni bez szwanku.

4.
Naczynie do przechowywania zakwasu. Są zwolennicy przechowywania  go w szklanych słoikach przykrytych jedynie gazą. ja trzymam go w zwykłych słoikach z zakrętką, która nigdy nie jest szczelna, gdyż nie dokręcam jej za mocno, jak zakwas "wykipi" to ma drogę ujścia :) jest tez zachowania cyrkulacja powietrza zatem nie ma potrzeby bawić się z gazą.

5.
Piekarnik. Do wypieku własnego pieczywa wystarczy zwykły piekarnik elektryczny z temoobiegiem lub bez. Nie musi mieć nawilżania. Może to być też piekarnik gazowy, który w sobie łączy wszystkie te cechy. Nie wierzcie też w bajki o przemysłowym pieczeniu chleba na zakwasie w piecach opalanych drewnem. Po pierwsze nie są to chleby na samym  żywym zakwasie, tylko jest to zakwas w proszku i drożdże w proszku,  po drugie utrzymanie  stałej temperatury w takim piecu to sporo pracy i zachodu, sprawdza się może przy pieczeniu kilku bochenków ale nie kilku tysięcy :)

6.
Specjalne blachy do pieczenia. Do wypieku chleba wystarczy zwykła blacha stalowa lub aluminiowa powlekana, należy pamiętać, że nie jest obojętne dla zdrowia połączenie kwaśnego ciasta i aluminium. Najlepsza zatem jest niebieska oksydowana stal, jeśli nie mamy takiej, wystarczy zwykła blacha galwanizowana tzw. keksówka.
Z czasem możemy pozwolić sobie na formy ceramiczne lub garnek rzymski. Zwykły garnek żeliwny też nadaje się do pieczenia chleba.


na dzisiaj to tyle, a ciąg dalszy nastąpi :)








poniedziałek, 7 stycznia 2019

{1} Pełna akceptacja



Długo się zastanawiałam, jakie słowo wybrać na ten rok  i czy w ogóle..
Już wiem, że akceptacja wszystkiego co się przytrafia jest trudna, ale próbować warto.
 Czy to pismo urzędowe ze skarbówki, czy choroba, czy radość jakaś, lenistwo,- postarać się to jednako zaakceptować.
A potem  wzrastać  w tym co się wydarzyło, bo jednak po coś się wydarzyło,  
czy to dla naszego przeżycia, dla ruszenia z miejsca, dla doświadczenia, dla lepszego poznania.

Ubiegły rok był jaki był, raz gorszy raz lepszy -  pełna akceptacja, 
na blogu  miało być super -  ale nie było, trudno. Widocznie były ważniejsze sprawy.
Wyzwanie 365  jak najbardziej było,  i jest nadal, nie odpuszczam, gorzej z publikacjami zdjęć, 
wygrało lenistwo -  ok pełna akceptacja :) 
zapytacie no ale czego -  lenistwa? no tak.
 tu i teraz  pozwoliłam sobie,  wynik pokazał mi , że to nie popłaca. 
 Ale plus jest taki, że teraz widzę, że to było takie sobie.

Nie spinać się, nie piętrzyć , nie gonić,  nie czekać na nie wiadomo co,
tylko żyć tym co daje dzień i cieszyć się z tego.
Cieszyć się chwilą.

Przed Świętami  zachorowałam. Pierwszy raz 2 tygodnie przed Świętami 
Potem drugi raz  tydzień przed Świętami. 
Czyli w tym tygodniu od ostrej spiny ze wszystkim.
i co?
no właśnie nic.
Wszyscy pomogli,   było ugotowane na czas, posprzątane nie najgorzej,
może nie wszystko było co planowałam, ale rodzina sprawiła się na medal.
Odbyło się  wszystko co miało się odbyć z drobnymi jak zawsze  niedoskonałościami.

Na plus było dodatkowo odłożenie komórek gdzieś daleko od stołu :)
Polecam .

