piątek, 8 sierpnia 2014

Zapiski z Annopola i Podróz na sto stóp :)

Witam witam na 5 sekund, kochani, bo donieść muszę,  jak ja czekałam na tą książkę ;))  "Zapiski z Annopola" Wiesławy Bancarzewskiej, poprzednią "Powrót do Nałęczowa"  pożarłam z apetytem, i już mnie   korci pędzić do księgarni po drugą część  przygód głównej bohaterki. A wiedzieć musicie, że ja na filmy polskie przestałam chadzać już dość dawno  i bo w latach 80-tych, a i książki obecnych  rodzimych autorów mnie średnio porywają,  więc jak już polecam coś takiego to znaczy , że warto :). A poprzednia porwała mnie bez reszty. 
Zaraz pędzę do Warszawki :))
zdjęcie pochodzi z FB ze strony Dobre Książki

byłam tez na przedpremierowym pokazie filmu 
"Podróż na 100 stóp"

fot internet


trafiło się jak ślepej kurce, darmowe zaproszenie ;)), to pobiegłam i nie zawiodłam się , polecam mocno, mocno  :))
zapraszam na trailer :)


do miłego, wiem wiem,  nic nie pisze, nie komentuje, ale czytam i jestem !!
Kocham was ;)
♥ 

ps. post nie jest ani reklamą ani niczym podobnym
ja po prostu jestem chwilowo mocno rozemocjonowana tyloma przyjemnościami na raz :)) i musiałam to wyrazić.





piątek, 25 lipca 2014

Tarta ze szpinakiem i ricottą

Dzisiaj szybko i smacznie dla miłośników szpinaku,czosnku i ricotty
tarta to oczywiście nic odkrywczego, ale ta jest moją ulubioną wiec się dzielę przepisem.
 


Tarta szpinakowa

 na ciasto potrzebujemy:

250 g mąki - ja daję 125 g orkiszowej 700 i 125 g żytniej 2000
ale może być sama żytnia
*
125 g miękkiego masła
*
 1 jajo
*
szczypta soli i cukru

Składniki należy zagnieść i podzielić ciasto na pół
ja piekę z tej ilości dwie blaszki tarty o średnicy dna 24 cm.
Z tej ilości składników wychodzi około 400 g ciasta.
*
blaszkę należy posmarować masłem i posypać mąką semoliną lub krupczatką.
Samo ciasto rozprowadzam po dnie małym wałkiem, jest ono dość miękkie więc przy wałkowaniu należy podsypywać mąką, wałkuję je bardzo cienko tak, ze ledwie starcza na boki, chodzi o to by ciasto nie dominowało  ilością i smakiem nad nadzieniem ;)
A następnie na pół godziny wkładamy do zamrażalnika.

Farsz:

2 opakowania serka ricotta po 250 g
ok 300 ml śmietany 18%
2 jaja całe 
sól
szpinak około 150 g
4-5 ząbków czosnku
ok 5 cm pora  - cz. biała
masło
 sporo tłuczonego czarnego pieprzu
tłuczony pieprz daje niepowtarzalny smak jakiego nie uzyskamy sypiąc drobno mielony. 

Na patelni rozgrzewamy masło i od razy kładziemy drobno posiekany czosnek i por i krótko smażymy potem wrzucamy szpinak na chwile i lekko podgrzewamy całość mieszając.
Serek mieszamy ze śmietaną i jajami dodajemy szpinak i przyprawy, pieprzu nie należy żałować :)))

Rozgrzewamy piekarnik do 180  stopni
podpiekamy spody tarty przez ok 5-10 min
po czym wykładamy na podpieczony spód  naszą mieszaninę
dekorujemy liśćmi szpinaku i pieczemy aż do ścięcia się nadzienia, ok 20 min.  
Po czym bardzo szybko zjadamy ;))

No to zapraszam szanownych czytelników  do  kuchni do pichcenia  ;))) 



buziaki !!


poniedziałek, 21 lipca 2014

A może tak krócej, a cześciej - sama nie wiem :)

W każdym razie, jestem, zalatana nieco ale  zdjęcia powstają,   z pasji uwieczniania  chwil które minuta po minucie  uciekają bezpowrotnie, nie ma siły, te zrobię zawsze, nawet jak nie mam  wolnej chwili, siły,  czy natchnienia, wystarczy mały bodziec w postaci "tego"  światła i wystarczy  więc łapię w tych  półchwilach, a i  plany pisaniowe też są , a potem stwierdzam, że bez sensu, że nie ciekawe, że o niczym co ważne, pisać nie pisać??  Kto to wie.
 I czas zamykania w słoiki  coś mi nie wychodzi, zamówione truskawki się nie pojawiły na czas, więc nie mam, poczekam na te późne może kilka się zamrozi. Wiśnie już się mrożą ;))  Bo konfitura jeszcze u mnie zeszłoroczna jest, póki co.