A zdjęcia też trochę takie na odwal się, bo siły i chęci  nie miałam ich robić. 
Tylko ku pamięci.

A teraz choruje sobie po raz trzeci. Wczoraj byłam nieco wkurzona, a potem to zaakceptowałam, patrzyłam na bajkowe kadry za oknem, padający śnieg, słońce, no krajobraz jak z bajki. 
Leżąc na kanapie - oglądałam po raz setny te same filmy które lubię, piłam hektolitry herbaty z miodem i pożerałam kanapki z awokado i czosnkiem
Zatem zaakceptowałam ten fakt, że choroba wygrała po raz kolejny  i...  dzisiaj jest o niebo lepiej. 

I w ciele i w umyśle. 

Podobno ćwiczenie czyni mistrza, więc w tym roku poćwiczę akceptację tego co mnie spotyka :)

A na koniec kilka kadrów około-świątecznych







Życzę Wam  w Nowym Roku  samych pozytywnych doświadczeń
i akceptacji tego co niekoniecznie jest po naszej myśli :)




wtorek, 16 października 2018

{6} Komunijne Aniołki w moim obiektywie


W maju  jak to w maju , było komunijnie  zatem aparat furczał jak szalony, a ja do dzisiaj mam kontuzję kostki od chodzenia przez cały dzień z kilkukilogramowym aparatem i nie tylko, bo moje zbędne kilogramy tez swoje zrobiły i stąd ta kontuzja, zaleczyć się nie chce :)

Zdjęć powstało bez mała ponad 3000, ale teraz tylko kilka sztuk pokażę,
bo reszta to jeszcze się obrabia.
Gdyż u mnie  jest pełny zapał do ich robienia, który kończy się wraz ze zrzuceniem z karty, potem następuje szczera i niczym niewytłumaczalna niechęć do ich wybierania obrabiania :)

 Okropna to moja wada, i cała rodzina ma mi to szczerze za złe co obwieszcza mi również bez żenady a ja to przyjmuję  i bardzo mi wstyd.













To jest Jagoda lat 3 - moja siostrzenica,
mówię do niej:
- a teraz Jagódko powąchaj kwiatek a ciocia ci zrobi zdjęcie.
 Jagoda wącha koniczynkę i rzecze szczerze i z niejakim zniechęceniem:
- wcale nie pachnie ...

 widzicie to w jej oczach?? :)

 także tego ;)

 
moja średnia :)



to na dzisiaj tyle
serdeczności!




sobota, 13 października 2018

{5} Dobrze kochani teraz będzie chyba inaczej...}

Inaczej, czyli nie chce mi się już  tego bloga prowadzić  w takiej formie, chyba też przeniosę go na inną platformę, ale to dopiero się uczę :), 
Może zmienię formułę, na taką jaka mi odpowiada i taką jaka  jest aktualnie  jest mi wygodna
nie wiem, próbuję się odnaleźć w swojej rzeczywistości po raz kolejny w sposób, który mi odpowiada a nie innym.
To trudne, ale na pewno ciekawe i na swój sposób intrygujące.

U nas wielkimi krokami zbliża się 30-sta rocznica ślubu 
(hmmm. to już a tydzień!!!)

 kiedy to przeleciało...


i malowanie mieszkania, które zaczęliśmy wiosną i wymalowaliśmy 

J E D E N 

1

J E D E N 
pokoiczek
 naszą sypialenkę

i
nic 
poza
tym
a dlaczego, bo jak żadnego roku wszystkie weekendy od 12 maja były....
zajęte 
Jest to dla mnie tak trudne do pojęcia, że muszę się tym podzielić, bo ciekawa jestem, 
czy też tak macie :)
jak nie praca to  wyjazd, to uroczystości, to odwiedziny,
to grill, to  pierdylion innych powodów
na okrągło.
zero czasu na malowanie.
a dom nasz aż niemalże wrzeszczy o czyste ściany.
:)
o remont wszystkiego , 
o przybicie gwoździa na zdjęcia
zalepienie dziury, przyklejenie kafelka.
Zmienić mam ochotę i kolor ścian i mebli  
teraz będzie pastelowo,  bo ostrych barw mam już chwilowo dość, czas odpocząć.
popławić się w tym o czym marzę a nie w tym co powinno być.
Kanapy stare już szczęśliwie są wywalone a nowe się już  panoszą, duże, wygodne, 
jasno-szare,
tyle że na tle  brudnych ścian
 niemalowanych od 6 lat.
No dobrze, tego się teraz trzymam, jak pijany płota, pomalować byleby zdążyć do
 Bożego Narodzenia, bo dłużej nie zdzierżę :)
Koncepty są, ale  potrzebny czas, albo sklep z czasem i  tężyzna fizyczna bez bolących pleców i skrzypiących  kolan :) żeby podołać.

Projekt 365 idzie pełną parą, uzupełnię folder, który widać w pasku bloga ale wstawiać wszystkich zdjęć nie będę, bo mi się zwyczajnie nie chce i odechciało :) i  nie chcę Was nimi zanudzać.

Ale zdjęcia będą , takie jakie  mam  pod ręką ;)

A jak już pomaluję tą swoją chatę, to też postaram się Wam pokazać co zmieniłam.


Poniżej jeszcze lato



też lato 


 i tutaj :)




 i Warszawka przelotem z okna samochodu

bańki bańki bańki :) 
fajna zabawa









wczorajsze testowanie nowych kanap :)


dzisiejszy poranek 




no dobrze to lecę sprzątać doczesny bardak :) 
uściski!
 





 

sobota, 18 sierpnia 2018

{4} Końcówka stycznia Projektu 365

To może kilka słów co u mnie.
Od 30 styczna zastanawiam się czy chce nadal coś tutaj pisać.
Nadal nie wiem, ale  spróbuję, chyba jedynym bykiem jakiego konsekwentnie trzymam za rogi jest dokumentowanie naszej rodzinnej codzienności oraz projekt 365, tego już nie odpuszczam, no i też  mam inne sprawy na głowie, i one mnie zajmują, zatem coś  trzeba rzucić, by móc zrobić coś innego, może bardziej ożywczego , nowego, w moim mniemaniu lepszego, coś co będzie mnie motywować, rozwijać, kręcić ;)
Więc się uczę różnych rzeczy, programów, by móc wreszcie skończyć  swój  projekt
 "Księgi ocalenia" 
o której już wspominałam :)
Jest ona  tym, co powinno być zachowane od zapomnienia,
co dotyczy całej naszej rodziny i  powinno przejść  w ręce kolejnych pokoleń
czy to  drzewo genealogiczne, czy przepisy kulinarne jedyne w swoim rodzaju,  zdjęcia,  wydarzenia, wspomnienia...

Może kiedyś  jak już perfekcyjnie  opanuję  i kształt i oprawę graficzną i treści, jakie powinny  znaleźć się w księdze, będę mogła na jej podstawie  zrobić komuś taką samą, tyle, że z jego wspomnieniami i zdjęciami, bo to jest wspaniały prezent dla młodych ludzi zakładających swoje nowe rodziny, którzy będą mogli rozpocząć przekazywanie  rodzinnych pamiątek, przepisów i wydarzeń swoim dzieciom :)

Także to mnie zajmuje oprócz trosk dnia codziennego, a jest to moc  rzeczy do poukładania.
Oczywiście pozwalam sobie na chwile relaksu i przyjemności, równowaga musi być ;)



 To teraz ostatnia jedenastka stycznia

21/365


22/365


23/365



24/365



25/365


26/365



 27/365  


 28/365



To były ostatnie Święta i  nowy rok Lalki, w kwietniu nam umarła ;(
stareńka była już niestety.

29/365


30/365


31/365




Serdeczności kochani!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...