Teraz jakiś  mam, moment  na zmiany,
 mam co pewien czas przesyt robienia wciąż tego samego,
jeśli nie widzę efektów  spodziewanych,
nie widzę szansy na poprawę czegoś co jest za długo w miejscu,
nie przynosi spodziewanych zysków,
mam ochotę to rzucić w diabły i zająć się  czymś nowym. 


Co jak na mnie jest dość dziwne, bo  ja to do niedawna - klasyczne  korporacyjne dziecię, z mentalnością niewolnika przez większość swojego życia, z pracą od - do  narzucaną z góry...  od lat kilku  usiłuję coś sama, coś co bym bezwarunkowo lubiła.
Ale bezwarunkowo.
I tu klops, ciągle bezwarunkowo lubię tylko  robić zdjęcia,  wybierać, cieszyć się nimi, malować je,  lub zostawiać  takimi jakie są  i nic poza tym tak bardzo mnie nie kręci.
Drugie w kolejce jest szycie i dzierganie czy to dla domu, czy dla siebie. czy dla kogoś. nie ma to znaczenia, lubię
to co twórcze jest , coś co po mnie zostanie - dla potomności.
Zawsze miałam problem z pracą, z której nic  nie ma, czegoś w rodzaju  wartości dodanej,  ja robię- a raczej porządkuję chaos,  dostaję forsę i nic po mnie nie ma... 
 -  N I C   N I E  P O W S T A J E -
 koszmar  który mnie dręczył w poprzednich pracach ;)


Na trzecim, miejscu jest robienie chleba...  ale w tej chwili po  dwóch latach zmagań, to już mi zdrowia brak i siły, bo to robota dla tęgiego chłopa, a nie nawet tak tęgiej  baby  jak ja...więc na razie stopuję.
I tak robię co umiem i mogę, ale nie da się tylu prac na raz i wszystko dobrze i na tip top, a ja lubię jednakowoż  na tip top,   więc teraz stoję sobie rozkrokiem kolejnym nad swoim  życiem i dumam co robić  najlepiej.
miało być krótko... 


to zmykam i zostawiam Wam moje letnie  chwile 


 A rozterki niech sobie idą szukać miejsca gdzie indziej, bo ja  nie lubię gościć takich stanów u siebie zbyt długo:))
Miłego tygodnia !
♥

czwartek, 3 lipca 2014

Spotkanie w Gdyni informacja dla tych duszyczek co FB nie mają :)

 Za Moim Mieszkaniem ...
W ten weekend serdecznie Was zapraszamy do Gdyni. W sobotę (5.07) w godz. 12-16 organizujemy na Gdynia Design Days dzień otwarty Mojego Mieszkania. Będziemy w Obserwatorium Zmian przy ul. Świętojańskiej 30. Jesteśmy do Waszej dyspozycji - odpowiemy na pytania dotyczące urządzania wnętrz, profesjonalny fotograf podpowie, jak robić świetne zdjęcia, a stylistka pokaże tajniki aranżacji. Przyjmiemy zgłoszenia do klubu Kobiet z Pasją, wsłuchamy się w Wasze uwagi na temat MM...

Mój osobisty będzie mówił o fotografowaniu,  a ja mam nadzieję Was spotkać :) i trochę fotek popstrykać :)
 pozdrawiam !!!
ula


Zdjęcie: W ten weekend serdecznie Was zapraszamy do Gdyni. W sobotę  (5.07) w godz. 12-16 organizujemy na Gdynia Design Days dzień otwarty Mojego Mieszkania. Będziemy w Obserwatorium Zmian przy ul. Świętojańskiej 30. Jesteśmy do Waszej dyspozycji - odpowiemy na pytania dotyczące urządzania wnętrz, profesjonalny fotograf podpowie, jak robić świetne zdjęcia, a stylistka pokaże tajniki aranżacji. Przyjmiemy zgłoszenia do klubu Kobiet z Pasją, wsłuchamy się w Wasze uwagi na temat MM...

środa, 4 czerwca 2014

The best day of my life - :))) cobytoniemiałooznaczać

Tak moi drodzy, ten jeden magiczny dzień nicnierobienia był tak wyjątkowy, ze następny chyba mi przypadnie za 1000 lat, mam takie wrażenie, ale nic to,  pies to ekhm ganiał, nie to nie, ja się tam prosiła nie będę, niema to niema ;))
A na czym to polegał mój wspaniały dzień
Ano miał być slow, i w ogóle,  różniący się od innych tylko tym, że miast pracować od bladego do ciemnego 20/24 udałam się do stosownego pana doktora po recepty na mój wiecznie nieustająco młodzieńczy trądzik ;)) tudzież po drobne niezbędne zakupy. uprzednio oczywiście  ukręciłam chleby na jutrzejszy catering, i oczywiscie nie zdążyłam na autobusik do najbliższej metropolii, z której mogłabym się udać do nieco większej metropolii , bo jak wiadomo mieszkam na zadupiu gdzie pojawia się pojazd co dwie godziny .
a ja matoł nie powoduję żadnym  pojazdem / legalnie oczywista  bo nielegalnie to jak najbardziej i nawet mi to nieźle idzie ;))/  po dziś dzień sama już nie wiem czy większa jest moja ślepota dalekowidza + 5,5 czy głupota całkiem niewymierzalna w tym przypadku ;))
To potem postanowiłam pojechać kolejnym pojazdem tym razem autobusem podmiejskim, wybiegłam ochoczo z domu na 5 minut przed odjazdem i w połowie drogi skonstatowałam, ze owszem mam torbę ale nie mam w niej ani bileciku ani forsy, a niemanie ani jednego ani drugiego to raczej dość słabo wiec musiałam się wrócić, a autobusik, tak nieliczny o tej porze odjechał  w siną dal i na pusto.
Ok, to dalej, jak mawiają do trzech razy, a sie uda, za trzecim razem dotarłam do Warszawki bez przeszkód ale za towarzystwie mamy z dzieckiem które przez 35 minut twierdziło ze jakby pociąg jechał na energię pochodzącą z jego gadania to by szybciej i dalej  jechał i tu nie mogłam sie nie zgodzić, bo dziecię trajlowało niemiłosiernie przez całe te dłużące się w tym wypadku 35 minut...nie to żebym  się oburzała, ale to było ciągle  to samo o tym pociągu ;)) cudem nie znaleźliśmy się w Zakopanem albo gdzieś dalej ;))



Dotarłam kupiłam i poszłam gdzie musiałam  nastał powrót do domu, gdzie okazało się, ze nastawiony chleb nie raczył drgnąć z miejsca nawet o milimetr, po czym mój wzrok zawisł na pełnym po brzegi słoju z zakwasem  i tu  juz wiadomo, co dalej, całe lepkie  ciasto poszło do gara z powrotem z 8 blach , kolejne mieszanie, i pakowanie do blach... i 7 godzin w plecy z wyrastaniem i kolejna zarwana noc...
Ale, żebym przypadkiem za dobrze nie miała, to około 23   przez kompletny przypadek zamordowałam 100 litrowy gar chłodnika, który to gar wyjechał w niekontrolowany sposób z lodówki i rozbryzł się malowniczo  po całej kuchni i ścianach... że o lodówce nie wspomnę,  mówię wam, poezja śpiewana, nie chcielibyście za nic słyszeć co sobie pomyślałam, ot rączka od gara zawadziła o półkę od drzwi, lodówki, tylko tyle i AŻ TYLE !!! Niech żyje bal i wielkie sprzątanie, bo teraz to po łebkach wszak noc mamy i nie tak zaplanowałam spędzenie tego wieczoru, a dla nie wtajemniczonych, nawet skurczybyka nie zdążyłam polizać... szlag ! i jeszcze kilka innych nieładnych słów mi się ciśnie... jak to przy wycieraniu czegoś co jest jednocześnie zimne i tłuste... naprawdę sama sobie nie zazdroszczę wyjątkowo :)

Ja tu piszę / 00 z minutami za zegarze było/ chlebek się piecze,  no tak jeszcze z godzinkę, a miało być tak pięknie a ja w łóżeczku wypachniona  o 23.... taaaaaa, opowiedz Panu Bogu o swoich planach - będzie miał niezły ubaw :))
To chyba wszystkie atrakcje tego jedynego w tygodniu podobno "wolnego" dnia , następny poproszę  w takim razie mniej umajony.
poniżej przegląd jakis całkiem przypadkowy ostatnich tygodni  ;) 

zdjęcie  z cyklu
GDZIE JEST BOBAS!
TU JEST !!


A to córka naszych Przyjaciół Zosia
miałam przyjemność fotek popstrykać nieco na tej pięknej uroczystości







 KOTEŁY NASZE WSZELAKIE



Wielkanocne leniuchowanie :))


Niedawno moje dziecię grało swój pierwszy mecz futbolu amerykańskiego  z drużyną z Francji

więcej zdjęć

a najmłodsza najwyraźniej złapała bakcyla i od 25 maja biega na treningi :))


To na razie tyle,  nie wiem kiedy będzie następny  raz bo wolny weekend .... taaa... che che "planuję " w lipcu !
ściskam Was mocno !!!!!!!!!!!!
♥


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...